Ferrari SP1 jeździ w Kuwejcie w trakcie deszczu

by on 4/13/2019
     Jazda bez dachu w deszczu może niektórych przyprawić o zawrót głowy. Dodajmy do tego fakt, że samochód jest wart tyle co prywatna wyspa lub mieszkanie w Monako

     Ferrari SP1 to jeden z dwóch samochodów, które wchodzą w skład nowego projektu Icona, zakładającego tworzenie aut nawiązujących stylistycznie do historii marki, ale wykorzystujących najnowsze technologie. Specyfika tego auta jest taka, że posiada ono tylko jedno miejsce i nie ma dachu. Mogłoby się wydawać, że idealnymi warunkami do jazdy (poza staniem w garażu pod kocem) będzie słoneczna pogoda nad brzegiem jakiegoś wybrzeża. Jednak jak możemy zobaczyć na załączonym obrazku w Kuwejcie wykorzystują SP1 nawet w deszczu i w niczym im to nie przeszkadza.

The all new Ferrari Monza SP1 out in the rain!! 👀 * Video: @paolo_racing * Follow 🚘 @hype_garage 🚘 for the latest automotive news and content! * #ferrari #ferrarimonzasp1 #ferrarimonzasp2 #monzasp1 #monzasp2 #hypegarage

4,442 Likes, 26 Comments - Hype Garage (@hype_garage) on Instagram: "The all new Ferrari Monza SP1 out in the rain!! 👀 * Video: @paolo_racing * Follow 🚘 @hype_garage 🚘..."

     Jazda samochodem za 1 600 000 Euro bez dachu po deszczu wydaje się trochę nieodpowiedzialna szczególnie, że powstało tylko 499 egzemplarzy i jest to samochód na wagę złota. Jasne, fajnie, że samochód jest używany zgodnie ze swoim przeznaczeniem i trafił na tor w tym przypadku, w końcu do tego służy, ale narażanie go na złe warunki atmosferyczne nie wydaje się dobrym pomysłem. Gdyby SP1 posiadało dach lub było w jakikolwiek sposób zabezpieczone przed warunkami atmosferycznymi to nie byłoby żadnego problemu, ale w tym przypadku samochód jest po prostu niszczony. W internecie nie możemy za często zobaczyć Ferrari SP1 lub SP2, więc to naprawdę rzadki okaz, szczególnie na torze.

The all new Ferrari Monza SP1 caught in the rain out in Kuwait!! 👀 * Video: @talalbara / @only_monza * Follow 🚘 @hype_garage 🚘 for the latest automotive news and content! * #ferrari #ferrarimonzasp1 #ferrarimonzasp2 #monzasp1 #monzasp2 #hypegarage

8,285 Likes, 49 Comments - Hype Garage (@hype_garage) on Instagram: "The all new Ferrari Monza SP1 caught in the rain out in Kuwait!! 👀 * Video: @talalbara /..."

     Sercem bijącym zarówno w SP1 jak i SP2 jest jedna z najlepszych jednostek V12 Ferrari znana z takich modeli jak 812 Superfast, F12tdf czy GTC4Lusso (po odpowiednich modyfikacjach i różnych konfiguracjach). W tym przypadku silnik osiąga 800 koni mechanicznych i aż 712 niutonometrów. Zastosowana konfiguracja wyjaśnia zalecenia Ferrari dotyczące odpowiedniego stroju do jazdy - kask oraz gogle. Może wydawać się to z pozoru śmieszne, ale gdy nie mamy szyby a nasz samochód pędzi 300 km/h to spotkanie nawet z muchą może być nie miłe. Wśród zaleceń powinna znaleźć się jeszcze miska lub woreczki jednorazowe na wnętrzności, gdyż setka osiągana jest po 2,9 sekundy. Chociaż może zrezygnowano z tego dlatego, że nie ma dachu i szyb co ułatwia zwrot zawartości poza samochód.
     Jak widać nieliczni mogą sobie pozwolić na taki samochód, a jeszcze bardziej wąskie grono pozwala sobie na takie wykorzystywanie. Po minie kierowcy widać, że auto sprawia ogromną radość. Przydział egzemplarzy na konkretne części świata czy wersje nadwozia (SP1/SP2) nie jest znany, ale jak widać na wschodzie auto znalazło swoich odbiorców. Ciekawe czy będzie nam dane w Europie podziwiać kilka egzemplarzy na drogach?

