Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ford. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ford. Pokaż wszystkie posty

Ford Mustang z nowymi kolorami: Grabber Lime

by on 3/16/2019
     Powiew świeżości na Mustangu sprawia nie tylko, że jest szybszy, ale również bardziej wyróżnia się na ulicy. Właśnie tego oczekiwaliśmy od Forda.

     Dzień Świętego Patryka to święto hucznie obchodzone w Irlandii, które jak się okazuje jest świetną okazją do wprowadzenia nowego koloru do palety barw. Jako że, święto to jest kojarzone z kolorem zielonym, który gości również na Irlandzkiej fladze i szczęśliwej koniczynce to Ford pokazał właśnie swój nowy zielony kolor. Jest to ciekawy sposób na połączenie koloru  pewną historią i nadanie mu charakteru, a przy okazji nawiązanie do klasycznych Mustangów z lat 70. ubiegłego wieku. Nowy kolor nosi nazwę Grabber Lime i już na zdjęciach prezentuje się wyśmienicie, a co dopiero na żywo w świetle słońca.
     Do palety barw razem z Grabber Lime dołączą trzy inne kolory: Twister Orange, Iconic Silver , Red Hot Metallic. Wszystkie zadebiutują wraz z Mustangiem na rok modelowy 2020. Barb Whalen odpowiedzialna za dział kolorów i tapicerek w Fordzie uważa, że żywe i jasne kolory retro są ostatnio w trendzie i stosowanie ich pozwala się wyróżnić na ulicy. Dla osób, które kupują Mustanga takie połączenie pozwala wyrazić siebie i stać się widocznym wśród innych kierowców. Klasyczne kolory podobno stosuje się również przy wystroju domów. Mając Mustanga Shelby GT500 o mocy 700 koni ciężko pozostać niezauważonym szczególnie, gdy będziemy ruszać spod świateł i dookoła rozejdzie się przerażający ryk najmocniejszego V8 Forda.
     Oczywiście nowe kolory trafią do każdej wersji Mustanga, również do wspomnianego GT500 jak GT350 będącego słabszym odpowiednikiem dziecka Shelby. Czyżby zielony kolor był zwiastunem ekologicznej przyjaźni Forda z hybrydami? Nie możemy tego wykluczyć, bo już najprawdopodobniej jesienią zobaczymy połączenie silnika V8 z jednostką elektryczną. Wiele mówi się o zastosowaniu słabszej jednostki V6 znanej z amerykańskiego rynku i wprowadzenie jej do Europy jako hybrydy. Wtedy samochód osiągałby nawet powyżej 500 koni w podstawowej wersji. Na razie nie przedstawiono jeszcze cennika nowych kolorów, ale czy tak naprawdę ktoś przejmuje się cenami w przypadku Mustanga? Ten samochód jest tak śmiesznie tani, że kilka tysięcy nie robi różnicy, bo to wciąż najtańsze nowe V8 na rynku. W dodatku Mustang ma charakter i bogatą historię stojącą za nim.

Foto. materiały prasowe Ford

Hybrydowy Ford Mustang - Zdjęcia testowanego egzemplarza

by on 3/02/2019
     Elektryfikacji to już codzienność w motoryzacji, ale wprowadzając hybrydową legendę potrzeba wyczucia i sporych umiejętności, aby nie przesadzić.

     O hybrydowym Mustangu wiele się mówi od kilku miesięcy, ale tak naprawdę nikt bo nie widział, ani nie wiadomo co dokładnie znajdzie się pod maską. W skrócie samochód owiany tajemnicą. Dla Forda to wygodna pozycja, bo nie zdradza swoich dokładnych planów, a i tak wszyscy mówią nakręcając tym samym marketing. Teraz jednak po raz pierwszy udało się zrobić zdjęcie muła testowego hybrydowego Mustanga. Choć to wszystko tak na prawdę nie ma sensu, gdyż samochód ma zadebiutować w 2021 roku, czyli wraz z nową generacją to możemy zobaczyć jakie zmiany względem normalnej wersji wprowadził Ford w swoim najlepiej sprzedającym się samochodzie sportowym.
     Najłatwiej porównać aktualną wersję z mułem testowym będzie, jeśli zestawiamy je obok siebie. Z przodu możemy zauważyć, że kierunkowskazy zostały umieszczone znacznie bliżej lamp, jednak nie ma uzasadnienia dla takiego posunięcia. Być może jest to spowodowane jakimiś kwestiami związanymi z chłodzeniem lub po prostu drobna zmiana pozwalająca odróżnić hybrydę. Oprócz tego z przodu wszystko wygląda identycznie i na próżno doszukiwać się jakichkolwiek różnic. 
     Z tyłu natomiast robi się nieco ciekawiej. Najważniejszą zmianą jest zastosowanie dwóch końcówek wydechu dla każdej strony po jednej, zamiast czterech z podziałem 2+2. To może sugerować zastosowanie słabszej jednostki spalinowej o mniejszej ilości cylindrów (np. V6). Kolejną różnicą względem normalnego GT jest znaczek w kolorze czarnym, który zlewa się z nadwoziem. Normalnie jest on srebrny i wyróżnia się z daleka. Być może to kwestia tylko wersji testowej, a być może to sposób na odróżnienie, chociaż ciekawie wyglądałaby wersja z zielonym "GT" oraz zaciskami.
     Co pod maską? Tutaj są dwie opcje. Pierwsza to silnik V6 z hybrydą, co wpisuje się w downsizing i walkę z emisją. Prawdopodobna jest na około 50%. Druga to pozostawienie silnika 5.0 V8, który napędzałby tylne koła tak jak dotychczas oraz dołożenie silnika elektrycznego do napędzania przedniej osi. To rozwiązanie jest w stylu Forda, bo pozornie walczy z emisją (średnia się zmniejszy i to sporo), a tak naprawdę zwiększa móc i polepsza osiągi. Właśnie takiego działania oczekuję od producenta, bo legenda umrzeć nie może i należy jak już to ją ulepszyć, a nie zepsuć upodabniając do europejskich samochodów. Ciekawe jak wpłynie to na cenę Mustanga. Zapewne wraz z nową generacją ceny pójdą do góry i za podstawową wersję zapłacimy z 215 000 zł, a dokładając do tego hybrydę wyjdzie z 260-280 tysięcy. To jednak tylko moje przypuszczenia i możliwy scenariusz. 

