Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ferrari. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ferrari. Pokaż wszystkie posty

Ferrari SP1 jeździ w Kuwejcie w trakcie deszczu

by on 4/13/2019
     Jazda bez dachu w deszczu może niektórych przyprawić o zawrót głowy. Dodajmy do tego fakt, że samochód jest wart tyle co prywatna wyspa lub mieszkanie w Monako

     Ferrari SP1 to jeden z dwóch samochodów, które wchodzą w skład nowego projektu Icona, zakładającego tworzenie aut nawiązujących stylistycznie do historii marki, ale wykorzystujących najnowsze technologie. Specyfika tego auta jest taka, że posiada ono tylko jedno miejsce i nie ma dachu. Mogłoby się wydawać, że idealnymi warunkami do jazdy (poza staniem w garażu pod kocem) będzie słoneczna pogoda nad brzegiem jakiegoś wybrzeża. Jednak jak możemy zobaczyć na załączonym obrazku w Kuwejcie wykorzystują SP1 nawet w deszczu i w niczym im to nie przeszkadza.

The all new Ferrari Monza SP1 out in the rain!! 👀 * Video: @paolo_racing * Follow 🚘 @hype_garage 🚘 for the latest automotive news and content! * #ferrari #ferrarimonzasp1 #ferrarimonzasp2 #monzasp1 #monzasp2 #hypegarage

4,442 Likes, 26 Comments - Hype Garage (@hype_garage) on Instagram: "The all new Ferrari Monza SP1 out in the rain!! 👀 * Video: @paolo_racing * Follow 🚘 @hype_garage 🚘..."

     Jazda samochodem za 1 600 000 Euro bez dachu po deszczu wydaje się trochę nieodpowiedzialna szczególnie, że powstało tylko 499 egzemplarzy i jest to samochód na wagę złota. Jasne, fajnie, że samochód jest używany zgodnie ze swoim przeznaczeniem i trafił na tor w tym przypadku, w końcu do tego służy, ale narażanie go na złe warunki atmosferyczne nie wydaje się dobrym pomysłem. Gdyby SP1 posiadało dach lub było w jakikolwiek sposób zabezpieczone przed warunkami atmosferycznymi to nie byłoby żadnego problemu, ale w tym przypadku samochód jest po prostu niszczony. W internecie nie możemy za często zobaczyć Ferrari SP1 lub SP2, więc to naprawdę rzadki okaz, szczególnie na torze.

The all new Ferrari Monza SP1 caught in the rain out in Kuwait!! 👀 * Video: @talalbara / @only_monza * Follow 🚘 @hype_garage 🚘 for the latest automotive news and content! * #ferrari #ferrarimonzasp1 #ferrarimonzasp2 #monzasp1 #monzasp2 #hypegarage

8,285 Likes, 49 Comments - Hype Garage (@hype_garage) on Instagram: "The all new Ferrari Monza SP1 caught in the rain out in Kuwait!! 👀 * Video: @talalbara /..."

     Sercem bijącym zarówno w SP1 jak i SP2 jest jedna z najlepszych jednostek V12 Ferrari znana z takich modeli jak 812 Superfast, F12tdf czy GTC4Lusso (po odpowiednich modyfikacjach i różnych konfiguracjach). W tym przypadku silnik osiąga 800 koni mechanicznych i aż 712 niutonometrów. Zastosowana konfiguracja wyjaśnia zalecenia Ferrari dotyczące odpowiedniego stroju do jazdy - kask oraz gogle. Może wydawać się to z pozoru śmieszne, ale gdy nie mamy szyby a nasz samochód pędzi 300 km/h to spotkanie nawet z muchą może być nie miłe. Wśród zaleceń powinna znaleźć się jeszcze miska lub woreczki jednorazowe na wnętrzności, gdyż setka osiągana jest po 2,9 sekundy. Chociaż może zrezygnowano z tego dlatego, że nie ma dachu i szyb co ułatwia zwrot zawartości poza samochód.
     Jak widać nieliczni mogą sobie pozwolić na taki samochód, a jeszcze bardziej wąskie grono pozwala sobie na takie wykorzystywanie. Po minie kierowcy widać, że auto sprawia ogromną radość. Przydział egzemplarzy na konkretne części świata czy wersje nadwozia (SP1/SP2) nie jest znany, ale jak widać na wschodzie auto znalazło swoich odbiorców. Ciekawe czy będzie nam dane w Europie podziwiać kilka egzemplarzy na drogach?

