Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tesla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tesla. Pokaż wszystkie posty

Tesla Model S Shooting Break - Jedna z 20 pojawi się w Genewie, ale czy trafi do produkcji?

by on 2/26/2019
     Porsche zrobiło Panamerę w kombi, więc może i czas na Teslę? Na razie powstał nieoficjalny produkt.

     Jeśli chcesz zrobić samochód, który sprzeda się w ciemno to wybierz nadwozie Shooting Break. Nie ważne jak będzie reszta. Masz pewne, że auto się sprzeda. Ludzie kochają ten tym nadwozia, bo jest po prostu ładny. To nie jest typowe kombi jakie spotykamy codziennie na ulicach. To jest coś więcej, bardziej premium, bardziej wyjątkowe. Dodajmy do tego Teslę. Z nią sprawa jest nieco skomplikowana, bo jedni kochają, inni nienawidzą, a i tak wszystkim firma gra na nosie choć jest na skraju bankructwa. Jednak nie bierzmy pod uwagę struktur firmy tylko skupmy się na samych samochodach, bo w Genewie zostanie pokazane coś na co wszyscy czekają - Tesla Model S Shooting Break.
     Holenderska firma RemetzCar podjęła się wyzwania przerobienia Modelu S na wersję Shooting Break, choć wcześniej nikt przed nią tego nie zrobił. Tak naprawdę szli w ciemno nie wiedząc czy się uda i czy efekt finalny będzie taki jak oczekiwali. Wszystko zaczęło się tak: "W pierwszym tygodniu 2017 roku otrzymaliśmy telefon od Florisa de Raadt, prawdziwego fanatyka Shooting Brake z preferencjami dla pojazdów elektrycznych. Widział nasz specjalnie skonstruowany customowy model Tesli, który zaprezentowaliśmy publiczności zaledwie kilka miesięcy wcześniej i zastanawiał się, czy możemy też przekonwertować Teslę Model S na Shooting Brake. Miał kilka Shooting Brake różnych samochodów w swoim garażu i marzył o tym, żeby stworzyć własną wersję." relacjonuje właściciel firmy. Po wielu godzinach spędzonych na projektowaniu samochodu tak naprawdę od nowa, udało się stworzyć finalną wersję. Do warsztatu trafił Model S i zaczęto prace nad przebudowaniem nadwozia.
     Linie samochodu są jednocześnie eleganckie i agresywne. Widać, że to produkt z półki premium i firma podeszła do tematu na poważnie. Tylna linia nadwozia opada idealnie i powoli, co nie zaburza kształtów samochodu. Na pierwszy rzut oka samochód przypomina Astona Martina Vanquish Zagato Shooting Brake, bo nawet przód jest podobnie ułożony. Zastosowanie dużej ilości chromu sprawia, że mamy wrażenie jakby Tesla była więcej warta niż tak naprawdę jest, a w konfiguracji z zielonym kolorem prezentuje się świetnie. Można mieć zastrzeżenia co do pewnych elementów jak na przykład tłoczenia na tylny słupku, ale ogólnie jako autorski projekt Tesla wypada super. Czworo drzwi, duży bagażnik i elektryczny samochód - czego chcieć więcej?
     Początkowo samochód miał być prawdziwym 1 of 1 stworzonym dla Florisa de Raadt, ale okazało się, że Tesla wzbudza duże zainteresowanie. Dlatego też postanowiono zbudować 20 takich samochodów. Jedyny powstały dotychczas egzemplarz będzie można zobaczyć podczas Geneva Motor Show w marcu i nie zdradzono jeszcze czy rozpoczęła się sprzedaż. Znamy jednak ceny takiej przeróbki. Na początku trzeba dostarczyć Model S, czyli będzie to nas kosztować co najmniej 85 000 dolarów za najsłabszą wersję. Za dorobienie nadwozia i podstawową konfigurację trzeba zapłacić 106 953 Euro. Chcesz mieć wycieraczkę tylnej szyby? Proszę bardzo, 4 000 Euro. Chromowane wykończenie? Robi się, 6 600 Euro. Może pokrywę ładunku (cokolwiek to znaczy)? Jasne, 3 300 Euro. Jak wszystko dodamy, policzymy to wyjdzie około 727 000 złotych plus minus. Za tyle można mieć Porsche Panamera Sport Turismo. Można, ale czy to jest 1 of 20 na skalę światową? No właśnie, luksus kosztuje, ale jeśli Pan Musk zauważy popyt na projekt to może kiedyś skusi się na taką Teslę w swojej ofercie. Na przykład przy okazji faceliftingu można wprowadzić zmiany. Panie Musk do dzieła.