Foto. motor1 oraz materiały prasowe Ford

Nowy Ford Focus ST - Dwa silniki, agresywny design i zwiastun nowego RSa

by on 2/18/2019
     Nowy Focus w podstawowej wersji skradł serca wielu osób, a był to tylko przedsmak nowego ST i odmiany RS, która już jest na horyzoncie. 

     Nowy Ford Focus ST to chyba jeden z najbardziej oczekiwanych samochodów tego roku. Dlaczego? Jest to przedsmak możliwości dla nowego RSa, który również zadebiutuje w niedalekiej przyszłości, ale przede wszystkim samochód w podstawowej wersji wprowadził małe zamieszanie w segmencie, gdyż swoim designem zabrał klientów niemieckim oraz francuskim marką. Focus od lat sprzedaje się bardzo dobrze i jest światowym bestsellerem co jest niepodważalne. Jest to jeden z modeli, które trzymają markę przy życiu i stanowi podwaliny zbilansowanej sprzedaży Forda, aby ten mógł rozwijać inne, mniej opłacalne choć wciąż rentowne segmenty. Teraz przyszedł czas na odmianę ST i jej dwie wersje, które mile zaskakują oraz pokazują, że downsizing jest passé.
     Największe i najciekawsze zmiany zaszły pod maską, bo to tam właśnie trafił nowy silnik benzynowy. Dotychczas ST napędzany był 2-litrową jednostką o mocy 250 koni i 360 Nm. Taka konfiguracja cieszyła się dużym popytem, jednak Ford postanowił wprowadzić zmiany, które w moim odczuciu są krokiem na przód, w dobrą stronę i pokazują, że szał na małe jednostki powinien minąć w samochodach sportowych. Najnowsza generacja ST będzie napędzana silnikiem 2.3 EcoBoost generującym 280 koni i aż 420 Nm. Jest to duży wzrost mocy, który swoje odzwierciedlenie ma przede wszystkim w przyspieszeniu do setki, bo to zredukowało się z 6,5 sekundy do czasu poniżej 6 sekund według zapewnień Forda. Oprócz jednostki benzynowej dostępny jest Diesel o pojemności 2-litrów i mocy 190 koni oraz 400 Nm. Jest to najmocniejsza jednostka Diesla jaką kiedykolwiek zamontowano w Focusie.
     Oba silniki są połączone w standardzie z sześciobiegową manualną skrzynią biegów wyposażoną w funkcję wyrównywania obrotów, a opcjonalnie możliwe jest wyposażenie w siedmiobiegową automatyczną skrzynię biegów. Automat jest dostępny ze manetkami do zmiany biegów i systemem Adaptive Shift Scheduling, który ocenia indywidualny styl jazdy, aby zoptymalizować czas zmiany biegów. Funkcja wyrównywania obrotów może zostać wyłączona z poziomu komputera pokładowego, jeśli nie chcemy aby system ingerował w styl naszej jazdy. Dodatkowo Ford Focus czerpie doświadczenie między innymi zebrane przy budowie modelu GT, stąd też zastosowanie funkcji "anti-lag". Gdy kierowca przestaje naciskać pedał gazu, funkcja "anti-lag" utrzymuje przepustnicę otwartą, utrzymując tym samym prędkość z jaką działa turbosprężarka, umożliwiając zwiększenie ciśnienia turbodoładowania natychmiast po ponownym naciśnięciu pedału gazu bez żadnego opóźnienia. Standardowo funkcja jest włączona w trybie jazdy sportowej, więc nie będzie zakłócać porządku podczas spokojnej jazdy.
     Nowa architektura C2 Forda, na której bazuje Focus została również wzbogacona o unikalne konfiguracje zawieszenia i układu hamulcowego tak, aby wrażenia z jazdy Focusem ST były najbardziej dynamiczne w historii  modelu. Ford chwali się, że za pomocą jednego przycisku możemy zmienić charakter samochodu i ze spokojnego samochodu do jazdy po mieście zmieni się w prawdziwego torowego zawodnika. Czy tak jest przekonamy się po pierwszych testach. Cały samochód jest sztywniejszy o prawie 20% względem standardowego Focusa tej generacji oraz został aż o 10 mm niżej zawieszony co poprawia przyczepność w zakrętach oraz zapewnia lepszy środek ciężkości. Układ hamulcowy jest wyposażony w większe tarcze z podwójnymi tłokowymi zaciskami z przodu i technologią elektrycznego wspomagania hamulców, dzięki której ciśnienie w układzie hamulcowym jest wytwarzane szybciej niż w przypadku układu hydraulicznego.
     Wizualnie Ford również przeszedł spore zmiany. Zdecydowanie ma jedną z agresywniejszych sylwetek na rynku, a nowy grill w połączeniu z przeprojektowanym zderzakiem sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z usportowionym samochodem. Podwójny wydech z tyłu, dyfuzor i spojler dachowy to elementy rozpoznawcze nowego Focusa. W prezentowanym na zdjęciach kolorze auto wygląda niesamowicie i aż prosi się aby zabrać go na przejażdżkę. W środku nie zaszło wiele zmian względem standardowej wersji poza paroma akcentami ST, fotelami Recaro i nową kierownicą. Szkoda, że nie można wybrać opcji pełnej Alcantary, budowałoby to dodatkowy klimat.
    Focus ST będzie dostępny jako 5-drzwiowy hatchback oraz kombi, a do salonów zawita latem tego roku. Jaka będzie cena ciężko na ten moment powiedzieć. Poprzednia generacja startowała od 116 000 zł, a obecna w wersji ST-Line kosztuje minimum 86 700 złotych, przy czym jeśli wybierzemy silnik 1.5 EcoBoost o mocy 182 koni to cena rośnie do 94 600 złotych. Wydaje mi się, że cena nowego ST będzie wyższa, ale nie przekroczy 120 000 zł, a na początku już Ford będzie oferował rabaty tak jak w momencie premiery podstawowej wersji, aby przyciągnąć klientów. Patrząc na ST możemy być spokojni co do odmiany RS, bo ta spokojnie zakręci się w okolicy 400 koni i Ford będzie chciał po raz kolejny udowodnić ile znaczy na rynku hot-hatchy.