Video. hype_garage
Foto. Ferrari

Polskie Ferrari F40 - La Squadra

by on 3/24/2019
     Ferrari F40 - ostatnie zaprojektowane Ferrari za życia Enzo i samochód, którego osiągi wciąż budzą podziw.

     Jeśli ktoś interesuje się motoryzacją to wie ile warte jest Ferrari F40. Nie chodzi tu koniecznie o wartość finansową, bo jest wiele aut, które przebijają pułap F40, czyli 1 000 000 Euro, ale chodzi o wartość jaką daje samo zobaczenie samochodu i obcowanie z nim. F40 jest wyjątkowe z kilku względów, między innymi dlatego, że jest to ostatni samochód stworzony za życia Enzo Ferrari'ego. Przez trzy lata był najszybszym samochodem produkcyjnym, realizując tym samym plan Enzo, a centralnie umieszczony silnik V8 o pojemności 2,9 litra posiada aż dwie turbosprężarki. Dzisiaj nie jest to żaden wyczyn, bo taką technologię stosuje się przy silnikach z trzema cylindrami, ale mówimy o samochodzie z końca lat 80. ubiegłego wieku, czyli czasu gdy w Polsce jeździło się Fiatami 126p generującymi 23 konie mechaniczne.
     Różnica między oglądaniem F40 na zdjęciach, a w rzeczywistości jest ogromna. Na zdjęciach otrzymujemy spojrzenie na auto okiem fotografa i musimy to zaakceptować. Na żywo jednak, możemy zajrzeć wszędzie i zobaczyć ile pracy inżynierowie Ferrari w latach 80. włożyli, aby ten samochód ważył zaledwie 1 100 kg i zapewniał osiągi imponujące po dzisiejsze dni. Podstawą do uzyskania tak niskiej masy jest konstrukcja złożona z kompozytów, a dokładniej z 11 kevlarowych lub karbonowych paneli. Strukturę włókna węglowego w praktycznie czystej postaci możemy podziwiać na wewnętrznej części drzwi, gdzie poza ręczną korbką do szyb pozbyto się wszystkich niepotrzebnych elementów. W pierwszych wersjach F40 nie było nawet ręcznego mechanizmu opuszczania szyb, a jedynie ręcznie przesuwane okna. Ferrari również zastosowało ultralekkie fotele i odeszło od tradycyjnej tapicerki, aby zaoszczędzić kilka kilogramów. Redukcję masy widać tu na każdym kroku, bo już wsiadając do środka naszym oczom ukazuje się niezwykle surowe wnętrze, które ogranicza się w zasadzie do prostej sportowej kierownicy, kilku wskaźników i małego schowka.
     Jako standardowy zjadacz chleba najczęściej widzimy F40 z zewnątrz i to właśnie ta ponadczasowa sylwetka sprawia, że zarówno w latach 80 jak dzisiaj wywołuje szybsze bicie serca. Od samego początku było marzeniem wszystkich miłośników motoryzacji i trafiało na plakaty, które wisiały nad łóżkami. Sam pamiętam, że za dziecka miałem książkę o super samochodach i właśnie F40 było wskazane jako przykład na pierwszej stronie. Wizualne wzdychania w przypadku F40 należy zacząć od tyłu, bo to