Foto. materiały RemetzCar 

Autopilot Tesli przekroczył miliard kilometrów, a to dopiero początek!

by on 1/03/2019
     Popularność autonomicznej jazdy rośnie i świadczy o tym liczba pokonanych kilometrów przez Teslę. Gdzie w tym wszystkim jest konkurencja?

     Funkcja autopilota występuje na razie tylko w nielicznych samochodach i nie jest idealna, bo zdarzają się pewnie braki i niedociągnięcia w systemie. Mimo to Tesla, będąca pionierem zarówno w kwestii samochodów elektrycznych jak i autopilota, cały czas udoskonala swój system i powoli dąży do pełnej autonomii bez udziału człowieka. Jeśli zastanawialiście się kiedyś jak bardzo popularny jest autopilot Tesli i ile kilometrów przejechano na nim dotychczas to śpieszę Wam z odpowiedzią.
     W tym roku Tesla sprzedała swój pół milionowy samochód i cała jest sprzedaż stanowi 20% samochód elektrycznych na świecie. To i tak nic w porównaniu z Volkswagenem, który sprzedaje 13 milionów aut rocznie, ale gdyby spojrzeć na długość istnienia obu firm to można zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Tesla i tak ma powody do radości, bo w końcu zaczęła przynosić zyski, a Model 3 powoli wkracza do Europy i może okazać się całkiem przystępną propozycją na zachodzie.
     Jednak wracając do autopilota, ile osób z niego korzysta? Zapewne większość użytkowników Tesli, a patrząc na wynik przejechanych kilometrów trudno wyobrazić sobie inny scenariusz. Na autopilocie do końca 2018 roku przejechano aż 1 056 505 935 kilometrów [słownie: jeden miliard pięćdziesiąt sześć milionów pięćset pięć tysięcy dziewięćset trzydzieści pięć kilometrów] i to nie są żarty! Biorąc pod uwagę, że wyprodukowano ponad 500 000 samochodów to średnio każdy z nich przejechał w tym trybie około 2 tysiące kilometrów. Czy to dużo? Z jednej strony tak, bo to mniej więcej tyle co z Warszawy do Neapolu, ale z drugiej strony jeśli ktoś używa autopilota codziennie i pokonuje na nim 50 km to wystarczy półtorej miesiąca, aby uzyskać taki wynik.
     Pierwszy miliard kilometrów system osiągnął od początku swojego istnienia, ale według prognozy Lex'a Fridman'a do końca 2019 roku Tesla będzie mogła pochwalić się wynikiem dwukrotnie większym, bo dokładnie 2 350 446 445 km. Raczej nie ma szans na dokładne uzyskanie takiej liczby, ale sam fakt trafienia w jej okolice daje do myślenia jak szybko rozwija się firma. Wielki w tym udział będzie miał Model 3, który jest już sprzedawany regularnie i za niedługo będzie dostępny w Europie, więc sprzedaż podskoczy gwałtownie, a razem z nią wynik kilometrów na autopilocie.
     Mnie osobiście poniekąd cieszy rosnąca popularność autopilota, bo niesie to ze sobą większe bezpieczeństwo na drogach, szczególnie widząc jak system potrafi zareagować w sytuacji kryzysowej, jednak mam pewne ale. Czy to nie zabija motoryzacji? Być może zabrzmi to stereotypowo, że skrzynia tylko automatyczna, a silnik to V8 i napęd na tył, ale chodzi mi o coś innego. Czy w motoryzacji nie chodzi o kontakt z samochodem? Jeśli autopilot jeździ za nas to tak naprawdę nie mamy za wiele wspólnego z autem. Można to porównać do jazdy autobusem tyle tylko, że tutaj zmieszczą się 4 osoby i jest przytulniej. Autopilot na pewno jest przydatny i pokazuje jak zaawansowana jest współczesna technologia, ale nie przekonuje mnie, aby miał zastąpić człowieka i odebrać przyjemność z prowadzenia samochodu.