Foto. materiały prasowe Ford

Mustang z V8 o pojemności 7.3 litra? Teoretycznie to możliwe w tym roku

by on 2/11/2019
     Gdy wpadniesz w wir zwiększania pojemności i mocy silnika w swoim samochodzie to już nigdy z niego nie wyjdziesz. Nawet jak masz Mustanga z pięciolitrowym V8, bo możesz wsadzić większe V8.

     5-litrowe V8 umieszczone w Mustangu to obecnie najtańsza tego typu jednostka na rynku. Nie trzeba przeprowadzać żadnych badań, aby stwierdzić, że Mustang to obecnie najpopularniejszy samochód sportowy w Polsce i Europie. Kluczem do sukcesu była oczywiście cena, ale równie ważną rolę odegrał silnik. Choć paliwożerny to może pochwalić się przepięknym brzmieniem słyszalnym na drugim końcu miasta. W dobie downsizingu i jednostek o pojemności kartonu mleka V8 o takiej wielkości wygląda wręcz jak obiekt sprzed kilku epok. Jednak w gamie Forda nie jest to jedyny silnik o dużej pojemności na widok, którego ekolodzy rozkładają transparenty, aby zakazać jego produkcji. Ostatnio mogą mieć dodatkowe ku temu powodu, bo w ofercie pojawiła się nowa skromna jednostka, która ma zaledwie 7.3 litra pojemności.
      Tak, dobrze słyszeliście, V8 o pojemności 7.3 litra. Takie jednostki lata swojej świetności miały dawno dawno temu, a i wtedy miały tylu przeciwników co i zwolenników. W tym przypadku fizyki się nie oszuka, a jak wiadomo im większy silnik tym większa masa. Z kolei większa masa na przodzie oznacza większe problemy z wyważeniem i uzyskaniem odpowiednich właściwości jezdnych. O ile w przypadku Forda Super Duty z serii F nie ma to jakiegoś ogromnego wpływu, bo samochodu ma za zadanie tylko jechać na prosto i ciągnąć za sobą kilka ton ładunku z jednej farmy na drugą to w każdej innej sytuacji może stanowić to minimalny problem. Na przykład gdyby zamontować taką jednostkę w Mustangu, czego nie wykluczył rzecznik prasowy Forda, Mike Levine. 
     Czysto teoretycznie jest możliwa taka zamiana silnika, bo V8 o pojemności 7.3 litra pasuje idealnie do Mustanga. W dodatku stosowana obecnie 10-biegowa skrzynia automatyczna jest blisko spokrewniona z tą, która pracuje w nowym Super Duty, tyle tylko, że tamta jest nastawiona na przekazywanie ogromnej mocy do ciągnięcia ładunków i tym podobnych spraw. Problem pojawia się jednak w samej budowie silnika, bo nowa jednostka jest tak naprawdę silnikiem prosto z ciężarówki i została stworzona z myślą o ciężkich transportach. V8 wykorzystuje żelazny blok i kuty stalowy wał korbowy do przekazywania mocy. W tym momencie staje się jasne, że taka jednostka była by za ciężka, aby umiejscowić ją w Mustangu i można śmiało skreślić ją z listy potencjalnych opcji. Można by, ale nie trzeba. 
     Jeśli Ford nie zdecyduje się na taki krok to spokojnie, na rynku jest wiele firm zajmujących się tuningiem, które spokojnie przeprowadzą operację przełożenia serca Mustangowi. Sam Mike Levine powiedział, że śmiało możemy oczekiwać stuningowanego Mustanga z silnikiem 7.3 litra na SEMA Show jeszcze w tym roku. Taka jednostka nie ma w zasadzie granic jeśli chodzi o podkręcanie, więc osiąganie niewyobrażalnych wyników mocy wydaje się dziecinnie proste, szczególnie jeśli ktoś dysponuje odpowiednią wiedzą i sprzętem. Wyobraźmy sobie jednak dźwięk tak potężnego silnika w połączeniu ze sportowym wydechem Borla w Mustangu - istna poezja dla uszu. Ten samochodu nie będzie musiał jeździć, on będzie po prostu brzmiał i wyglądał, a przy okazji dużo palił. 

Foto. materiały prasowe Ford

Nowy Ford Mustang Supercar - stworzony do raju na australijskiej ziemi

by on 2/05/2019
     Mustang przy okazji 55-lecia wprowadzenia modelu do produkcji dołącza do rywalizacji w Australijskiej serii wyścigowej samochodów turystycznych. Czy Koń będzie w raju startując w serii dla samochodów z silniami V8?