Video. hype_garage
Foto. Ferrari

#TEST: Peugeot 2008 (przed liftingiem) - duży lew w miejskiej dżungli

by on 4/12/2019
     Wywodzi się z miejskiego modelu 208, ale potrafi pokazać pazur lwa kiedy tego potrzeba

     Peugeot, wprowadzając na rynek model 2008 w 2013 roku, nikogo nie zaskoczył. Moda na miejskie SUV-y i crossovery zdążyła się już mocno rozwinąć, a sam Peugeot wprowadził już na rynek modele 3008 czy 5008. 2008 zastąpił w gamie producenta modele 206 SW i 207 SW, które były małymi kombi, opartymi na miejskich autach Peugeota. Spełniały one funkcje bardziej praktycznych, większych wersji nadwoziowych, które jednak nadal zachowywały swoje miejskie cechy, a zatem zwrotność i kompaktowość. Z takim samym zamysłem został zaprojektowany 2008, który dodatkowo został podwyższony w celu zwiększenia zdolności terenowych i łatwiejszego podjeżdżania pod krawężniki.
     Wygląd zewnętrzny samochodu jest dopasowany do typowego dla Peugeota stylu. Przód, dzięki grillowi i nieco agresywnie zaprojektowanym reflektorom nadaje 2008 atrakcyjnego designu. Z przodu samochodu w oczy rzuca się również sporo chromu, którym wykończono dość dużą osłonę podwozia, a także okolice świateł przeciwmgielnych. Z innych cech wyglądu, które nadają temu modelowi nieco terenowego wyglądu, możemy wspomnieć o dość sporych nadkolach, w których mieszczą się opcjonalne 17-calowe felgi. Przy kupnie samochodu do wyboru jest kilka lakierów, z których jeden jest darmowy (biały), a reszta wymaga dopłaty i są metalizowane. Tył samochodu również wygląda na masywny, tylne lampy są również nieco agresywnie ukształtowane. Niestety nie mają one żarówek LED, są halogenowe. Z tyłu Peugeota chromem wykończono osłonę podwozia i niewielki spoiler.
      Wnętrze samochodu również wygląda całkiem nieźle. Nie można narzekać na ilość miejsca z przodu. W porównaniu z niższym 208 możemy również zauważyć, że w aucie siedzi się dużo wyżej, a także o wiele wygodniej się wsiada i wysiada. Fotele są dobrze wyprofilowane, choć nieco wąskie. Dobrze trzymają w zakrętach, a dłuższa podróż nie męczy naszych pleców. Oba są regulowane manualnie, posiadają także regulację wysokości siedziska. Również kierownica ma możliwość regulacji, zarówno na długość, jak i na wysokość. Elementem wyróżniającym kokpit tego samochodu jest dość mała kierownica, do której jednak bardzo szybko można się przyzwyczaić. Cechą charakterystyczną jest również to, że na zegary patrzymy ponad kierownicą, a nie „przez nią”. Same zegary są wykonane klasycznie, dwa duże wskaźniki obrotomierza i prędkościomierza, oraz nieco mniejsze wskaźniki poziomu paliwa i temperatury silnika. Na samym środku zestawu wskaźników znajduje się ekran komputera pokładowego. Ma on dość sporo funkcji, w tym m.in. wskazywanie celu podróży oraz poleceń nawigacji. Pośrodku kokpitu możemy znaleźć opcjonalny 7-calowy wyświetlacz dotykowy, a także panel sterowania klimatyzacją (manualną lub automatyczną, w zależności od opcji). Jako opcja oferowany był również system audio marki JBL, w którego skład wchodziło 8 głośników oraz subwoofer znajdujący się w bagażniku. Wykończenie wnętrza stoi na dobrym poziomie. Dominują raczej dość miękkie plastiki, które są dobrze przymocowane. Kierownica jest skórzana, tak samo dźwignia hamulca ręcznego. Do wyboru jest tapicerka materiałowa, półskórzana lub w pełni skórzana. Opcjonalnie obok gałki skrzyni biegów może znajdować się pokrętło do sterowania systemem Grip Control, który według producenta może zastąpić napęd 4x4. Ma on 5 trybów napędu do wyboru: Normalny, wyłączenie ESP, piasek, śnieg oraz błoto. Sam bagażnik jest dość pojemny, ma on 350 litrów, a po złożeniu siedzeń z tyłu mamy do dyspozycji 1150 litrów przestrzeni bagażowej. W środku jest haczyk na zakupy, a także mała przegroda. Z tyłu miejsca jest nieco mniej. Dorośli będą nieco narzekać na brak miejsca na nogi i kolana, a środkowe miejsce jest raczej symboliczne. Niestety z tyłu producent nie przewidział osobnych nawiewów, choć w tej klasie jest to raczej standard. W środku mieści się również dość dużo schowków, w każdych drzwiach spokojnie zmieści się butelka półlitrowa, również między fotelami jest dość duży schowek, do którego zmieści się butelka czy inne spore rzeczy. Pod panelem klimatyzacji również znajdziemy dość głęboki schowek z dwoma uchwytami na napoje, do których niestety wysokie butelki się nie zmieszczą.
     Samochód był dostępny z dość szeroką ofertą silnikową. Mieliśmy do wyboru jednakowo jednostki benzynowe oraz diesle, 5 lub 6 -biegowe skrzynie manualne oraz 6- biegowy „automat”. Podstawowym silnikiem było wolnossące 1.2 o mocy 82 koni z rodziny Puretech (na samym początku produkcji miał oznaczenie Vti). Jest to nieco zbyt słaba jednostka do takiego samochodu, oferująca słabą elastyczność i przyspieszenie. Nieco mocniejsza jest odmiana tego silnika wyposażona w turbosprężarkę, posiada ona 110 koni i 205 Nm co zapewnia dobre osiągi i przyzwoitą elastyczność. Niestety ma ona tylko 5 biegów (w wersji manualnej) co nie czyni ją oszczędną na autostradzie i przy wysokich prędkościach. Oferowano w niej również 6-biegowy automat. Najmocniejszą jednostką benzynową jest 130-konna odmiana 1.2. Ma ona 230 Nm co pozwala ze spokojem wyprzedzać inne pojazdy. Jest również oszczędniejsza od słabszej odmiany, ponieważ ma 6-biegową skrzynię manualną. Na początku produkcji oferowano również wolnossące 1.6 Vti o mocy 120 koni. Z diesli do wyboru mamy jednostkę 1.4 o mocy 68 koni, która jednak jest zdecydowanie za słaba do tego modelu, poza nią oferowano silnik 1.6 w kilku wersjach mocy: od 75 do 120 koni. Samochód oferowany jest tylko i wyłącznie z napędem na przednie koła. Zawieszenie Peugeota jest nastawione na komfort. Raczej dobrze tłumi nierówności i dziury, ale jednocześnie dość przyjemnie się go prowadzi.
     Cennik otwierał się na 55 300 zł za wersję Access, wyposażoną w 82-konny silnik benzynowy. Najdroższą wersją wyposażenia była Allure, kosztująca od 76 600 zł i była dostępna z silnikiem benzynowym w odmianach 110 lub 130 konnej, oraz ze 100 lub 120 konnym dieslem. Już w standardzie otrzymywaliśmy tempomat, dwupłaszczyznową regulację kierownicy czy relingi dachowe. W opcji mieliśmy m.in. okno dachowe, nagłośnienie JBL, kamerę cofania czy czujniki parkowania z przodu i z tyłu. Ta wersja modelu została zaprezentowana w 2012 roku, a w sprzedaży znalazła się od 2013 roku i była oferowana do 2016, gdy zaprezentowano model po liftingu.
     Podsumowując, model 2008 może być bardzo ciekawą propozycją w segmencie kompaktowych miejskich crossoverów. Z pewnością, dzięki modzie na ten rodzaj samochodów, będzie on o wiele popularniejszy od swoich poprzedników w gamie Peugeota. Jego konkurentami są takie auta jak: Nissan Juke, Honda HR-V, Kia Soul czy Renault Captur. Jest to auto które poza swoimi walorami czysto miejskimi, czyli kompaktowymi wymiarami i dość łatwym manewrowaniem, może się również pochwalić nieco zwiększonymi możliwościami terenowymi, całkiem przyjemnym prowadzeniem i osiągami, a także przyzwoitą przestrzenią w środku. Dzięki szerokiej gamie silnikowej i kilku wersjom wyposażenia, każdy znajdzie coś dla siebie.