Schronienie dla psa od Tesli za 35 tysięcy dolarów - Nowy Model 3 i Dog Mode

by on 10/22/2018

     Nowa wersja Modelu 3 trafi do mniej zamożnych ludzi, a Elon Musk ma pomysł jak uratować zwierzęta zamknięte w aucie.

     Nie ukrywam, że Tesla od początku jest pewnego rodzaju obiektem marzeń. Może nie tak jak na przykład Porsche 911 czy Lamborghini Huracan, ale zawsze gdzieś ta myśl o Tesli się pojawiała. Sęk w tym, że zawsze jak wchodziłem na konfigurator niezależnie, którego modelu to cena zniechęcała mnie do dalszej podróży po świecie Elona Muska. Zapewne większość osób, przeciętnych ludzi nie może sobie pozwolić na elektryczną Teslę za kwotę 500 czy 700 tysięcy złotych. Dlatego też powstał Model 3, aby rozpowszechniać samochody elektryczne niekoniecznie za wielkie pieniądze. Taki był plan, ale 54 tysiące dolarów (42 tysiące po zniżkach ekologicznych w USA) to wciąż dużo, nawet dla przeciętnego Amerykanina.


     Właśnie dla takich ludzi, czyli zwykłych, prostych obywateli chcących doświadczyć możliwości jazdy Teslą i przyczynić się do ochrony środowiska (według ostatnich badań samochody elektryczne wcale nie są przyjazne środowisku, ale pomijamy ten fakt) powstała "tania trójka", czyli Model 3 za kwotę 45 000 dolarów (33 tysiące po zniżce w USA). No dobrze, ale zawsze coś kosztem czegoś. W tym przypadku zmodyfikowano trochę baterię, tak aby można było przejechać mniej (obecnie 418 km). Oprócz tego zmniejszono prędkość maksymalną do 200 km/h, przyspieszenie wynosi 5,6 sekundy. Takie dane po "downgrade" wciąż robią wrażenie, bo gdy spójrzmy na samochody europejskie to ten pułap osiągów jest zarezerwowany dla usportowionych odmian samochodów cywilnych. Także brawa dla pana Elona.


     Ponad to czas oczekiwania na tą wersję ma być krótszy niż w przypadku dotychczasowych zamówień, gdyż Tesla wychodzi z kłopotów produkcyjnych. Jeśli zamówilibyśmy dzisiaj Model 3 w tej wersji to moglibyśmy cieszyć się nim za 4-6 miesięcy. Niestety ani w Polsce ani w Europie Model 3 nie jest dostępny. Na Warsaw Moto Show odbędzie się premiera tego modelu, więc wszyscy chętni będą mogli zobaczyć go na żywo.


     Jednak to nie wszystko co planuje Tesla. Mimo, że upały się skończyły to pamiętamy doskonale historie pupili pozostawionych w aucie na słońcu. W takich warunkach pies czy inne zwierze jest pozbawione szansy na przeżycie jeśli nie pomoże mu człowiek. Jeśli widzimy zwierzę w aucie powinniśmy reagować.  Czasami jednak są sytuacje kiedy zwierze nie może z nami udać się w dane miejsce i nie ma co z nim zrobić. Oczywiście najgorszym pomysłem jest zostawienie go samego w pojeździe. Elon Musk ma pomysł jak pomóc zwierzakom. Tesle mogą zostać wyposażone w specjalny tryb czuwania o nazwie "Dog Mode". Po jego uruchomieniu samochód pozostaje uruchomiony tylko po to, aby kontrolować temperaturę wewnątrz. Ograniczyłoby to przegrzania zwierząt w samochodach.