     Ostatnio po internecie krąży film, na którym widać Mustanga jadącego autostradą, a w pewnym momencie otwiera mu się maska. Chwile później został nakręcony drugi film, gdzie widzimy inny egzemplarz ze zgniecionym przodem. To tylko może utwierdzić w przekonaniu niektóre osoby, że Mustang jeździ tylko do przodu, a taka masa w połączeniu z kiepską jakością nie powinna poruszać się po drogach. Ford jednak nie traktuje takich dogryzek poważnie i postanowił wykorzystać całe swoje doświadczenie w motorsporcie do stworzenia wyścigowego Mustanga. Teoretycznie to się udało, ale w praktyce coś chyba poszło nie tak. Szczególnie z tyłu, bo spojler nie przypomina nawet ogromnej deski do prasowania tylko cały szyb wentylacji przemysłowej lub coś takiego.
     Oczywiście to tylko żart, bo jak wiadomo, kwestie aerodynamiki i wszystkich elementów z nią związanych są ściśle określone przez serię w jakiej samochód startuje. Australijska seria wyścigów samochodów turystycznych jest dosyć specyficzna i być może nie wszystkim znana, szczególnie w Polsce, gdyż z przyczyn geograficznych wyścigi odbywają się na drugim końcu świata. Ogólne założenia serii są takie, że samochody turystyczne wyposażone w silniki V8 o mocy do 650 KM bez turbosprężarek czy napędu na cztery koła, ścigają się po torach o długości od 100 do 250 km. Choć początkowo seria miała bardzo wąskie grono odbiorów, zasięgi i zaangażowane zespoły to obecnie prowadzona polityka ekspansyjna pozwoliła zagościć serii w Ameryce Północnej, a do stawki dołączyły takie zespoły jak Nissan czy Volvo. Teraz swoich sił spróbuje Ford z porządnie zmodyfikowanym Mustangiem, który wykorzystuje komponenty zarówno z Mustanga GT4 jak i wersji drogowej. 
     "To historyczny moment", powiedział Kay Hart, prezes i dyrektor generalny Ford Australia i Nowej Zelandii. "Współpraca nad projektem była niezwykle ekscytująca dla wszystkich zaangażowanych osób, a dziś jest początkiem sezonu Mustanga w 2019 roku. Mustang należy do toru, a wszyscy w Fordzie i nasi fani czekają na ten moment." Nad całym projektem i procesem tworzenia skupionych było wiele firm i zespołów. Od inżynierów Forda i oddziału Performance po specjalistów z Shell V-Power Racing i Tickford Racing. Sam samochód był gotowy i zatwierdzony przez organizatorów serii już w grudniu zeszłego roku, jednak cały czas Ford trzymał samochód w ukryciu, a na testach pojawiał się w całkowitym zakamuflowaniu. Teraz po oficjalnej prezentacji możemy zobaczyć Wyścigowego Mustanga w pełnej krasie. 
     Ford chwali się, że jego samochód wykorzystuje w bardzo dużym stopniu seryjny design i to prawda. Przód jest niemalże identyczny tyle tylko, że zastosowano zmodyfikowany zderzak pozbawiony bocznych wlotów powietrza. Patrząc na boczną linię nadwozia nie trudno odnieść wrażenie, że samochód ma "lekko" rozpłaszczony tył. To za sprawą wydłużenia nadwozia w tylnej części w celu zainstalowania ogromnego spojlera, który ma dociążyć samochód i zapewnić odpowiednią zwrotność. W tym przypadku mówimy o spojlerze działającym na dwóch płaszczyznach jednocześnie. Jedna część jest umieszczona zaraz przy nadwoziu i praktycznie do niego przylega, a druga wyżej w odległości kilkudziesięciu centymetrów, nachylona pod odpowiednim kątem. 
     Inauguracyjny start w Superloop Adelaide 500 i początek przygody Mustanga w tej serii wypada akurat w 55 rocznicę powstania modelu. W związku z tym, jeden z trzech startujących Mustangów będzie oznaczony numerem 55, a za jego kierownicą usiądzie Chaz Mostert. O tym czy Mustang podoła postawionemu przed nim zadaniu i zbliży się chociaż do czołówki, która obecnie jest bardzo mocna i ma ogromne doświadczenie w tego typu wyścigach przekonamy się już po pierwszym wyścigu. Odbędzie się on pomiędzy 28 lutym a 1 marca i będzie transmitowany zarówno w internecie jak i w telewizji na kanałach FOX Sports oraz TEN. Pytanie tylko czy Ford zdecyduje się pójść jeszcze bardziej w kierunku rozwoju Mustanga pod kątem motorsportu. Już teraz możemy zobaczyć samochód w serii GT4 czy NASCAR, a trzeba przyznać, że potencjał jak na 2-tonowy samochód jest. Były projekty Mustanga do driftu, które ujrzały światło dzienne, więc chyba wszystko jest możliwe. 

Foto. materiały prasowe Ford oraz Supercars Chamionship

Hybrydowy Mustang - Jest patent i napęd na cztery koła

by on 1/26/2019
     Technologia hybrydowa może pójść w dwie strony - albo w stronę zwiększenia mocy i zastosowania dotychczasowego silnika spalinowego albo w stronę downsizingu i ograniczenia emisji spalin. Którą drogę wybierze Ford dla Mustanga?