właśnie tam jest serce samochodu ukryte za specjalną lekką szybą w formie "żaluzji". Wielka podnoszona pokrywa silnika ukazuje nie tylko serce auta, ale również specjalną ścianę z aluminium o fakturze plastra miodu, która oddziela kierowcę od silnika. Sylwetka F40 jest niesamowita. Zaczynając od spoilera z charakterystycznym napisem "F40" na boku przez minimalistyczne tylne światła oraz wloty powietrza w kształcie trójkątów (maska oraz progi) aż po wysuwane przednie reflektory i płynnie opadającą linię maski.
     Jednak F40 to przede wszystkim wrażenia z jazdy. Kierowca musi wykazać się wielkim umiejętnościami prowadzenia samochodu, jeśli chce pojechać agresywniej, gdyż jest tutaj zdany tylko na siebie. Na próżno szukać jakichkolwiek systemów wspomagających. To auto jest mechaniczne. Silnik V8 o pojemności 2,9 litra, który generuje 478 koni i 577 Nm pozwala rozpędzić się do setki w 4,1 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 324 mm/h. To wszystko przekazywane przez, 5-biegową manualną skrzynię biegów na tylne koła. Aby spotęgować wrażenia z jazdy można było zamówić samochód ze skrzynią biegów pozbawioną synchronizatorów i tym samym otrzymywaliśmy jeszcze bardziej ekstremalne F40. Jeżdżąc tym samochodem trzeba mieć po prostu jaja. Przy takiej mocy brak jakiegokolwiek systemu wspomagania wymaga nie tylko umiejętności, a również zaufania do samego siebie. Z elektronicznych wspomagaczy w późniejszych wersjach stosowano jedynie system regulacji wysokości zawieszenia, który był dostępny jako opcja.
     Gdyby ktoś powiedział mi, że zobaczę F40 na żywo i to w Polsce kilka lat temu to bym go wyśmiał. Na swojej liście marzeń Ferrari, które chciałbym zobaczyć były dotychczas trzy samochody: FXX, F40 i LaFerrari. Te dwa pierwsze udało się już zobaczyć, więc chyba czas zaktualizować listę, bo jak widać w Polsce zainteresowanie motoryzacją przeżywa swój złoty okres i napływają do nas coraz to ciekawsze egzemplarze. La Squadra to miejsce wyjątkowe na mapie Polski, bo klimat jaki tam panuje sprawia, że nie chce się stamtąd wyjść, a kolekcja samochodów, na które możemy patrzeć jedząc wyśmienite włoskie, jedzenie imponuje i zachwyca. Takich miejsc powinno być więcej, bo to właśnie tutaj można mieć bliski kontakt z perełkami motoryzacji i poznać nie tylko auta, ale również ich właścicieli. F40 jest bezapelacyjnie jednym z najlepszych samochodów w historii i nikt nie może mu tego tytułu odebrać. Najciekawsze jednak jest to, że Polski egzemplarz nie będzie kolejnym samochodem do galerii czy muzeum. Ten samochód będzie jeździć po drogach i torach, czyli zgodnie ze swoim przeznaczeniem. To się ceni.