Autor tekstu i zdjęć: will12387

Mercedes AMG GT R Black Series - najmocniejsze AMG w historii

by on 4/11/2019
     Black Series wraca po 7 latach i prezentuje jeden z najmocniejszych modeli w historii AMG

     Mercedes nie śpi i zaledwie kilka dni po rozpoczęciu produkcji nowej odmiany AMG GT R Pro rozpoczyna na Nurburgringu testy nowej wersji. Będzie to najprawdopodobniej odmiana Black Series, bo pomimo kamuflażu widać bardziej agresywny design. Co na to wskazuje? Przede wszystkim większy spojler z tyłu oraz znacznie szersze nadkola. Oprócz tego lotki w zderzaku łączą się z grillem, co sprawia, że samochód zyskuje agresywny wygląd. Jedynie tylny zderzak i wydech pozostają narazie bez zmian, lecz to kwestia czasu aż Mercedes zacznie testować auto również w tej konfiguracji.
     Pod maskę trafi ten sam silnik co w wersji Pro, czyli podwójnie doładowane V8 o pojemności czterech litrów. Jego moc w modelu GT R Pro wynosiła zaledwie 577 koni. Zaledwie, ponieważ w modelu GT 63 S udało wyciągnąć się z tej jednostki aż 630 koni. Ile tym razem inżynierowie AMG wyciągną z silnika? 650 koni? 700? 750? To już chyba kwestia opłacalności wprowadzenia konkretnych modyfikacji, aby samochód równie dobrze jeździł w zakrętach jak i na prostych.
     Pozostaje jeszcze kwestia masy samochodu. Black Series zawsze wyróżniały się znacznie lepszymi osiągami i niższą masą, a Mercedes już zapowiedział, że pozbędzie się kilogramów przy kolejnych wersjach swojego super samochodu. Gdyby udało się stracić około 50kg i podnieść moc o 100 koni to możemy mówić o najszybszym AMG w historii, poza AMG One oczywiście, ale to nie samochód, a wyscigówka rodem z F1.
     AMG GT R Black Series będzie następcą zaprezentowanego w 2012 roku modelu SLS AMG Black Series, który okazał się prawdziwym sukcesem mimo ograniczonej produkcji i wysokiej ceny. Podobnie będzie zresztą w przypadku tego modelu, bo ceny o jakich mówimy to kwoty powyżej 1 500 000 złotych, jeśli koszt wersji Pro przekroczył dawno milion złotych. Do tego dojdzie bardzo ograniczona produkcja i mamy unikat na skalę światową. Zresztą jeśli seria wraca po tylu latach to znajdzie się wielu chętnych na nowe AMG. Czekam na nie z niecierpliwością, bo walka z 911 zaczyna się na nowo.
Foto. Motor1