     Jednak nie jest to takie proste. Bardzo często jedyną opcją uratowania zwierzęcia jest wybicie szyby. Co w przypadku jeśli samochód jest w trybie Dog, a ktoś chce uratować zwierze, bo o tym nie wie? Jest kilka rozwiązań jak na przykład komunikaty głosowe, specjalne oświetlenie, napisy na wielkim ekranie po środku konsoli czy inne sygnały wydawane przez samochód. Zapewne, gdy całość zostanie dopracowana nowy system zostanie wprowadzony w postaci aktualizacji do samochodów Tesli. Tutaj widać przewagę elektryków - mogą pozostać włączone bez zbędnej emisji spalin. Szkoda, że prąd którym są zasilane i materiały użyte do produkcji ne powstają w równie ekologiczny sposób nie mniej jednak takich pomysłów jak ten może być więcej i istnieje szansa na poprawę życia zwierząt. Panie Musk, zmienia Pan świat na lepsze. Gratulacje!


Foto. Tesla

Porsche vs Tesla- wyścig gigantów o najkrótszy czas ładowania

by on 10/14/2018

     Ładowanie samochodu elektrycznego domowym gniazdkiem jest jak tankowanie spalinowego kanistrem, biegając na stację odległą o 50 km.

     Gdyby nie istniały stacje paliw samochody spalinowe byłyby bezużyteczne albo korzystanie z nich byłoby bardzo utrudnione. Dziś na szczęście sieć stacji paliw jest na tyle rozbudowana, że odległości między konkretnymi punktami tankowania z reguły nie przekraczają 40 kilometrów. W przypadku samochodów elektrycznych pojawia się problem nie rozbudowanej infrastruktury przez co odległość między jedną a drugą ładowarką wynosi czasami nawet 200 kilometrów lub więcej. Można oczywiście skorzystać z sieci domowej i gniazdka elektrycznego, ale jeśli nie posiadamy tzn "siły" to czas ładowania wyniesie nawet kilkanaście godzin o kosztach już nie wspominając. To tak jakby do najbliższej stacji było 50 km i chodzimy tam na nogach z litrowym kanistrem, a nasz zbiornik ma 70 litrów - co najmniej uciążliwe.


     Producenci samochodów zdają sobie sprawę z tego, że auta na tradycyjne paliwa mają przewagę podczas uzupełniania "paliwa". Wystarczy podjechać na stację, sięgnąć po pistolet z dystrybutora, zatankować, zapłacić i po sprawie. Całość trwa nie więcej niż 15 minut i możemy ponownie kontynuować podróż. W przypadku elektryków ładowanie trwa kilka godzin w zależności od wielkości baterii, mocy ładowarki oraz technologii jaką wykorzystuje samochód i ładowarka. Wraz z elektryfikacją swoich modeli i rozwijaniem najróżniejszych projektów wśród producentów zrodził się pewnego rodzaju wyścig. Kto jako pierwszy stworzy najszybszy sposób na naładowanie baterii i tym samym maksymalnie skróci czas ładowania.


     Dotychczas we wszystkich aspektach dotyczących samochodów elektrycznych królowała Tesla. Mimo, że nie przynosiła zysków i jej przyszłość stała pod znakiem zapytania to nie miała sobie równych pod względem innowacji i rozwoju przemysłu samochodów elektrycznych. Konkurencja zaspała, a Tesla korzystała. Teraz wszyscy się obudzili, a giganci przeznaczają miliardy euro na rozwój całej technologii pod tym kątem. Jednym z nich jest Porsche, które ma jasny cel - ładowanie 80% baterii w 15 minut.