Foto. Wokół Motoryzacji (Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.)

Ferrari jest gotowe na elektryfikację, ale chce zachować V12

by on 3/15/2019
     Ferrari bez V12 jest jak piłkarz bez butów - niby można, niby da się, ale po co?

     Coś się kończy, żeby coś innego mogło mieć miejsce, aby zaistnieć. Tak jest w przypadku rewolucji silników, którą obserwujemy w ciągu ostatnich kilku tygodni. Dotknęła ona głównie silniki V12 będące podstawą takich firm jak Ferrari, Pagani czy Lamborghini. To duży cios w motoryzacyjny świat. Od lat fascynuje nas dźwięk widlastej "dwunastki", która wkręca się na kilka tysięcy obrotów. To tak jakby gitarzyście zabrać jedną strunę z gitary. Niby wciąż można grać i dźwięk się wydobywa, ale to nie jest to samo, czegoś brakuje. Często pustkę po czymś da się wypełnić, a ludzie zapominają o przeszłości. Jednak w przypadku silnika, na którym wychowały się pokolenia konstruktorów ciężko mówić o zastępstwie wystarczająco skutecznym.
     Bardzo ważną rzecz w sprawie elektryfikacji i hybrydyzacji powiedział Michael Leiters z Ferrari - "Jeśli chcesz zmaksymalizować korzyści z zelektryfikowanego układu napędowego, musisz to zrobić jednocześnie z redukcją jednostki, inaczej nie ma to sensu. LaFerrari było hybrydyzacją dla wydajności. W przyszłości jesteśmy zmuszeni patrzeć na emisje i jeśli chcesz naprawdę wykorzystać korzyści związane z CO2, musisz zmniejszyć rozmiar silnika." To bardzo ważne słowa, bo dają podgląd na sytuację związaną z całym tym zamieszaniem. Jeśli chcesz postawić na prąd to musisz pogodzić się ze zmniejszeniem pojemności i liczby cylindrów. Smutna, lecz bolesna prawda, którą musimy zaakceptować w wyniku wprowadzanych przepisów i ustaw.
     Jednocześnie Ferrari ratuje silniki V12 i dąży do ich dostosowania względem panujących przepisów. Wiąże się to oczywiście z kosztami dla firmy, lecz zapowiedziano walkę do końca o ile będzie to się opłacało. Ferrari nie walczy tutaj tylko o pieniądze czy przetrwanie na rynku. Walczy przede wszystkim o szacunek i renomę. Tyle lat wypracowane marki, zaufanie tysięcy klientów i status firmy legendy nie mogą zostać zaprzepaszczone kilkoma bateriami i kablami. Mimo wszystko spełnienie nowych norm przez tak potężne jednostki będzie wymagać pracy najlepszych inżynierów nad silnikami i kosztować będzie firmę nie małe pieniądze. Jednak dla tradycji i fanów firma może pozwolić sobie na taką inwestycję.
     Głównymi jednostkami dla Ferrari będą silniki V8 połączone z napędem elektrycznym, które zobaczymy już przy okazji następnej premiery włoskiej marki w tym roku. Pierwsze zdjęcia już się pojawiły i choć na razie w kamuflażu to mamy pewien zarys sytuacji. Jeśli wierzyć pogłoskom to z takiego połączenia włoska firma ma wyciągnąć prawie 1 000 koni mechanicznych. Niezależnie od mocy Ferrari utrzymuje, że wrażenia z jazdy zostaną poprawione, a nie nastąpi monotonia za kierownicą. Lamborghini jakiś czas temu również zapowiedziało, że nie zrezygnuje z jednostek V12 i będzie dostosowywać je do aktualnych norm emisji spalin.
     Jak widać producenci nie są wcale chętni do redukcji jednostek i starają się utrzymać je przy życiu. To dobra informacja dla wszystkich fanów motoryzacji. Jeśli każdy producent utrzymałby w swojej gamie chociaż jeden większy silnik to jest szansa na utrzymanie dobrej motoryzacji. Być może za rok w Genewie nie ujrzymy żadnej premiery z silnikiem powyżej V10, a to oznaczałoby poważne problemy dla zachowania przy życiu sportowych samochodów z charakterem.

Foto. materiały prasowe Ferrari

Hybrydowe Ferrari już za kilka miesięcy

by on 3/07/2019
     Hybrydy i elektryki zagościły chyba za bardzo w motoryzacji, a Ferrari zaprasza je pod swoje skrzydła. 