     Sprawa z Mustangiem ma się tak, że niby wszyscy krytykują, bo plastikowy, tandetny, źle wykończony, elementy się nie schodzą, ale tak na prawdę wszyscy by go chcieli z jednego prostego powodu - to najtańsza nowa V-ósemka i jest cholernie dobry. Można narzekać na to wszystko dopóki nie usiądzie się za kierownicą i przejedzie co najmniej kilku kilometrów z symfonią V8.  Od jakiegoś czasu mówi się, że Ford planuje zrobić elektrycznego Mustanga i nawet pojawiła się mała zapowiedź samochodu na filmie "Mach 1". Plany Forda są oczywiście dosyć obszerne, bo wśród nich możemy znaleźć między innymi Pick-Upa na bazie Focusa, elektrycznego F-150 czy też crossovera bazującego na Mustangu. W przypadku elektryfikacji Mustanga wiemy teraz nieco więcej, bo w Urzędzie Patentowym pojawiła się dosyć ciekawa informacja odnośnie silnika w nowym wcieleniu słynnego konia z dzikiego zachodu.
     W Urzędzie Patentowym w Stanach Zjednoczonych zarejestrowano koncepcję w postaci "układu napędowego dla pojazdu hybrydowego". Jest to konkretnie szkic silnika z umieszczonymi na nim elementami hybrydowymi, które wspomagają jego pracę. W praktyce wyglądałoby to tak, że z przodu umieszczono by dwa silniki elektryczne, które odpowiedzialne byłyby za napędzanie przedniej osi. Jednostka spalinowa, a konkretnie V8 zostałaby wykorzystana do napędzania tylnej osi, gdzie trafiałaby większość napędu. Takie rozwiązanie wydaje się całkiem rozsądne z kilku powodów mimo, że nie do końca pasuje do idei amerykańskiego Pony Cara. Mustang dysponowałby napędem na cztery koła, dzięki czemu lepiej radziłby sobie ze znalezieniem trakcji oraz zapewniałby większą moc i moment obrotowy w całym zakresie pracy silnika. To pozwoliłoby uzyskać jeszcze lepszy czas podczas przyspieszania oraz poprawiło właściwości jezdne (przynajmniej w teorii, bo możliwe, że zabije ducha samochodu). Ponadto Mustang jako model lepiej wypadłby przed okolicami, którzy chcą jak najniższej emisji spalin, a taka hybryda zaniża dane. Ostatecznie jednak może Mustang wkroczyłby na nowy poziom w samochodowej hierarchii i byłby pewnego rodzaju prekursorem.
     Taka możliwość wydaje się abstrakcyjna? Jest to jednak dosyć oczywista odpowiedź Forda na działania konkurencji, a konkretnie plan stworzenia hybrydowego Dodga Challengera oraz Corvette o mocy sięgającej 1 000 koni mechanicznych. Aby nie pozostać w tyle należy stworzyć coś co najmniej równie dobrego tyle, że bardziej skutecznego w zastosowaniu na drodze zanim konkurencja się zorientuje. To nie lada wyzwanie dla Forda, bo jak na razie Mustang jest najlepiej sprzedającym się Musle Carem w Stanach i najlepiej sprzedającym się samochodem sportowym w Polsce oraz Europie. Zaprzepaścić taką szansę i utracić to miano bardzo łatwo, szczególnie pozostając w tyle, lecz czy aby na pewno elektryfikacja, a raczej hybrydyzacja to dobre posunięcie? Jeśli pozostanie silnik V8 możemy być spokojni o dźwięk i radość z jazdy, ale po zmniejszeniu jednostki do V6... szkoda cokolwiek mówić.
     Hybrydowy Mustang ma pojawić się w 2020 roku i zgodnie z tym co mówili przedstawiciele Forda "V8 zostanie, ale zwiększymy jego moment obrotowy". Nawet jeśli Ford nie zdecyduje się na tą konkretną technologię w przypadku Mustanga to wykorzysta ją w innych swoich modelach, bo ma pasować do każdego silnika spalinowego. A co gdyby tak stworzyć nowego Forda GT z silnikiem hybrydowym? Światowy sukces czy gigantyczna porażka? Ciężko to przewidzieć, bo do elektryfikacji i hybrydyzacji można podejść na dwa sposoby. Skupić się na technologii lub na przyjemności z jazdy. Te rzeczy muszą ze sobą współgrać, aby stworzyć samochód co najmniej bardzo dobry. Osobiście uważam, że Ford nie odważy się zastosować pełnej jednostki elektrycznej w Mustangu z jednego prostego powodu - ludzie mogliby odwrócić się od aktualnego hitu sprzedażowego, a to oznaczałoby koniec legendy i ogromne straty dla Forda.

Foto. materiały prasowe Ford

Ford Mustang Shelby GT500: Nadchodzi prawdziwy mocarz!

