Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mercedes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mercedes. Pokaż wszystkie posty

Mercedes AMG GT R Black Series - najmocniejsze AMG w historii

by on 4/11/2019
     Black Series wraca po 7 latach i prezentuje jeden z najmocniejszych modeli w historii AMG

     Mercedes nie śpi i zaledwie kilka dni po rozpoczęciu produkcji nowej odmiany AMG GT R Pro rozpoczyna na Nurburgringu testy nowej wersji. Będzie to najprawdopodobniej odmiana Black Series, bo pomimo kamuflażu widać bardziej agresywny design. Co na to wskazuje? Przede wszystkim większy spojler z tyłu oraz znacznie szersze nadkola. Oprócz tego lotki w zderzaku łączą się z grillem, co sprawia, że samochód zyskuje agresywny wygląd. Jedynie tylny zderzak i wydech pozostają narazie bez zmian, lecz to kwestia czasu aż Mercedes zacznie testować auto również w tej konfiguracji.
     Pod maskę trafi ten sam silnik co w wersji Pro, czyli podwójnie doładowane V8 o pojemności czterech litrów. Jego moc w modelu GT R Pro wynosiła zaledwie 577 koni. Zaledwie, ponieważ w modelu GT 63 S udało wyciągnąć się z tej jednostki aż 630 koni. Ile tym razem inżynierowie AMG wyciągną z silnika? 650 koni? 700? 750? To już chyba kwestia opłacalności wprowadzenia konkretnych modyfikacji, aby samochód równie dobrze jeździł w zakrętach jak i na prostych.
     Pozostaje jeszcze kwestia masy samochodu. Black Series zawsze wyróżniały się znacznie lepszymi osiągami i niższą masą, a Mercedes już zapowiedział, że pozbędzie się kilogramów przy kolejnych wersjach swojego super samochodu. Gdyby udało się stracić około 50kg i podnieść moc o 100 koni to możemy mówić o najszybszym AMG w historii, poza AMG One oczywiście, ale to nie samochód, a wyscigówka rodem z F1.
     AMG GT R Black Series będzie następcą zaprezentowanego w 2012 roku modelu SLS AMG Black Series, który okazał się prawdziwym sukcesem mimo ograniczonej produkcji i wysokiej ceny. Podobnie będzie zresztą w przypadku tego modelu, bo ceny o jakich mówimy to kwoty powyżej 1 500 000 złotych, jeśli koszt wersji Pro przekroczył dawno milion złotych. Do tego dojdzie bardzo ograniczona produkcja i mamy unikat na skalę światową. Zresztą jeśli seria wraca po tylu latach to znajdzie się wielu chętnych na nowe AMG. Czekam na nie z niecierpliwością, bo walka z 911 zaczyna się na nowo.
Foto. Motor1

A45 i A45 S AMG na wideo promocyjnym

by on 4/04/2019
     A45 i A45S podniosą wysoko poprzeczkę w segmencie Hot Hatch'y. Pytanie tylko jak odpowie konkurencja i co nam zaoferuje w najbliższym czasie