     Obecnie wszyscy mówią o targach motoryzacyjnych w Genewie i premierach, które tam się odbywają, bo trzeba przyznać, że w tym roku mamy naprawdę ciekawe samochody w Szwajcarii. Święto fanów motoryzacji może przyćmić trochę inne, równie ciekawe informacje motoryzacyjne, ale sprzyja też testowaniu aut przez producentów, gdyż oczy świata skupione są na targach. Jednak nic nie ucieknie spod obiektywów carspotterów i właśnie ludzie z Carscoops złapali testowe Ferrari z silnikiem hybrydowym, które na pewno przejdzie do historii marki, gdyż jest to pewnego rodzaju rewolucja. Nowy model może, a raczej na pewno wyznaczy kierunek rozwoju marki i pokaże możliwości firmy w temacie hybryd.
     Zaledwie kilkanaście dni temu Ferrari pokazało model F8 Tributo, który zastąpi w gamie 488. Premiera wywołała małe zamieszanie, bo Tributo skradło serca wszystkich miłośników marki i może być zwiastunem dobrego kierunku włoskiej marki. Jak na razie nie mamy żadnych konkretnych informacji poza mniej lub bardziej wiarygodnymi plotkami. Jedną z nich jest informacja, jakby Ferrari zmniejszyło silnik V8 do V6, aby spełniać wszystkie normy i zastosowało do tego jeden silnik elektryczny. Jest to dosyć wiarygodna informacja, gdyż dyrektor techniczny potwierdził, że firma pracuje nad nową jednostką V6, jednak nic nie wspomniał o hybrydzie. Kolejną plotką jest moc jaką może rozwijać silnik. Tributo dysponuje mocą 710 koni mechanicznych i plasuje się bardzo wysoko w hierarchii mocy. Mówi się, że w przypadku hybrydy można liczyć nawet na wartości powyżej 1000 koni, jednak zakładając, że podstawą będzie jednostka V6 to ciężko trochę to sobie wyobrazić. Mimo to warto poczekać.
     W tym roku Ferrari zaprezentuje jeszcze aż 5 samochodów, a hybryda będzie jedną z nich i zostanie pokazana światu w ciągu kilku miesięcy (niektóre źródła mówią o 3 miesiącach). Oprócz tego w 2020 roku premierę będzie miał model Purosangue, czyli SUV włoskiej marki będący odpowiedzią na Urusa. Jednak SUV Ferrari ma być wyjątkowy i czerpać DNA prosto ze sportowych samochodów. Pytanie czy Ferrari pójdzie w luksus czy osiągi. Oby to drugie, bo luksusowych SUVów już trochę jest i kolejne nie potrzebne, a za to czterocyfrowe wartości mógłby zdeklasować konkurencję już na starcie.
     Jeśli chodzi o samego muła testowego to najważniejsze jest to co siedzi pod maską, a niemal pewnym jest, że to hybrydowe V6. Testy wytrzymałościowe w zimnych warunkach zapewne mają na celu sprawdzić wydajność całego systemu, bo to właśnie zimą najszybciej znika prąd z baterii. Ktoś zapyta czy jest sens hybrydy w Ferrari. Moja odpowiedź brzmi TAK. Dlaczego? Prosta odpowiedź. W LaFerrari mieliśmy pokaz idealnego wykorzystania elektryki w sportowych samochodach. To było jednak kilka lat temu, a nie chce mi się wierzyć, że Ferrari odłożyło projekt na półkę. Oni po prostu zbierają dane, analizują, poprawiają i wypuszczają doskonały projekt. Problem jest taki, że to trwa, ale Włosi jak zawsze mają czas. Im się nie śpieszy. Byle konkurencja ich nie wyprzedziła, bo może to źle się skończyć.

Foto. Carscoops

Ferrari SF90 - Pokonać Mercedesa na rocznicę 90-lecia

by on 2/16/2019
     Ferrari zbroi się przed sezonem 2019, aby pokonać Mercedesa. Pytanie tylko czy im się uda i czy chęci wystarczą do realizacji celu?