Apel do społeczeństwa: Szanujcie super samochody!

by on 4/10/2019
     Patrząc na zachowanie niektórych osób zastanawiam się gdzie ewolucja popełniła błąd, bo chyba cofamy się w rozwoju zamiast rozwijać.

     Będąc na różnego rodzaju premierach, targach, zlotach czy nawet na ulicy wśród super samochodów można zaobserwować pewne masowo występujące zjawisko - ludziom odpierd**a. To co niektórzy są w stanie zrobić dla wstawienia na Facebooka czy Instagrama zdjęcia z podpisem "moja nowa bryka" lub "taki właśnie sobie kupiłem" przechodzi ludzkie pojęcie. Ja rozumiem, że w otoczeniu samochodów za kilka milionów złotych można trochę stracić głowę, bo towarzyszą temu specjalne emocje. Sam kilka razy miałem tak, że na widok jakiegoś samochodu miałem ciarki na całym ciele, ale nigdy nie posunąłem się do tak desperackich kroków jak nasza kochana społeczność.
     Przy tym zjawisku nie trzeba przeprowadzać, żadnych ankiet czy skomplikowanych badań.
Wystarczy postawić super samochód na ulicy i czekać. Podam Wam za przykład ostatnie targi w Poznaniu. W odległości kilkuset metrów, czyli obrębie pozostającym wciąż na terenie MTP można było zaobserwować masową kumulację debili, chamów, prostaków i ludzi z brakami w wychowaniu (tak, autokorekta dobrze mi podpowiedziała, z burakami). Przechodząc z jednej hali do drugiej zauważyłem, że za barierkami w towarzystwie Bentleya Continetala stoi czarny Huracan Performante. Piękna konfiguracja z miedzianymi (może to złoty) felgami. Skoro auto stoi za barierkami to łatwo się domyślić, że nie można ich przekraczać. W ciągu 10 minut, gdy stałem tam, aby zrobić zdjęcie (wyjątkowo trudne w takim zbiorowisku małp) 6 osób przeszło za barierki, aby dotknąć samochód. Zaczęło się od ojca (brzuszek piwny, około 45 lat, standardowo koszula w kratkę, ale nie oceniajmy), który przerzucił swoich dwóch synów przez barierki. Widać od razu, że dzieci o wychowaniu nie słyszały, bo jak dzikie zwierzęta rzuciły się na maskę Huracana. Klepią, siadają, dotykają szyby. Ostatecznie ojciec każe im ustawić się przy aucie i trzymać je jedną ręką. Przecież będzie taka fajna fotka. Ciotka z wujkiem ucieszą się, gdy zobaczą ją na Facebooku. Myślę sobie okej, to tylko dzieci, więc wina rodziców. Gdy wesoła rodzinka odchodzi przychodzi chłopak, lat 20 parę. Co robi? To samo co te kilkuletnie dzieci. Tutaj już ręce opadają, bo niby dorosły człowiek. Ale zaraz zaraz, mamy lepszego zawodnika. Typowy Janusz zbliża się do barierek i myk przestawia jedną. Szybciutko jest koło auta i Grażyna cyka fotkę. Będzie do albumu, a że przy okazji zmacał maskę? Co to kogo obchodzi. W między czasie były jeszcze 3 takie incydenty. Ktoś powie "trzeba było uwagę zwrócić, a nie teraz wypisujesz w Internecie". Masz rację, zawróciłem, trzy razy. Ojciec dzieci o mało mnie nie pobił jak śmiałem się odezwać, a reszta przeszła obojętnie.
     Idziemy dalej. Na końcu drogi stoi Rolls Royce. Jak wiemy jego wartość sięga kilku milionów złotych i jest to synonim luksusu. Chcesz mu zrobić ładne zdjęcie? Zapomnij! Chyba przyjechała jakaś wycieczka, bo wokół auta z 30 osób. W tym jeden Pan lat około 80 laską uderza po drzwiach i błotnikach. Tu sobie lusterko dotknie, tu znaczkiem pobawi. "Chodź zrobimy sobie zdjęcie" woła mąż do żony. Jasna sprawa, tylko po co siadać na maskę? Zawsze można podejść z dzieckiem na rękach, które jak to małe dziecko macha nogami, bo się nudzi. Szkoda tylko, że każde machnięcie trafia prosto w błyszczący lakier Rolls Royca. Oczywiście, to dziecko nie jest niczemu winne i nie mam do niego pretensji, ale do rodzica mam już jak najbardziej. To on odpowiada za swoją pociechę.