     Rynek hot-hatch'y przejdzie w najbliższym czasie dosyć poważne zmiany za sprawą nowego Mercedesa A45 AMG. Producent postanowił zastąpić dotychczasowy model o tym oznaczeniu modelem A35, a od najnowszej generacji oznaczenie 45 będzie sugerować znaczny przyrost mocy, choć to nie wszystko co Mercedes ma w kieszeni. Nowy model jest dosyć pilnie strzeżony przed mediami i ciężko dowiedzieć się informacji pewnych, ale wraz z najnowszym filmem promocyjnym nagranym "gdzieś w Szwecji", jak to mówi Mercedes, możemy zobaczyć jak samochód będzie się prezentował. Pomimo zastosowania pełnego kamuflażu i tak łatwo zobaczyć linię nadwozia czy charakterystyczne elementy.
     Nowy A45 AMG to nie jedna wersja, a aż dwie, bo Mercedes przygotował odmianę podstawową, która charakteryzuje się silnikiem o pojemności dwóch litrów i mocy wynoszącej 383 koni. Drugą odmianą jest wersja S, która podobnie jak w innych modelach jest mocniejsza i legitymuje się mocą aż 416 koni mechanicznych. Obie wersje wyposażono między innymi w napęd na cztery koła 4Matic oraz 8-biegową skrzynię biegów z podwójnym sprzęgłem. Na pokładzie znajdzie się również tryb Drift podobny do tego z Forda Focusa RS, więc nie ma co się martwić o brak zabawy w nowym AMG.
     Wizualnie na ten moment samochód jest zbliżony do odmiany A35, lecz dopiero po pełnym ściągnięciu kamuflażu dowiemy się tak naprawdę jakie są różnice. Według zapewnień i plotek auto ma się cechować jeszcze agresywniejszym wyglądem i przeprojektowanym ospojlerowaniem, które podyktowane jest względem lepszej aerodynamiki. Już teraz odmiana A35 AMG prezentuje się pięknie, szczególnie w żółtym kolorze z czarnymi dodatkami, a co dopiero w mocniejszej wersji. Jeden z samochodów w filmie, jak mogliśmy zauważyć, miał znacznie większe zakamuflowanie, gdyż częściowo światła oraz całkowicie wloty powietrza były zakryte. Może to sugerować, że właśnie ten samochód jest odmianą S.
     Premiera obu wersji ma odbyć się na targach motoryzacyjnych we Frankfurcie, a auto trafi do sprzedaży jeszcze tej jesieni. Odmiana A35 zaczyna się w salonie od 189 900 złotych i cenowo jest bardzo podobna do poprzedniego A45. W związku z tym możemy spodziewać się, że cena nowego A45 spokojnie zacznie się od 250 000 złotych lub nawet większej kwoty. Zatem uzyskanie 300 000 zł za hot hatch'a staje się jak najbardziej realne. Szkoda trochę, bo zapowiada się naprawdę świetny samochód, jednak cena może zabić jego właściwości techniczne. Miejmy nadzieję, że mimo to znajdą się chętni na nowego Mercedesa.