     Osiągnięcie takiego czasu mogłoby sprawić, że więcej osób przekonałoby się do elektryków, jednak z technicznego punktu widzenia wydaje się jak na razie nie możliwe. Ponad dwukrotnie szybsze ładowanie niż w przypadku Tesli występowałoby tylko na specjalnych ładowarkach od Porsche. To z kolei wymaga wielu miliardów euro zainwestowanych w rozwój sieci, która i tak nie byłaby wystarczająca. Na dzień dzisiejszy Tesla dysponuje swoimi ładowarkami, których jest 426 w Europie i aż 1373 na całym świecie. Potrzeba czasu, aby móc stworzyć sieć, która będzie mogła równać się z tymi liczbami.


    Równie ważnym elementem jest moc, którą będzie dysponować ładowarka i jej przełożenie na zużycie ogniw baterii. Obecnie Superchargery Tesli produkują do 145 kW, a w planach jest moc 200-250 kW. Porsche w tej kwestii jest bardziej ambitne i podaje moc 350 kW, chociaż tylko na ambicjach może się skończyć. Wielu ekspertów wypowiadało się w tej kwestii i często pytano jak zachowają się akumulatory przy takim ładowaniu. Może to wpłynąć negatywnie i przyspieszyć proces zużycia ogniw. Stąd też nasuwa się pytanie jaką technologię wymyśli Porsche, aby temu zapobiec?


     Moc płynąca z ładowarki to jedno. Ważniejsza jest moc jaką może przyjąć samochód. Model 3 maksymalnie odbiera 185 kW nawet jeśli podepniemy większą ładowarkę. Wynika z tego, że zbudowanie samego chargera nie wystarczy, aby zwojować świat szybkim ładowaniem. Rozwój technologii zawartych w samochodzie i ładowarkach musi iść równolegle, aby cokolwiek ruszyło w tym temacie.


    Na pewno, gdyby Porsche udowodniło światu, że da się stworzyć takie ładowarki i technologie odbioru energii oraz skrócić czas ładowania do 15 minut lub nawet jeszcze krócej przy niskim współczynniku destrukcji ogniw, to Tesla miałaby małe kłopoty i poważnego przeciwnika. Ludzie ze Stuttgartu mówią, że już Taycan będzie wyposażony w nowoczesne i szybkie ładowanie. Czasu pozostało nie wiele, więc technologia musi być już w części opracowana skoro mówi się o niej publicznie. Nie wiadomo co z tego wyjdzie, gdyż nie ma żadnych fizycznych dowodów na jej obecność.


     Niezaprzeczalnym faktem jest, że jeśli nie ma dużej ilości ładowarek, a do tego trzeba czekać dosyć długo na pełne naładowanie to klienci po prostu rezygnują z samochód elektrycznych, gdyż nie każdy może sobie pozwolić na poświęcenie czasu przy chargerze. Piętnaście minut to czas porównywalny z tankowaniem i poprawiający atrakcyjność takich pojazdów. Łatwo powiedzieć trudno zrobić, ale mając fundusze i najlepszych specjalistów wszystko jest możliwe. Nawet zaprzeczenie prawą fizyki.


    Ciekawym zabiegiem byłoby połączenie sił Tesli i Porsche. Jeśli niemiecka firma dysponowałaby technologią, a Amerykanie siecią dostępną na całym świecie to koszty wdrożenia byłyby mniejsze, a wspólne doświadczenie pomogłoby w szybszym rozwoju projektu. Nie wydaje się możliwa współpraca miedzy gigantami, więc pozostaje nam się tylko przyglądać na wyniki tego wyścigu. Pamiętajmy, że oprócz tych dwóch firm na rynku działa jeszcze wiele innych wielkich graczy mogących stworzyć ciekawe duety i zaskoczyć wszystkich swoją wizją na samochody elektryczne oraz ich ładowanie.