     Najlepsze na koniec. Naprzeciwko wystawy Audi Q8 e-tron stały dwa McLareny 720S. Piękne samochody z aktywną aerodynamiką. No właśnie, jeśli jest aktywna aerodynamika to jest również wysuwany spojler. Tego przeżyć nie mogłem i żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia albo nie nagrałem filmu, ale musicie mi uwierzyć na słowo. Chłopak około 7-9 lat podchodzi do McLarena, który jest zaparkowany i ma wysunięty na maksa spojler. Normalnie popatrzyłbym i odszedł, ale nie ten osobnik. Chłopiec wiesza się (podciąga) na spojlerze, po czym zaczyna nim ruszać góra dół. Szarpie tak przez kilkanaście sekund, aż wyszedłem z szoku i zwróciłem mu uwagę. Reakcja była natychmiastowa i dziecko zrozumiało, że zrobiło źle, ale rodzic (ojciec) zamiast wytłumaczyć dziecku jego złe zachowanie to startuje do mnie z krzykiem. Nie wiem ile takie dziecko może ważyć. 30 kg? Nie zależnie od swojej masy może uszkodzić taki spojler, a gdyby rodzice mieli zapłacić kilkadziesiąt tysięcy euro za naprawę to może by się nauczyli.
     Takich przykładów można podawać więcej. Na przykład sytuacja z Warszawy, gdzie dwie "kobiety" robiły sobie zdjęcia na bagażniku BMW M2. To już jest szczyt i należy walczyć z takim zachowaniem. Ktoś powie "ale nic się nie stało". Tylko pozornie, może tym razem. Za każdym razem, gdy ktoś siada na maskę, dotyka lakieru to go rysuje. O ile auto jest pokryte folią to straty można oszacować na kilkanaście tysięcy złotych, ale gdy na przykład carbonowy element się wgniecie to trzeba go wymienić, a to już tysiące euro. Ludzie nie myślą o podstawowej sprawie - te auta są czyjąś własnością. Wiadomo, że kupno super samochodu to pewnego rodzaju zgoda na publiczne zwracanie na siebie uwagi, ale nikt nie mówi, że ktoś będzie niszczył to na co ciężko zapracowałeś.
     Ludziom, którzy przyjeżdżają super autami na eventy zależy na dzieleniu się swoją pasją z innymi. Nie było by z tym problemu, gdyby otoczenie potrafiło się zachować. Wcale nie dziwię się, że niektórzy trzymają auta pod kocem w garażu. Sam, gdybym miał takiego Huracana to na targi przyjechałbym zwykłym autem typu Opel Astra, bo szkoda byłoby mi narażać auto za milion złotych na takie zmasowane ataki tłumu. Myślałem, że minęły już czasu robienia sobie zdjęć przy autach i podpisywanie ich jako swoje. Myliłem się niestety, to zjawisko dalej istnieje i ma się coraz lepiej. Jedynym sposobem na walkę z tym jest zwracanie uwagi i pociąganie do odpowiedzialności za wyrządzone szkody, choć to drugie jest prawie, że niemożliwe. Niemniej jednak mam nadzieję, że chociaż jedna osoba po przeczytaniu tego tekstu zmądrzeje. Taki apel do społeczeństwa.