Film promocyjny A45 AMG

style="text-align: center;">

Foto. materiały prasowe Mercedes

Frankenstein Benz, czyli C63 AMG jako klasyczne 190E EVO II

by on 2/04/2019
     Połączyć marzenia czasem jest trudno, szczególnie jeśli dotyczą one samochodów z dwóch różnych epok. Jednak wystarczy znaleźć odpowiednich ludzi i mieć gruby portfel, a sen stanie się faktem. 
     Wyobraź sobie, że Mercedes 190E EVO to twoje marzenie z dzieciństwa, ale kosztuje około 150 000 Euro i ciężko go dostać, a nawet jeśli wejdziesz w jego posiadanie to szkoda będzie Ci nim jeździć. Jednak obecnie podkochujesz się w nowych Mercedesach, a twoje serce skradł C63 AMG, który ostatecznie wyniósł by Cię jeszcze więcej. Co więc począć? Jak wybrać między sercem a rozumem i tym samym wytłumaczyć żonie swoje zakupy? Istnieje jednak pewna możliwość, aby pogodzić takie rozbieżności.
     Aby sprostać zadaniu połączenia obu marzeń potrzeba 5 lat, grupy specjalistów z firmy Piper Motorsport, kilku tysięcy części, dużo cierpliwości i odrobiny szczęścia, a do tego sporą dawkę fantazji i odwagi, aby za to się zabrać. Ne ma jednak rzeczy niemożliwych i tak powstał Frankenstein Benz. Jeśli nic Wam to jeszcze nie mówi to spokojnie, moja reakcja na początku była dokładnie taka sama i już śpieszę przybliżyć kilka szczegółów. W skrócie można powiedzieć, że chodzi o współczesne C63 AMG ubrane w opakowanie z 190E Evolution. W skrócie, bo tak naprawdę mówimy o prawdziwej transformacji i połączeniu dwóch samochodów, które dzieli prawie 25 lat. Można sobie tylko wyobrazić jak bardzo trzeba być szalonym, żeby wpaść na pomysł takiego projektu i go wykonać, w dodatku nie byle jak, bo jakość spasowania elementów stoi na najwyższym poziomie godnym najlepszych Mercedesów.
     Mogłoby się wydawać, że wystarczyłoby przełożyć silnik, ewentualnie skrzynię biegów do tego i otrzymujemy oczekiwany rezultat. Jednak Piper Motorsport poszło o krok dalej albo o dwa czy nawet dziesięć. Na początku rozebrano na części pierwsze zarówno C63 jak i głównego dawcę projektu, czyli klasyczne 190E. Z nowego modelu zabrano wszystkie części mechaniczne takie jak zawieszenie, skrzynia biegów, układ napędowy, hamulce czy wydech. I tutaj pojawiły się pierwsze problemy. Rozstaw osi trzeba było zmienić, bo 190E jest znacznie węższe, a silnik V8 jest prawie dwa razy większy od seryjnej 2-litrowej jednostki, która nie zapewniłaby oszałamiających osiągów. Dodatkowo nowa jednostka jest uturbiona, a to kolejny ubytek miejsca. W związku z tym konieczne było powiększenie całej wnęki silnika oraz wzmocnienie konstrukcji. Obecnie pod maską jest tak ciasno, że nie ma nawet gdzie włożyć ręki, ale na szczęście wszystko działa jak należy.
     No dobrze, ale była mowa o wersji z body kitem prosto z DTM, czyli odmianie Evolution, a jak na razie mamy zwykłe 190E. Ciąć i niszczyć oryginalne EVO było by skrajnie nieodpowiedzialnym pomysłem i zapewne spotkałoby się z ogromnym oburzeniem. Dlatego też właściciel zdecydował się dobudować body kit i nałożyć go na zwykłe 190E po modyfikacjach. Zadbano o każdy detal i jest to wierna kopia, dlatego nie wprawne oko nie rozpoznałoby, że właśnie spogląda na replikę. Dorobiono nawet zaślepki otworów na masce, a całość pokryto fabrycznym odcieniem czerni zarezerwowanym tylko dla tego modelu.
     Ciekawie zaczyna się we wnętrzu, gdzie trzeba było przerobić wszystko tak, aby zmieściła się 7-biegowa automatyczna skrzynia biegów. Tutaj nie ma raczej mowy o stworzonym na wzór oryginału obrazie. Przełożono po prostu deskę rozdzielczą z W204 i dopasowano ją do kształtu klasycznego 190E. Oczywiście zmodyfikowano całość trochę, aby nadać wnętrzu specyficzny klimat. Jakie osiągi prezentuje zbudowany samochód i ile to wszystko kosztowało właściciela nie wiadomo, ale na pewno jest to rarytas na skalę światową i szansa, że ktoś odważy się zbudować drugi taki sam egzemplarz praktycznie równa zeru. Pytanie czy wolałbyś jeździć seryjnym C63 czy zmodyfikowanym 190E zostawiam tobie, ale wydaje mi się, że odpowiedź jest oczywista i to tylko formalność.

 Foto. Piper Motorsport

Mercedes CLA 2020 - Już wkrótce powróci mały CLS

by on 12/30/2018
     CLA to ciężki orzech do zgryzienia dla projektantów Mercedesa, bo A klasa wskoczyła na poziom starego CLA, a do CLS'a trzeba zachować odpowiedni dystans.