by on 1/15/2019
     Gdy GT350 pojawiło się na rynku wszyscy myśleli, że GT500 będzie jedynie małym ulepszeniem. Okazało się, że Ford potraktował sprawę poważniej niż konkurencja i stworzył najmocniejszego Mustanga w produkcji seryjnej.
     Mustang to obecnie najlepiej sprzedający się Muscle Car (tak, tak Mustang to Pony Car) w Ameryce, gdzie wyprzedza Chevroleta Camaro i Dodga Challengera. W Europie sytuacja ma się podobnie, bo jest to najtańsza nowa V-ósemka na rynku, która do tego wygląda niesamowicie. Można narzekać, że w środku króluje plastik, a 10-biegowy automat to błąd w takim samochodzie, ale Mustanga nie da się nie kochać, jeśli już raz się w nim usiadło. 450 koni przekazywane na tylną oś powoduje, że niedoświadczony kierowca, którego może ponieść fantazja, łatwo straci panowanie nad autem i skończy w rowie. Co jeśli do gry wkracza Shelby i postanawia lekko zmodyfikować "kucyka"? W ten oto sposób powstaje najmocniejszy w historii i w pełni legalny Ford Mustang Shelby GT500.
     Zaprezentowany w Detroit trochę zginął w blasku Toyoty Supry, choć tak naprawdę wywołuje znacznie większe emocje mimo, że reaktywowana legenda też zasługuje na swoje pięć minut. Shelby GT500 to oczekiwana od dawna odmiana Mustanga, której przedsmakiem był GT350 lekko zmodyfikowany i zostawiający konkurencji pole do popisu. Teraz jednak zabrano się porządnie do roboty i wyszło genialnie! Sercem GT500 jest rozwiercony do pojemności 5.2 litra silnik V8 wspomagany sprężarką, której pojemność to 2.65 litra, co w rezultacie daje móc wynoszącą 700 koni mechanicznych! Napędzana jest tylko tylna oś, a do przekazania mocy służy 7-biegowa przekładnia o dwóch sprzęgłach,  która jest w stanie zmieniać biegi w czasie poniżej 100 milisekund (można zmierzyć stoperem albo zaufać na słowo). Podobnie zaufać trzeba Fordowi z podawanymi wynikami przyspieszenia. Na razie brak oficjalnych danych, ale producent podaje, że pierwsza setka pojawia się po około 3 sekundach, a czas na 1/4 mili to tylko 11 sekund. Jeśli te dane okażą się prawdziwe to mamy do czynienia z prawdziwym pogromcą super samochodów.
     Jeśli ktoś uważał Mustanga GT za agresywny wizualnie samochód to przy GT500 nie ma w zasadzie o czym dyskutować. Auto przeszło totalną modyfikację wyglądu, które swoje uzasadnienie mają w aerodynamice i chłodzeniu co potwierdzają słowa Melvina Betancourta, kierownika projektu Forda - "Dzięki podwójnemu otwarciu kratki przedniej i 50 procentowemu przepływowi powietrza chłodzącego w porównaniu do Shelby GT350, wraz z najbardziej zaawansowanymi komponentami aerodynamicznymi i siłą dociskową, jakie kiedykolwiek oferowaliśmy, każdy milimetr konstrukcji Fastback Shelby GT500 ma na celu poprawę osiągów". Najbardziej charakterystyczną zmianą jest ogromny, rozciągnięty mi dołowi grill otoczony standardowymi światami, wokół których znajduje się specjalna obudowa ograniczająca potężne wloty powietrza w miejscu halogenów. Linia dachu nie zmieniła się podobnie jak tył, gdzie zastosowano drobną kosmetykę w postaci nowego dyfuzora, czterej końcówek wydechu i potężnego skrzydła dbającego o odpowiedni docisk samochodu.
     W środku znajdziemy 12-calowy, kolorowy zestaw wskaźników LCD w miejscu zegarów, 12-głośnikowy system audio B & O ® Play premium, 8-calowy ekran dotykowy SYNC ® 3 z SiriusXM i FordPass Connect, które zapewniają doskonałą łączność ze smartfonem i szeroki wybór multimediów. Ponadto wokół goszczą materiały takie jak zamsz na drzwiach czy spora ilość włókna węglowego oraz wysokiej jakości skóra poprawiająca komfort. Względem podstawowej wersji nie zaszło tutaj wiele zmian, a jedynie kosmetyczne poprawki i dodano charakterystyczne dla Shelby logo.
     Samochód czerpie garściami doświadczenie zdobyte przez modele GT4, startujące w seriach wyścigowych na całym świecie. W celu redukcji masy pozbył się między innymi tylnych siedzeń, zastosowano felgi ze stopów magnezu, a tylne skrzydło i splitter zostały wykonane z włókna węglowego. Ponadto spoiler jest regulowany i można dostosowywać jego prace do charakterystyki auta w danym momencie. Oprócz tego poprawiono zawieszenie w celu zapewnienia większej stabilności i kontroli nad pojazdem, a za odpowiednie hamowanie odpowiada wyczynowy układ hamulcowy od Brembo. Standardowo z fabryki auto wychodzi na oponach Michelin Pilot Sport 4S.
     W oficjalnej sprzedaży Mustang Shelby GT500 będzie jeszcze jesienią tego roku, choć już teraz można składać zamówienia. Patrząc na specyfikację i takie smaczki jak poprawiony o 50% układ chłodzenia to można sądzić, że kolejka u dealerów będzie ogromna i być może nawet kilka egzemplarzy trafi do Polski. Osobiście bardzo się cieszę z tej wersji Mustanga, bo chyba najbardziej na nią czekałem i nie mogę się doczekać testów i porównań z konkurencyjnymi modelami. Niezależnie od ceny samochód jest po prostu świetny i Shelby wraz z działem Ford Performance włożyło bardzo dużo pracy, aby osiągnąć taki efekt. Wielkie gratulacje za finalne dzieło, bo tylko tak można nazwać nowego Shelby GT500!

Foto. materiały prasowe Ford

Ford popada ze skrajności w skrajność

by on 10/21/2018

     Od najbardziej rasowego do najbardziej przyjaznego środowisku - taki ma być Mustang? Ciężko w to uwierzyć, ale chyba to Ford chce Nam przekazać.

     Ford w ostatnim czasie popada w skrajności, ale nie są to jakieś drobne sprawy, które w zasadzie nic nie znaczą w kontekście całego koncernu lub danego modelu. Nie, Ford jednego dnia pokazuje dealerom marki najmocniejszą i najbardziej brutalną wersję Mustanga stworzoną we współpracy z Shelby, żeby zaraz po tym opublikować film na YouTube, w którym widać zapowiedź elektrycznego Mustanga.


     Wszyscy już doskonale wiemy, że opracowywane są co najmniej dwie wersje Mustanga, które zmienią postrzeganie marki. Pierwsza z nich ma być odmianą hybrydową w podobnej formie, którą teraz znamy. W podobnym nadwoziu Ford chce zamknąć ducha kultowego Pony Cara z użyciem silnika przyjaznego środowisku. Zastosowanie elektryka nie ma mieć negatywnego wpływu na przyjemność z jazdy i zapewniać takie same emocje co V8.


     Druga wersja, która powstaje to Crossover (CUV) na bazie Mustanga. Nosi roboczą nazwę Mach 1 i ma nawiązywać do poprzednich modeli Mach, w szczególności do pierwszej generacji. Dla przypomnienia ówczesna wersja miała silniki V8 od 5.8 do 7.0 litra, więc przeskok na hybrydę może okazać się ciekawą opcją. Tutaj przed projektantami zadanie trudniejsze niż stworzenie nowego GT. Przerobić Pony Cara na Crossovera to tak jakby z kombi zrobić hot-hatcha na tej samej platformie. Niby można jakby ktoś się uparł, ale po co? Ford uważa, że warto spróbować zbudować taki samochód. Na pewno jeśli im się uda to zyskają wizerunkowo, ale gdy okaże się klapą zostaną skazani na pośmiewisko.