Foto. Wokół Motoryzacji, No to Siup - Sebastian Rudnicki, promomoto.pl

Chcieli ukraść Golfa GTI z pociągu, ale im nie wyszło

by on 4/09/2019
     Kiedy chciałeś ukraść Golfa, ale coś Ci się nie udało, bo jesteś totalnym amatorem
     Mogłoby się wydawać, że kradzież samochodu wciąż jest stosunkowo łatwa. Szczególnie, gdy już dostaniemy się do samochodu i nikt w okolicy nic nie podejrzewa. Jednak jak się okazuje, niektóre sprawy mogą wymknąć się spod kontroli, a skutki są dosyć marne. 3 kwietnia w Monachium w pobliżu Milbertshofen doszło do kradzieży nowego Volkswagena Golfa GTI, jednak czy była to do końca kradzież? Złodziej miał ambitny plan wyjechania nowym Golfem za kilkadziesiąt tysięcy Euro, ale lekko mówiąc coś nie zadziałało.
     Około godziny 2:00 w nocy ktoś zadzwonił na policję, że doszło do próby kradzieży samochodu. Gdy policjanci dotarli na miejsce musieli się nieco zdziwić, bo Golf wisiał na barierkach. Plan był bardzo dobry, bo aby ściągnąć auto z wagonu towarowego sprawca (lub sprawcy) stworzyli prowizoryczną rampę, po której GTI mógł zjechać. To też zrobił, ale zatrzymał się na barierkach obok torów. W efekcie nowy Golf uległ małym zniszczeniom w postaci uszkodzonego błotnika, prawych drzwi, zderzaka, lusterka i felgi. Gdzie się podziali złodzieje? Tego nie wiadomo, bo zniknęli bez śladu, ale przy okazji obrabowali kilka innych Volkswagenów wyrywając ekrany dotykowe. Straty oszacowano na kilkanaście tysięcy euro, a policja rozkłada ręce. Do poszukiwań włączono śmigłowiec i zamknięto cały obszar kolejowy, ale nie znaleziono żadnych konkretnych śladów. Możliwe, że złodzieje zabraliby nawet uszkodzonego Golfa, gdyby nie fakt, że zawisł na krawędzi i nie dało się nim wyjechać bez pomocy pojazdu trzeciego. Policja prosi o kontakt wszystkie osoby, które zaobserwowały coś dziwnego w nocy z 2 na 3 kwietnia.
     Najlepszą opcją na znalezienie złodziei będzie obserwowanie polskich serwisów aukcyjnych, gdzie pojawią się części do Passatów i Golfów. Sam Golf GTI też pewnie trafi do Polski jako nowy z zerowym przebiegiem i lekkimi otarciami. Chociaż faktycznie, może się okazać, że będzie to jedyne auto z Niemiec z udokumentowanym prawdziwym przebiegiem. Jak widać nawet na samym końcu kradzieży może coś pójść nie tak albo po prostu byli to amatorzy. Z drugiej strony policja podała, że silnik wciąż działa w aucie to dlaczego go nie wykręcili? Też dobry łup, a i za felgi mogli się wziąć albo zderzak tylny. Totalna amatorka!

Foto. materiały prasowe Volkswagen i Bundespolizei Bayern

#TEST - BMW Z4 - Odważny roadster na ciepłe dni

by on 4/08/2019
     Pogoda za oknem coraz lepsza, więc to może czas na Roadstera? BMW przygotowało Z4, które silnie atakuje swój segment

     BMW ma w swojej gamie wiele emocjonujących, ciekawych i ekstremalnych samochodów. Przez lata wypracowywało sobie markę, która znana jest na całym świecie i ciężko przejść obojętnie obok tych samochodów. W swojej ofercie BMW ma już jednego Roadstera i to nie byle jakiego, bo hybrydowe i8. Miałem okazję widzieć i8 Roadster w wersji First Edition na żywo i nawet chwilę zadomowić się w jej wnętrzu. Od razu pokochałem to auto mimo, że na początku nie byłem do końca przekonany. Z BMW Z4 jest podobnie. Wystarczy usiąść w środku, aby poczuć klimat tego samochodu. Nisko zawieszony, bez dachu, dynamiczna sylwetka i niezliczone sportowe akcenty. To auto na każdym możliwym kroku pokazuje, że wyszło spod ręki fachowców z działu M, a przynajmniej maczali oni w tym palce. Jednak czy to wystarczy by zapłacić minimum 176 000 złotych?
     Poprzednia generacja Z4 nie przemawiała do mnie wyglądem. Po prostu nie podobał mi się ten samochód. Może dlatego, że przypominał mi serię 6, za którą nie przepadałam. Jednak seria 6 została zastąpiona przez aktualną serię 8, a na rynku pojawiła się najnowsza, już trzecia generacja Z4. Ósemkę pokochałem za jej doskonałość (no prawie 😉) i silnik umieszczony pod maską. W końcu jak oprzeć się V8? Gdy usłyszałem, że Z4 będzie kooperacją z Toyotą Suprą to o mało nie zemdlałem. Najpierw zapytałem "Ale jak to?", a potem stwierdziłem, że może to dobry krok, aby Z4 mi się spodobało. Nie myliłem się. Inżynierowie BMW odwalili kawał dobrej roboty przy Z4 i stworzyli...