     Mercedes ma w swojej ofercie dwa bardzo zbliżone do siebie modele - CLA i klasę A w wersji sedan. Zbliżyły się one do siebie tym bardziej, że nowa klasa A jest bliska CLA nie tylko ceną, ale również wyglądem. Nie wprawne oko mogłoby się pomylić przy odgadywaniu modelu, bo różnice są naprawdę nie wielkie. Mówi się, że CLA to mniejszy CLS lub CLS w wersji "bieda", ale po tak wielkim kroku klasy A w stronę serii CL postawiono nie lada wyzwanie przed projektantami, aby ci stworzyli samochód, który będzie się wyróżniał.
     Mimo, że Mercedes nie chętnie chwali się informacjami na temat nowego CLA, aby zachować go w tajemnicy do samej premiery to udało się podejrzeć samochód podczas testów drogowych i już teraz wiemy jak mniej więcej będzie wyglądać. Szału nie ma, bo ze zdjęć wynika wszystko to czego można się spodziewać, czyli przód praktycznie przejęty z CLS'a w skali 1:1 i zbliżona linia dachu z krótszą maską oraz klapą bagażnika. Z tyłu zdecydowano się na charakterystyczne dla CLS'a pięciokątne światła z wysoko podniesionym zderzakiem. Być może to tylko kwestia dobrania felg i koloru oraz pozbycia się kamuflarzu, ale o ile w CLS'ie zderzak ten był dosyć smukły i sprawiał wrażenie pasującego do całej bryły samochodu, to w CLA przypomina Forda Focusa w sedanie po wypadku. Zobaczymy jak to będzie wyglądać w wersji finalnej.
     Przed aparatem nic się nie ukryje, więc zostały również opublikowane zdjęcia ze środka, a tam współczesna klasyka Mercedesa, czyli wielkie ekrany zamiast zegarów, wyloty powietrza rodem z silników Boeinga i spora ilość black piano. To wszystko przypieczętowane skórą i alcantarą, więc o komfort nie ma co się martwić. Tak na prawdę uzyskamy połączenie A klasy w wersji sedan z CLS'em, a cena oscylować będzie pomiędzy tymi dwoma modelami.
     W A klasie debiutował system MBUX, czyli Mercedes-Benz User Experience, który zyskał sławę dzięki opowiadaniu żartów o Niemcach i rozszerzeniu multimediów samochodu do wcześniej nieznanego poziomu. Teraz Mercedes ulepszył ten system i ma zaoferować w CLA nową, jeszcze lepszą i nowocześniejszą wersję, choć minął raptem rok od premiery klasy A. System ten musi być niesamowicie ważny dla Mercedesa, bo premiera odbędzie się na targach elektronicznych w Las Vegas (CES), a nie podczas salonu samochodowego w Detroit.
     Nie wiadomo na razie, czy w ofercie producenta zobaczymy odmianę Shooting Break, choć był to chyba najbardziej udany model w tej klasie i przemawiał nie tylko wyglądem, ale również osiągami. Mercedes testował na drogach i torach już odmianę AMG, jednak nie zobaczymy jej w salonach od razu i przyjdzie nam na nią czekać co najmniej pół roku od premiery, jednak patrząc na zmiany w klasie A, gdzie A35 ma osiągi A45 to można być spokojnym rezultatu i odkładać pieniądze na wycieczkę do najbliższego dealera. Wraz z nowym CLA odświeży się gama silników w tym modelu i bardzo możliwe, że zobaczymy silniki benzynowe wspomagane jednostką elektryczną, w celu zminimalizowania emisji spalin oraz poprawieniu osiągów. Więcej szczegółów dowiemy się już 8 stycznia na targach Consumer Electronics Show w Los Angeles, a już teraz możemy zobaczyć teaser przygotowany przez Mercedesa.
Foto: Motor 1

Teaser CLA 2020

Mercedes G 350d - Diesel na przekór wszystkim

by on 12/23/2018
     W momencie, gdy cały świat skreśla Diesle Mercedes decyduje się na wprowadzenie nowego silnika na olej napędowy. Czy taki manewr może się udać?