     Nowy sezon Formuły 1 zbliża się wielkimi krokami i widać to już na każdym rogu. Za chwilę rozpoczną się testy przedsezonowe w Barcelonie, gdzie będziemy mogli poznać możliwości nowych bolidów, a w piątek Włosi jako ostatni zespół zaprezentowali swoją konstrukcję na nadchodzący sezon. Oczywiście, że Włosi mają czas i im się nie śpieszy, ale czekanie do samego końca przyznam szczerze, że przyprawiło mnie o mały szał. Na szczęście nowy bolid rekompensuje długi czas oczekiwania, bo wprowadzono kilka istotnych zmian oraz te narzucone od góry przez władze Formuły na nowy sezon.
      W Maranello mają co świętować, bo w tym roku zespół Scuderia Ferrari obchodzi swoje 90-dziesiąte urodziny (został założony w 1929 roku). Stąd też wzięła się nazwa modelu, czyli SF90. Litery oznaczają nazwę zespołu, a cyfry lata jego istnienia. Jednak nie tylko nazwa zmieniła się względem samochodu z poprzedniego sezonu. Przede wszystkim Ferrari chwali się i podkreślano to wielokrotnie, że nowy model jest ewolucją, a nie rewolucją względem zeszłorocznej konstrukcji. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ Ferrari ma prosty (tylko w teorii) cel - pokonać Mercedesa w klasyfikacji konstruktorów. W ubiegłym sezonie różnica między zespołami wynosiła 84 punkty co nie zadowoliło Ferrari, które ma chrapkę na pierwsze miejsce i zgarnięcie tytułu.
     Aby uzyskać zakładany rezultat Ferrari wprowadziło kilka kluczowych zmian. Zaczęto od tych zmian wymaganych przez wprowadzenie nowych przepisów, czyli uproszczenie budowy przedniego skrzydła. Jego szerokość jest zwiększona do 2 metrów i teraz wynosi dokładnie tyle samo co tor bolidu, podczas gdy liczba elementów poziomych nie może przekroczyć pięciu. Pionowe elementy na końcach skrzydła nie są już dozwolone, a geometria płyt końcowych została uproszczona. Celem tych zmian jest uczynienie samochodów mniej wrażliwych na efekty związane z podążaniem za innym samochodem. Podobnie jak przednie skrzydło, tył został również poddany zmianom wedle przepisów na sezon 2019. Jest on wyższy o 70 milimetrów, zwiększając się z 800 do 870 mm i szerszy, zwiększając się z dotychczasowych 950 mm do 1050 mm. Płytki końcowe są dłuższe o 100 mm i zawierają tylne światła, które składają się z pary diod LED na zewnętrznych krawędziach tylnego skrzydła, w rozwiązaniu podobnym do tego, które zostało już przyjęte przez FIA dla prototypowych samochodów LMP1 i LMP2. Zmiany reguł również wpływają na system DRS, który jest teraz bardziej efektywny.
     Przepisy wprowadzone na nowy sezon zakładają również zwiększenie masy bolidu do 743 kg oraz zwiększenie zabieranego przez bolid paliwa do 110 kg. Również minimalna waga kierowcy z całym ekwipunkiem to od tego sezonu 80 kg. Jednostki jakimi będą napędzane bolidy to niezmiennie silniki V6 o pojemności 1600 cm3, a jego zapotrzebowanie na paliwo w trakcie wyścigu to 100 kg na godzinę jazdy. Dodatkowo, aby zaoszczędzić na wadze pojazdu zdecydowano się na pomalowanie bolidu matową farbą, gdyż jest ona lżejsza od błyszczącego lakieru. To nie pierwszy raz w historii Formuły 1, gdy zespół decyduje się na takie rozwiązanie. W zeszłym sezonie podobnie zadecydował Red Bull malując swój pojazd. Dodatkowo malowane elementy są specjalnie wygładzane co minimalizuje opory powietrza, a bolidy są bardziej aerodynamiczne.
     Czy wprowadzone zmiany pozwolą Ferrari zbliżyć się do Mercedesa, a nawet go pokonać w klasyfikacji konstruktorów? Ciężko powiedzieć, gdyż wszystko okaże się podczas wyścigów. Formuła 1 jest dosyć nieprzewidywalnym sportem, podobnie jak każdy inny sport motorowy, gdzie o zwycięstwie może zadecydować awaria bolidu przeciwnika lub minimalna różnica w dogrzaniu opon. Wiele czynników wpływa na zwycięstwo, ale patrząc na różnicę między zespołami w ubiegłym sezonie możemy być pewni zaciętej walki do samego końca i tutaj nikt nie odpuści. Dla Ferrari w tym sezonie będą jeździć Sebastian Vettel i Charles Leclerc, czyli solidna obsada dla włoskiej ofensywy przeciwko niemieckiemu zespołowi.