     Parę dni temu Ford zaprosił na zamkniętą prezentację dealerów, aby pokazać im jak będzie wyglądać przyszłe Shelby. Jednak dzięki uprzejmość sinister_lifestyle do sieci wyciekło zdjęcie przedstawiające samochód. To będzie jedno z najlepszych Shelby jakie powstały. Standardowo pasy biegnące przez środek auta, które dodają 20 koni. Oprócz tego zmodyfikowany cały przód z wielkimi wlotami powietrza i grillem pośrodku którego umieszczono sporych rozmiarów Cobrę. Widząc ten samochód w lusterku od razu zjedziemy na prawy pas (chyba, że też jedziemy Shelby). Mustang stoi na kutych 7-ramiennych felgach, za którymi ukryte są zaciski Brembo. Z tyłu nie mogło zabraknąć spojlera, który jest większy niż u poprzednika co jest uwarunkowane mocą jaką dysponuje samochód.


     Pod maską oczywiście umieszczono V8 o pojemności 5 litrów, jednak z serią mało ma wspólnego. Szacuje się, że moc ma wahać się pomiędzy 700 a 800 KM tak, aby Mustang mógł być konkurencją dla Dodge'a Hellcat lub nawet Hellcat Redeye. Dzięki takiej mocy przekroczenie bariery 300 km/h to nie problem, a sprint do stu poniżej 3,5 sekundy to pestka. Za przełożenia mają odpowiadać te same skrzynie co w seryjnych Mustangach czyli 10-biegowy automat i 6-biegowy manual. W końcu 10 biegów przyda się do 800 koni. Oficjalnej premiery możemy spodziewać się w drugiej połowie 2019 roku, a samochodu w salonach nie wcześniej jak pod koniec 2019.


     Prawie równocześnie do tego wydarzenia do sieci za pośrednictwem oficjalnego kanału Forda wleciał film dotyczący Bullitta. Sęk w tym, że w pewnym momencie pojawia się bliżej niezidentyfikowany samochód. Ma logo Mustanga, jednak swoim kształtem bliżej mu do Camaro niż samochodu Forda. W dodatku obrys jest w niebieskim kolorze, co może świadczyć o hybrydzie lub pełnym elektryku. Czyżby Ford szykował dla Nas niespodziankę? Bardzo możliwe, jednak więcej szczegółów nie znamy. Być może jest to znak, że zbliża się premiera Mach 1 i mamy uzbroić się w cierpliwość, bo pamiętajmy, że pierwsza informacja o tej wersji wyglądała trochę podobnie.


     Ford ostatnio szaleje, gdyż wypuścił aż 6 nowych modeli, ale oby nie poszedł za daleko. Wprowadzenie 10-biegowego automatu do Mustanga to już dużo, ale w połączeniu z hybrydą może zabić ducha tego kultowego auta. Także drodzy ludzie z Forda, przemyślcie trzy raz pomysł zanim go wdrożycie, bo Mustang z najlepiej sprzedającego się auta sportowego może stać się największym przegranym.


Foto. Ford, @sinister_lifestyle

Ford Focus IV - Oficjalnie w Polsce

by on 10/06/2018

     Nowy Focus to auto z charakterem, ale tylko w pakiecie ST-Line. Inaczej to tylko środek transportu z punktu A do punktu B, a szkoda.

     Tydzień temu w sobotę miałem okazję brać udział w dniach otwartych salonu Forda z okazji premiery nowego Focusa. Powiem szczerze, że wybierając się do salonu nie oczekiwałem niczego szczególnego od nowej generacji Focusa mimo, że Ford zachwala swój samochód na każdym kroku. Jest więcej miejsca w środku, ma większy bagażnik, zastosowano nowe technologie, a to wszystko w korzystnym finansowaniu - typowa gadka producenta, aby jak najlepiej sprzedać samochód.


     Na początku nowego Focusa możemy podzielić na dwie kategorie - miejski i sportowy (lub udający sportowego). Z racji, że zarówno RS jak i ST nie są jeszcze dostępne po faceliftingu najbardziej sportową wersją jest ST-Line. I to prawda, wygląda nieźle. Jeśli weźmiemy pod uwagę wygląd konkurencji to Focus wypada całkiem dobrze. Oczywiście Civic nawet w najbiedniejszej wersji wygląda jak statek UFO i ma miliony tłoczeń oraz części bardziej lub mniej aerodynamicznych, ale Golf czy 308 prezentują się na podobnym poziomie. Niestety, tylko jeśli mowa o wersji ST-Line. Dlaczego?


     Wersja "sportowa" różni się od "miejskiej" wizualnie grillem, zderzakiem, progami, felgami i halogenami. Mogłoby się wydawać, że to nie aż tak dużo jednak gdy spojrzymy na zwykłą odmianę w niekoniecznie najtańszej konfiguracji zauważymy pewną różnicę. Od jakiegoś czasu każdy producent tworząc nowy samochód, wprowadzając nową generację lub odwiedzając dany model dodaje pewne elementy sportowe do wyglądu zewnętrznego. Tak postąpił między innymi Peugeot z modelem 308. Przed faceliftingiem we wszystkich odmianach poza GTi stosowano prosty grill składający się z dwóch pasów oraz ramki. Wyglądało to nie najgorszej co prawda, ale podczas faceliftingu zdecydowano się na zastosowanie grilla z odmiany GTi po lekkich modyfikacjach dzięki czemu samochód zyskał jeszcze bardziej sportowy wygląd. Tutaj jest podobnie. Standardowe wersje wyglądają na pozbawione pewnego rodzaju emocji, jakby stworzone były tylko w celu dowożenia z punktu A do B. Być może tak miało właśnie być, ale standardowy układ halogenów, tłoczeń w zderzaku i grilla sprawia, że samochód staje się trochę nudny.