     Obecnie decydując się na nowego Mercedesa G klasy mamy do wyboru dwie wersje. Pierwsza z nich to odmiana G500 z czterolitrowym silnikiem V8 o mocy 422 koni, której cena zaczyna się od bagatela 540 500 zł. Drugą dostępną odmianą jest G63, do którego napędzania posłużył również silnik V8 tylko o zwiększonej pojemności do 4.2 litra i mocy wynoszącej aż 585 KM. Taka moc w samochodzie tej klasy ma swoja cenę wynoszącą aż 740 500 zł w podstawowej wersji! Tak wysokie ceny odstraszają wielu klientów, którzy byliby zainteresowani zakupem luksusowej terenówki, ale cena i koszty utrzymania przewyższają ich możliwości finansowe. Od stycznia może to się zmienić, gdyż w gamie Mercedesa pojawi się nowa odmiana G klasy.
     Mowa o G 350d, czyli jednostce wysokoprężnej tylko (lub też aż) 286 koni mechanicznych i 600 Nm. Ta 3-litrowa jednostka o 6 cylindrach w układzie V dysponuje większą mocą i momentem obrotowym niż odmiana 400 CDI z poprzedniej generacji, gdzie użyto silnika V8 o pojemności 4 litrów. Silnik połączono, podobnie jak dwie pozostałe wersje, ze skrzynią 9-biegową i obowiązkowym napędem na cztery koła. W rezultacie pierwszą setkę na liczniku zobaczymy po czasie 7,4 sekundy, a drugiej się nie doczekamy. Dlaczego? W teorii samochód przestaje przyspieszać przy prędkości 199 km/h, ale dobrze wiemy, że w praktyce bez problemu przekroczymy magiczną barierę 200 km/h. Mercedes zaznacza, że nowy silnik został zaprojektowany i stworzony tak, aby spełniać najbardziej rygorystyczne normy spalin, a aż 80% szkodliwych substancji jest eliminowanych w katalizatorze. Dzięki temu samochód mimo, że z silnikiem Diesla i to o 6 cylindrach, ma być przyjazny dla środowiska.
     W tym samochodzie obowiązuje jedna podstawowa zasada - ile wlejesz tyle spali. W mieście poniżej 20 litrów przy najsłabszej benzynie nie ma co liczyć, a na trasie jeśli zejdziesz do 17 litrów to możesz bić sobie brawo. Niestety trzeba się pogodzić z faktem, że jest to niesamowicie nie opływowy samochód, więc odbija się to na spalaniu i prędkości maksymalnej. Mercedes deklaruje, że nowy silnik Diesla w cyklu mieszanym spala niecałe 10 litrów. Dla porównania teoretycznie G500 pali 12 litrów, a G63 tylko 13. Jeśli przełożymy teorię na praktykę i zweryfikujemy dane to rzeczywiste spalanie w mieście powinno oscylować w okolicy 17-19 litrów, a na trasie w granicy 14-16. To wciąż dużo i patrząc na ceny Diesla i benzyny okazuje się, że różnicy nie ma tak naprawdę, ale być może ktoś się skusi na takie rozwiązanie, szczególnie, że pozostaje jeszcze kwestia ceny. Nie mniej jednak w teorii nowy Diesel jest naprawdę przyjazny środowisku jeśli chodzi o emisję spalin. Gdy G63 emituje do atmosfery 299 g dwutlenku węgla na każdy kilometr to ten sam współczynnik w 350d wynosi 252 g/km.
     Czy nowa odmiana się przyjmie i znajdzie swoje grono nabywców? Na pewno, bo świadczą o tym statystyki. W zeszłym roku w wakacje z taśm produkcyjnych zjechała G klasa o numerze 300 000. To pokazuje jak świetnym samochodem jest ten model i w dodatku pozostaje w prawie niezmienionej formie od blisko 40 lat. Mercedes dokładnie przeanalizował rynek zanim zdecydował się na planowanie nowej jednostki napędowej i najwyraźniej mimo wielkiej medialnej nagonki na Diesel klienci są zainteresowani tym rodzajem paliwa. W przyszłym roku G klasa będzie obchodzić swoje 40 urodziny, więc całkiem możliwe, że firma przygotuje coś specjalnego na tę okazję i wprowadzi jakąś edycję specjalną, która zaskoczy wszystkich. G klasa do kwadratu już była, 6x6 również to może czas na 8x8 do kwadratu? Jak się bawić to na całego. Nową wersję 350d można zamawiać już od stycznia 2019 i wtedy pojawi się oficjalny cennik, choć już teraz mówi się o kwocie w okolicy 480 000 złotych, czyli 60 tysięcy mniej. Pierwsze egzemplarze trafią do klientów dopiero na jesień, a ja nie mogę doczekać się premiery salonowej i testów.