Foto. Porsche & Tesla

Tesla robi krok w stronę rentowności - 5000 egzemplarzy Modelu 3

by on 7/04/2018

     Czerwiec to miesiąc, który cechuje się wyczekiwaniem na upragnione wakacje zarówno przez uczniów jak i wytrwałych pracowników. Gdy jedni wypoczywają lub planują swój wymarzony czas wolny to drudzy muszą ciężko pracować w pocie czoła. Nie ma w tym oczywiście nic złego, a wśród tych ciężko pracujących możemy zauważyć pewnego amerykańskiego miliardera, który osiągnął nie mały sukces (lub naprawdę mały...zależy od perspektywy).

     Mowa oczywiście o CEO Tesli, Elonie Musku. Tesla od początku produkcji Modelu 3, czyli tego dla "masowego ludu", boryka się z problemami niewystarczającej produkcji egzemplarzy. Musk wielokrotnie składał obietnice dotyczące skali produkowania Modelu 3, ale zazwyczaj mijał się z prawdą. Mimo wszystko inwestorzy bardziej lub mniej w niego wierzyli i wykładali co raz to większe pokłady gotówki na finansowanie Tesli. Brzmi pięknie? Wszystko kiedyś się kończy i nie można robić wiecznie w bambuko ludzi, którzy finansują naszą firmę, bo to się źle skończy.


     Od początku swojego istnienia, czyli 2003 roku, Tesla to jedna wielka strata. Nie wygenerowała żadnego zysku, ale ma to się zmienić pod koniec tego roku. Jednak, aby uzyskać jaki kolejek przychód potrzebna jest duża produkcja Modelu 3. Zamówienia są na ogromne ilości, ale z fabryki wyjeżdża jedna tysięczna miesięcznie. W czerwcu jednak nastąpił przełom. Amerykańska firma wyprodukowała 7000 samochodów w ciągu tygodnia, w tym 5000 Modelu 3, czyli tyle ile planował Musk. Krok w dobrą stronę?


     Przyjrzyjmy się jakim kosztem Tesla spełniła ten próg produkcyjny. Nie tak dawno mówiono, że Elon, aby ograniczyć czas i koszty śpi w swoim biurze na kanapie zamiast w domu. Teraz chyba stwierdził, że jest mu za wygodnie lub stosuje jakieś chińskie metody samomotywacji i śpi pod biurkiem w biurze przy linii produkcyjnej. Wszystko po to, żeby być blisko produkcji, samemu jej doglądać i wspierać pracowników. To jednak nie wszystko. Przed fabryką powstała dodatkowa hala, gdzie utworzono linię produkcyjną. Oprócz tego dokonano zwolnień na różnych szczeblach (podobno oprócz produkcji Modelu 3). Jako wisienka na torcie można dodać, że w ekipie Tesli ktoś sabotuje i musi zmierzyć się z tym Elon Musk, aby ktoś nie rozwalił mu formy od środka.


     Ktoś może zadać pytanie czy 7000 samochodów na tydzień to dużo. Zależy z jakiej perspektywy patrzymy. Dla takich gigantów jak Ford, Volkswagen, General Motors to ilość produkowana w ciągu 3-5 godzin. Jednak są to "giganci", a Tesla dopiero raczkuje w tym kierunku z firmy zajmującej się małoseryjną produkcją. Warto dodać, że planowana jest budowa gigafabryki Tesli w Europie, najprawdopodobniej w Niemczech. Pozwoli to obniżyć koszty transportu elementów do miejsc montażu oraz samochody w Europie powinny być szybciej dostępne (może nawet będą trochę tańsze).


    Elon Musk należy do grona osób, którym wiele się wybacza. Niejednokrotnie jego obietnice się nie sprawdziły, a nikt nie wyciągnął konsekwencji. Na pewno pomaga to w biznesie i śmiałym kroczeniu przez ten świat. Konkurencja nie śpi, więc amerykański miliarder musi wykorzystać swoje 5 minut, mając przewagę na rynku samochodów elektrycznych. Ja osobiście bardzo kibicuję Tesli i będę na bieżąco informować o jej działaniach.