Z zewnątrz - agresja i dynamika
      Podchodzisz do Z4 i co widzisz? Dzikie spojrzenie BMW, bo czarny grill umiejscowiony pomiędzy światłami sprawia, że mamy wrażenie jakoby auto było szersze, aniżeli faktycznie jest. Boczne wloty powietrza, czyli tzw. "skrzela" występują w kolorze czarnym i podkreślają dynamiczny charakter samochodu. Z4 można interpretować na dwa sposoby. Pierwszy, gdy auto ma pełny dach, bo wtedy widać jego linię i zdaje się tłumić swoje walory piękna. Moim zdaniem ta opcja działa trochę na niekorzyść auta, bo nie można podziwiać jego smukłości oraz minimalizmu, który występuje od poziomu szyb. Gdy złożymy dach to dopiero wtedy możemy ujrzeć prawdziwego Roadstera. Powyżej dolnej krawędzi szyb nic nie zaburza wyglądu Z4, a samochód staje się jakby lżejszy. To sprawia, że ciężko od niego oderwać wzrok.
     Prezentowany egzemplarz jest w kolorze San Francisco Red, który w zależności od światła przybiera różne odcienie. W pełnym słońcu jest jasny i wpada bardziej w pomarańcz niż czerwień, a w cieniu robi się ciemny i przypomina praktycznie bordowy. Do tego 19-calowe felgi Double Spoke Style 799M w kolorze czarnym, podobnie jak składany dach i tym samym otrzymujemy pięknego Roadstera. Pięknego na tyle, że aż nie chce się z niego wysiadać. Opcjonalny pakiet M Sport który został tutaj zastosowany zmienia nieco wygląd Z4 na bardziej sportowy i przybliża słabsze wersje silnikowe do tej najmocniejszej na ten moment odmiany 6-cylindrowej. W jego skład wchodzą przemodelowane zderzaki przednie i tylne, większe wloty powietrza, oznaczenia M, sportowy układ jezdny czy hamulce.

Wnętrze - nisko, ale wygodnie
     Jest nisko - to pierwsze odczucie po zajęciu miejsca w Z4. Mimo to nie ma problemu ze wsiadaniem i wysiadaniem, przynajmniej przy wzroście 175 cm jest wygodnie i nie trzeba się gimnastykować już na wstępie. Miejsca jest dużo, szczególnie jak na Roadstera, a do dachu wciąż pozostaje sporo miejsca, choć nie wiem jak byłoby to w przypadku osoby o wzroście 2 metrów. Kabina jest przestronna, a deska rozdzielcza skierowana ku kierowcy. Na pochwałę zasługuje wysoki tunel środkowy, co bardzo lubię w samochodach, bo jest to dla mnie bardziej poręczne i przyjemne w obsłudze. O jakości zastosowanych materiałów nie ma co pisać - to BMW. Tutaj wiadomym jest, że zastosowano najlepsze materiały, a poziom dopasowania elementów jest doskonały. Nic nie skrzypi, nie trzeszczy, nie ociera. Mimo niskiej pozycji widoczność jest dobra i nie ma problemu z zasłaniającymi słupkami czy innymi tego typu elementami. Fotele mają dobre trzymanie boczne i można je regulować we wszystkich płaszczyznach. Jedyne co bym zmienił to wybraną tapicerkę, bo nie jestem zwolennikiem jasnych kolorów i zdecydowanie bardziej widziałbym tutaj Alcantarę, choć to moja fanaberia.

Jazda - sportowo i szybko
     Prezentowany egzemplarz to wersja sDriver 30i, która została wyposażona w czterocylindrowy silnik o pojemności dwóch litrów, generujący 258 KM i 400 Nm. Słyszy się, że to dwu-litrówka i od razu wiele osób skreśla taką jednostkę. Ja może też bym tak zrobił, gdybym tym autem nie jechał. Jak na zaledwie cztery cylindry dźwięk jest piękny. Nie jest to R6, ale co jakiś czas strzeli z wydechu i nawet jak jedzie się z zamkniętym dachem to aż miło posłuchać jego pracy. Śmiem twierdzić, że audio w Z4 jest niepotrzebne, bo silnik zapewnia wystarczającą symfonię, a to dopiero cztery cylindry. No właśnie, bo w ofercie jest jeszcze ten sam silnik tyle, że o mocy 197 koni i jednostka 6-cylindrowa, która generuje aż 340 KM. Już wersja 30i z przyspieszeniem do setki na poziomie 5,4 sekundy potrafi wgnieść w fotel, a co dopiero samochód mocniejszy o ponad 80 koni. Nie zapominajmy o masie Z4, bo ta wynosi zaledwie 1490 kg.

     Pakiet M Sport to między innymi sportowe zawieszenie, które jest sztywne i twarde, ale nie przeszkadza specjalnie. Czuć każdą nierówność, ale da się to przeżyć, a na pewno rekompensata przychodzi w dobrym czuciu samochodu. Z4 radzi sobie również na mniej równych drogach i tak oto, aby dojechać na sesję trzeba było przejechać małymi bezdrożami i drogami szutrowymi. W trybie Comfort nie ma żadnego problemu i Z4 daje radę. Także jeśli ktoś zastanawia się czy auto poradzi sobie na wsi to daję mu gwarancję, że tak. Tylko proszę jechać powoli i z wyczuciem

     Samochód jest bardzo dynamiczny i błyskawicznie reaguje na dodanie gazu. Za każdym razem rwie do przodu, choć zerwanie trakcji przy włączonej kontroli wcale nie jest takie łatwe. 8-biegowa sportowa skrzynia reaguje szybko i bez opóźnienia, a gdy chcemy nagle przyspieszyć perfekcyjnie trafia w niższy bieg. Nie ma tutaj mowy o długim czasie wybierania przełożenia czy wbiciu za wysokiego biegu. Samochód sam doskonale wie, kiedy zrzucić bieg i wydobyć dźwięk z silnika. Ktoś powie, że jest wspomagany przez głośniki - może i tak, nie sprawdzałem. Ważne, że brzmi dobrze jak na dwa litry i jest świetnym zwiastunem wersji M40i