Foto. Daimler

Nadchodzi najsłabszy Mercedes AMG GT Coupe oraz Cabrio

by on 11/01/2018

     AMG GT to teraz gama modelowa spełniająca najróżniejsze zapotrzebowania rynku. Dysponuje tym co najważniejsze, aby podbić rynek. Nie ważne czy chcesz czterodrzwiowe Coupe czy kabrioleta na tor - AMG GT zapewnia wszystko.

     Mercedes traktuje odmianę GT podobnie jak Porsche swoje 911, a nawet trochę bardziej rozszerza wachlarz możliwości jednego modelu. Model 911 występuje obecnie w aż 24 wariantach, jeśli policzymy wszystkie rodzaje nadwozia i odmiany silnikowe. GT od Mercedesa oferuje obecnie 10 wariantów (4x Coupe, 2x Cabrio, 4x 4-Door) przy czym za niedługo zadebiutują kolejne 3 (GT R Clubsport, GT R Roadster i Black Series) oraz przyłapane ostatnio na testach "Cheap Benz".


     Dlaczego "Cheap Benz" i o czym w ogóle mowa? Chodzi mianowicie o podstawową wersję popularnego Mercedesa GT Coupe, które występuje również jako GT S czy GT R, jednak tym razem do napędzania samochodu użyto nie silnika V8-Biturbo, ale silnik V6 znany między innymi z modelu GT 53 4-Door Coupe. Jest to jednostka trzylitrowa turbodoładowana współpracująca z silnikiem elektrycznym. Łącznie zapewnia około 430 KM i 520 Nm, jednak takie dane występują w przypadku modeli oznaczonych numerem 53 z tym silnikiem, a Mercedes może poddać jednostkę modyfikacją na potrzeby nowego modelu.


     Warto dodać, że obecnie standardowa wersja AMG GT ma 460 koni, a wraz ze zbliżającym się faceliftingiem Mercedes chce ją wzmocnić do 500 KM. Wprowadzenie słabszego modelu tak naprawdę pozwoliłoby zastąpić najsłabszą obecnie jednostkę V8 i zachować obecny rozkład mocy w gamie. Przy okazji daje możliwość przyciągnięcia nowych klientów i wpływa na zmniejszenie średniej emisji spalin generowanej przez modele GT dzięki silnikowi elektrycznemu.


     Jeśli plotki okażą się prawdą to firma z Affalterbach zaoferuje swoim klientom najsłabszą wersję popularnego Coupe na targach w Genewie w marcu 2019 lub pod koniec tego samego roku w Los Angeles. Będzie to ciekawa propozycja o ile tylko Mercedes nie przesadzi z ceną za osłabioną wersję, podobnie jak to zrobił w przypadku A35 AMG, które zastępuje wzmocnione A45 AMG. W 2020 roku ma zadebiutować odmiana Black Series dysponująca mocą 600 koni oraz specjalnym pakietem stylistycznym zapewniającym zmniejszenie masy i poprawę osiągów. Jego cena ma oscylować w okolicy 900 000 zł i ma być odpowiedzią na topowe odmiany Porsche 911.

Foto. Motor1 oraz Mercedes

Mercedes-Benz EQC - Kolejny elektryczny SUV

by on 9/05/2018

     Przed Państwem Mercedes EQC, który jest w pełni elektryczny, przyśpiesza na równi z Nissanem 370Z Nismo i wygląda jak Ssangyong Actyon - zresztą sami zobaczcie.