     Na pochwałę w zakresie wyglądu zewnętrznego zasługuje na pewno paleta kolorów i same barwy, które są wyraźne i czyste. Niezaprzeczalnie faworytami są Race Red i Desert Island Blue, które w połączeniu z pakietem sportowym wyróżniają samochód na drodze. Jeśli natomiast chcemy mieć samochód typowy do miasta i nie zależy nam na przesadnym wyróżnieniu na drodze, ale wciąż liczymy na pewien stopień indywidualizmu to świetną propozycją wydaje się Caribou Brown, który w połączeniu z zachodem słońca tworzy piękne złote efekty. Mimo, że dostępnych jest aż 11 wzorów felg (4x16, 4x17 i 3x18) to brakuje jeszcze jednego wzoru pasującego do odmiany ST-Line. Najlepszą opcją do tego pakietu są obręcze ze stopów lekkich o wzorze 5x2-ramiennym z wykończeniem Matt Black, gdyż świetnie kontrastują z rzucającym się w oczy kolorem.


     Tylne światła zostały wykonane w technologii LED podobnie jak przednie, ale to właśnie z przodu pokuszono się o zastosowanie zaawansowanych technologii poprawiających widoczność. Standardowo otrzymujemy zwykłe reflektory z LEDowymi światłami do jazdy dziennej. Za dopłatą (od 2 200 do 3 550 zł) możemy dostać statyczne światła Full LED lub reflektory adaptacyjne dostosowujące wiązkę światła do otoczenia (dostępne tylko w pakietach od 6 000 do 7 800 zł).


     Gdy wsiądziemy do środka i odpowiednio się usadowimy możemy zauważyć, że w kabinie zaszło wiele zmian. Przede wszystkim uporządkowano deskę rozdzielczą i teraz całość wygląda na co najmniej dwie klasy lepsze. Widać użycie lepszych materiałów choć w niektórych miejscach wciąż można doczepić się do jakości użytych plastików, a raczej ich spasowania. Z elementów przydatnych w codziennym użytkowaniu warto pochwalić gałkę zmiany biegów w skrzyni automatycznej, gdzie cała obsługa odbywa się poprzez pokrętło, czytelność zegarów umieszczonych przed kierowcą oraz możliwość regulowania wielkości uchwytu na napoje, który może zostać całkowicie zamaskowany. Opcjonalnie dostępna jest ładowarka bezprzewodowa (650 zł), podgrzewana kierownica (tylko w pakiecie z podgrzewaną szybą, dyszami spryskiwaczy i fotelami za 1 750 zł) czy głośniki B&O (2 000 zł). Niestety żaden samochód nie jest idealny, więc i tutaj znalazły się pewne mankamenty. Między innymi jak dla mnie umiejscowienie przycisku start-stop jest dosyć niewygodne. Lepiej byłoby umieścić go z lewej strony lub lekko przesunąć z obecnej pozycji. Kolejnym elementem (może to być zaleta) jest natłok przycisków na kierownicy. Być może jest to kwestia przyzwyczajenia jednak w pierwszym kontakcie powoduje to niepotrzebne zamieszanie.


     Na przestrzeń zarówno z przodu jak i z tyłu nie można narzekać. Nawet jeśli ustawimy fotel pod wysoką osobę to z tyłu będzie wciąż odpowiednia ilość miejsca. Jeśli chodzi zaś o bagażnik to być może nie jest to największa pojemność na rynku, jednak wciąż wystarczająca w codziennym użytkowaniu. Dla osób szukających przestrzennego auta do jazdy po mieście i sporadycznych wyjazdów w dalekie trasy Focus wydaje się samochodem jak najbardziej na miejscu.


     Na pokładzie nie zabrakło systemów bezpieczeństwa takich jak kamera cofania (1 200 zł), czujniki parkowania z przodu i z tyłu, system monitorowania martwego pola i aktywnego hamowania (2 000 zł), inteligentny tempomat (w pakiecie) czy system monitorowania zmęczenia kierowcy. Tak naprawdę Focus oferuje wszystkie najpotrzebniejsze funkcje oraz trochę ponad to, bo zapewne większości z nich kierowca i tak nie wykorzysta.


     Samochód startuje od 72 200 zł (63 900 zł) za wersję 1.0 EcoBoost - 100 KM. Odpowiednik z silnikiem Diesla kosztuje 80 800 zł (73 000 zł). Najmocniejsza odmiana o mocy 182 koniach generowanych z silnika 1.5 EcoBoost to koszt 93 800 zł (86 000 zł) i występuje tylko w odmianie ST-Line. Jednak najdroższą wersją silnikową jest Diesel 2.0 o mocy 150 koni, który kosztuje aż 109 550 zł (101 750 zł). Zapewne jednym z najlepiej sprzedających się silników będzie ten oferowany we wszystkich wariantach wyposażeniowych czyli litrowa jednostka mająca 125 KM mieszcząca się w przedziale 75 700 - 86 800 zł (67 900 - 79 000 zł). Ceny w nawiasach to kwoty promocyjne rekomendowane przez Ford Polska.



     Uważam, że nowy Focus ma szanse na stanie się najlepszym Focusem w historii i jednym z lepiej sprzedających się Fordów, jednak zadecyduje o tym cena i przyznawane rabaty. Już w standardzie otrzymujemy dosyć dużo tylko czy to wystarczy, aby przekonać do siebie klientów. Auto wywarło na mnie pozytywne wrażenie i wydaje się ciekawą propozycja dla osób szukających kompakta po odpowiednim ustaleniu ceny. Szkoda tylko, że zrezygnowano ze sportowego charakteru w podstawie, chociaż różnica 11 000 zł za pakiet ST-Line z tym co oferuje nie wydaje się być aż tak wygórowana.