Foto. materiały prasowe Scuderia Ferrari

RevoZport LaFerrari Revoluzione - LaFerrari na sterydach w jednym egzemplarzu

by on 1/27/2019
     Gdy kupisz eksluzywny samochód i spotkasz na drodze drugi taki sam to możesz być chwilowo zdesperowany. Być może na tyle, aby stuningować swoje LaFerrari, a co!

     Załóżmy, że było Cię stać wyłożyć około 6 milionów dolarów na LaFerrari w momencie premiery w 2013 roku. Wydawało Ci się, że właśnie należysz do elitarnego grona 499 nabywców tego niesamowitego samochodu i prawdopodobieństwo spotkania drugiego LaFerrari na ulicy w tym samym czasie jest tak samo możliwe jak zgarnięcie głównej wygranej w Lotto. Jednak na swoje nieszczęście pojechałeś do Monako i tam spotkałeś aż dwa inne LaFerrari w tym jedno w wersji Aperta, która jest jeszcze bardziej unikatowa. Zdenerwowany zaistniałą sytuacją próbujesz znaleźć rozwiązanie problemu i sposób, aby twoje LaFerrari stało się wyjątkowe na skalę światową. Opcja zakupu odmiany torowej FXX K Evo odpada, bo nie dysponujesz taką gotówką, a i tak wciąż możesz spotkać inny taki egzemplarz. A gdyby się tak zainspirować włoskim produktem torowym?
     Możliwe, że właśnie w takiej sytuacji znalazł się jeden z właścicieli LaFerrari na Bliskim Wschodzie, który postanowił sobie stworzenie bardziej ekstremalnej i jeszcze efektowniejszej wersji swojego wozu. Zadanie to powierzył nie byle komu tylko cenionej na całym świecie firmie RevoZport, która pokazała, że potrafi nawet z prawie idealnego samochodu wyciągnąć jeszcze więcej piękna, nie robiąc tym samym kiczowatej zabawki dla bogatego właściciela. Inspiracją do powstania całego bodykitu była topowa wersja LaFerrari, czyli odmiana FXX K Evo. Tyle tylko, że RevoZport napompowało ją jeszcze bardziej zachowując przy tym rozpoznawalność modelu, co może okazać się dosyć ciężkie w przypadku tego typu modyfikacji.
     Zaczęto od dołożenia nowego splittera, wymiany progów oraz przebudowy dyfuzora. Od teraz elementy są w pełni wykonane z carbonu i tworzą integralną całość. Na brzegach przedniego zderzaka umieszczono aerodynamiczne lotki, które mają dodać rasowości nowej wersji LaFerrari. Idąc dalej zastosowano nową osłonę silnika z carbonu oraz zmodyfikowane lusterka pozostające dalej w stylu tych znanych ze standardowej wersji. Wisienką na torcie jest wielkie, nieregulowane i wykonane z włókna węglowego tylne skrzydło, które za sprawą dokładki wykracza poza obrys samochodu. Jak to wpłynie na właściwości jezdne i generowany docisk nie wiemy i najprawdopodobniej nigdy takiej informacji nie uzyskamy, ale przynajmniej wygląda dosyć imponująco.
     Modyfikacje samochodów pokroju Lamborghini, Ferrari czy Bugatti niosą ze sobą pewne ryzyko szczególnie, jeśli w ręce tunerów trafia już limitowany egzemplarz. Tego typu zabiegi mogą przynieść nieoczekiwany efekt, którego nie da się przewidzieć. Może się okazać, że samochód straci na wartości, gdyż nie jest już oryginalny i było przy nim "grzebane", a grono potencjalnych odbiorców się zawęża. Z drugiej strony może dojść do wzrostu wartości, gdyż jest to jedyny taki egzemplarz na świecie i w dodatku na ulicy ciężko przejść koło niego obojętnie. Czy LaFerrari będzie często pojawiać się na drodze ciężko powiedzieć, ale dla kogoś z Bliskiego Wschodu równie dobrze może okazać się świetnym daily carem.

Foto. RevoZport oraz Ferrari