     Po raz kolejny mamy do czynienia z wprowadzeniem SUVa jako pierwszego w pełni elektrycznego samochodu. Dokładnie tak samo postąpiło BMW, Audi czy Jaguar. U tych dwóch pierwszych producentów samochód zasilany wyłącznie elektrycznie pozostaje wizualnie w tej samej stylistyce co samochody spalinowe dzięki czemu na ulicy nie przyciąga uwagi gapiów i tym samym nie stajemy się pośmiewiskiem. Jaguar zastosował wyraźne zmiany w stylistyce dla elektryków, jednak wciąż pozostają one w akceptowalnym zakresie szczególnie, że mamy do czynienia bardziej z miejskim CUVem niż prawdziwym SUVem.


     W przypadku Mercedesa projektanci albo ogłosili wewnętrzny konkurs na najśmieszniejszy projekt albo wcześniej urządzili zakrapianą imprezę. Piękno jest pojęciem względem a wygląd każdy interpretuje inaczej, ale ten samochód jest po prostu brzydki. Przepraszam, ale to w ogóle do mnie nie przemawia, za to przypomina połączenie Ssangyonga Actyona ze starą R klasą. Przejdźmy jednak do szczegółów.


     Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy jest spory grill oraz jego otoczka zajmująca tak na prawdę większość frontu. Wielkie logo Mercedesa zostało umieszczone pośrodku srebrnego grilla otoczonego czarnym panelem w kształcie rozciągniętej podkowy u brzegów, której ukryte są LEDowe światła z niebieskim wykończeniem. Taki zabieg stylistyczny informuje nas o tym, że patrzymy na elektryczną rodzinę Mercedesa. Po dwóch stronach zderzaka umieszczono wyraźne pionowe wloty powietrza.


     Przyglądając się bryle EQC z boku widzimy wyraźną sylwetkę SUVa, ale jest w niej coś z kombi co sprawia wrażenie rozciągnięcia w poziomie. Brak tutaj gwałtownie opadających linii, ostrych kształtów czy wielu tłoczeń. Jedynie przez środkową linię drzwi przebiega wyraźne "wgniecenie" nadające Mercedesowi masywności. Dodatkowo umieszczono chromowane listwy przy progach.


     Z tyłu zastosowano popularną w ostatnim czasie blendę łączącą tylne światła. W zasadzie mamy do czynienia z pasem świetlnym biegnącym od krawędzi i zachodzącym na narożniki. U dołu umieszczono podwójny wydech zatopiony w chromowanej listwie, a na wysokim czarnym pasie zderzaka znalazły się czerwone odblaski. Oprócz tego znajdziemy wąską tylną szybę nad którą jest niewielki spoiler. Wszystkie te zabiegi rozciągające sprawiają, że optycznie samochód bardzo się poszerza w oczach odbiorcy.


     Spoglądając do środka nikogo nie zdziwi jakość, zaawansowanie technologiczne i wykonanie na poziomie godnym tej marki. Znane z innych modeli dwa wielkie ekrany znalazły miejsce dla siebie również tutaj i pełnią rolę nie tylko centrum multimedialnego, ale również dostarczają wielu przydatnych informacji. Mimo rozwoju samochodów elektrycznych i całej infrastruktury potrzebnej do ich funkcjonowania każdy planując podróż musi uwzględnić punkty, w których naładuje baterie. Mercedes wychodzi na przeciw oczekiwania i oferuje nawigację z zaznaczonymi ładowarkami na terenie całej Europy. Można? Jasne, że można, trzeba tylko chcieć. Standardowo o nastrój pasażerów dba system oświetlenia wnętrza, najwyższej klasy audio oraz wygodne fotele z funkcją masażu na poziomie spa.


     Najważniejsza informacja w przypadku każdego samochodu to jednostka, która go napędza, czyli w tym przypadku aż 2 silniki. W tym połączeniu dysponują mocą 300 kW (ok. 400 KM) i 765 Nm. Efekt? Błyskawiczny, bo 100 km/h EQC osiąga w 5,1 sekundy i na tym dobre informacje się kończą. Niestety prędkość maksymalna to tylko 180 km/h. Odpada więc możliwość szaleństw na niemieckich autostradach tym elektrycznym SUVem. Troszeczkę bardziej przyjemną rzeczą, choć wciąż pozostawiającą wiele do życzenia, jest zasięg na jednym ładowaniu. Wynosi on około 450 km i aby uzyskać pełną gotowość do jazdy trzeba zaczekać mniej więcej godzinę.


     Wśród praktycznych informacji na uwagę zasługuje bagażnik o pojemności 500 litrów oraz możliwość ciągnięcia przyczepy o masie do 1800 kg. Sam samochód ma ważyć niecałe 2500 kg. Aby pomóc w ekologicznej jeździe stworzono rozbudowany autem eko informujący o m.in. o ograniczeniach prędkości i ograniczający działanie hamulca dzięki pracy pedału gazu.


     Szacuje się, że Mercedes EQC będzie kosztował na poziomie 50 tysięcy dolarów co stawia go w korzystnym świetle z dzisiejszej perspektywy. Tym bardziej, że mówimy o samochodzie pomiędzy GLC a GLE, który jest w pełni elektryczny i występuje w roli prekursora w gamie modelowej niemieckiego producenta. Kiedy zobaczymy go na drogach? Już w drugiej połowie 2019 roku, a najbliższa okazja do spotkania będzie w Paryżu w październiku.






Foto: Mercedes

ACHTUNG! MERCEDES TRUJE! PROSZĘ NIE ODDYCHAĆ! - czyli dalej "Dieselgate"

by on 6/13/2018

     Właśnie obserwujemy efekt lawiny śnieżnej afery "Dieselgate". Do grona producentów "pod lupą" trafił Mercedes i w nie byle jakim stylu. Kontrola niemieckiego urzędu wykazała nieprawidłowości przy emisji spalin z silników Diesla, które są zamontowane w prawie milionie samochodów. Zdziwieni? Nie potrzebnie, bo to nie pierwsza taka akcja w koncernie Daimlera. W zeszłym roku do serwisu z powodu spalin trafiło około 3 milionów egzemplarzy wyprodukowanych po 2011 roku. Te liczby i tak są "małe" w porównaniu do 11 milionów największego niemieckiego koncernu jakim jest Volkswagen.


     Oczywiście cała procedura fałszowania wyników jest standardowa. Samochód emituje mniej spalin podczas badania, co pozytywnie wpływa na wyniki. Nikogo już ten fakt nie zaskakuje, ale pokazuje, że każdy producent stosował takie praktyki. No może nie Tesla, bo tam nie ma spalin, ale zapewne swoje za uszami mają i gdyby się dokładnie przyjrzeć...


    Mercedes zapowiedział, że podejmie natychmiastową współpracę z rządem i naprawi wadliwe oprogramowanie mimo, że nie uważa się za winnego. Sprawa dotyczy głownie takich modeli jak: Vito, GLC i klasa C. Wszystkie są popularne w Polsce, więc wielu właścicieli w naszym kraju dostanie wezwanie do serwisu.


     Zastanawiające w tym wszystkim jest to jakie praktyki wobec swoich klientów i ludzi, którzy nie mają bezpośredniego kontaktu z produktami danej marki stosują producenci. Z czym jeszcze nas oszukują i jak manipulują danymi na swoją korzyść? Cześć rzeczy wyjdzie przy następnej aferze na podobną skalę.


     Za obecną sytuację z Dieslami można winić wiele osób. Zarówno producentów za oszustwa, Europosłów za zbyt rygorystyczne i szybko wprowadzone wymogi dotyczące spalin, ale również koncerny paliwowe, które podobnie jak producenci manipulują opinią publiczną. Nam zwykłym zjadaczom chleba nie pozostaje nic innego jak się tym nie przejmować i żyć w zatrutym świecie z oszukanymi statystykami.