Podsumowanie
     Jeśli ktoś szuka Roadstera na co dzień to dobrze trafił, bo da się tym autem jeździć bez zbędnego cierpienia. No może poza zużyciem paliwa, bo to deklarowane przez producenta (7,6-7,9) uzyskacie co najwyżej na autostradzie przy niskich prędkościach. Ale z drugiej strony kto przejmuje się spalaniem w aucie, które i tak będzie wykorzystywane głownie podczas słonecznych weekendów do miłego spędzania czasu? Z4 potrafi sprawić przyjemność i wystarczy raz porządnie przyspieszyć, aby mieć uśmiech na twarzy Chyba właśnie o to chodzi w tego typu samochodach.

     Jak wyjedziecie na ulicę to musicie liczyć się z tym, że będą na was patrzeć ludzi, szczególnie w wersji z czerwonym lakierem. Z4 przyciąga wzrok wszystkich przechodniów, a jak wciśniecie gaz to z daleka usłyszą, że się zbliżacie. Odmiana 30i to świetny kompromis pomiędzy osiągami, ceną a radością z jazdy. Jeśli szukacie kabrioletu z dobrymi osiągami i ciekawym wyglądem to Z4 jest dla was. Jeśli wspomniałem o cenie to powiem o niej nieco więcej, bo ten etap może niektórych zrazić.
     Katalogowo samochód startuje od 176 100 złotych, ale nie da się taką konfiguracją wyjechać z salonu. Minimum jakie udało mi się osiągnąć w konfiguratorze to 201 347 złotych, bo na przykład skrzynia biegów jest tylko jedna do wyboru (podobno od lipca ma być dostępny 6-biegowy manual) i trzeba za nią zapłacić 10 tysięcy złotych. Jeśli chcemy pakiet M Sport to musimy przygotować 30 500 złotych, ale w zamian otrzymujecie sporo zmian, które wyraźnie zmieniają charakterystykę samochodu, więc warto. Maksymalnie wyposażona wersja M40i jaką otrzymałem w konfiguratorze kosztowała 398 442 złotych i chyba nie da się przekroczyć granicy 400 tysięcy. To już jest duża kwota, bo za tyle możemy mieć M4, a za dodatkowe 90 tysięcy wkraczamy na pułap M5. Jednak gdy mówimy o samochodzie za 260-270 tysięcy to sprawa kształtuje się nieco lepiej. To wciąż sporo, ale dlaczego by nie kupić Z4? Nic jej nie brakuje i ciężko w tej klasie o lepszy samochód. Zdecydowanie na M40i to w teorii wydatek dodatkowych 40 tysięcy, lecz za porządną wersję z dodatkami wyszło mi aż 370 000 złotych.

     Z4 nie jest autem dla każdego. Aby jeździć tym samochodem trzeba kochać motoryzację, bo właśnie takie samochody podtrzymują ją przy życiu. Niby ma silnik tylko czterocylindrowy, ale potrafi zaskoczyć swoją zwinnością, dynamiką i dźwiękiem. Jasne, że lepsza jest sześcio-cylindrówka, to oczywiste, ale dla kogoś kto chce wykorzystywać to auto na co dzień więcej nie potrzeba. Z4 30i spełnia wszystkie wymagania w tym segmencie, więc czego chcieć więcej? Ja wprowadził by kilka zmian do testowanego egzemplarza, między innymi Alcantarę, inne wykończenie wnętrza i może zmienił kolor na niebieski, chociaż ten też mi się podoba. Zdecyduję jak będę wybierać model dla siebie.

niesamowitego Roadstera. - zastanawialiście się czemu urwałem na początku zdanie "Inżynierowie BMW odwalili kawał dobrej roboty przy Z4 i stworzyli...". Tu macie odpowiedź i opinię o samochodzie.


Ocena 8
Wygląd 8,5
Zawieszenie 8
Dynamika 8
Skrzynia biegów 8
Silnik 8
Użytkowanie 7,5
Radość z jazdy 8
Fame na ulicy 8


Plusy Minusy
+ napęd na tył - spalanie
+ zawieszenie - cena
+ dynamiczność
+ wygoda jak na sportowe auto
+ design
+ strzały z wydechu


Foto. Wokół Motoryzacji


Dziękuję BMW Sikora w Mikołowie za udostępnienie samochodu

Poznań Motor Show 2019 [FOTORELACJA]

by on 4/07/2019
     Po Poznań Motor Show mam mieszane uczucia - wielu producentów brakowało, niektórzy mieli braki, a inni mieli stanowiska lepsze niż w Genewie. Co o tym wszystkim sądzić?

     Na targi motoryzacyjne czekają wszyscy, bo to właśnie na nich można zobaczyć na żywo najnowsze samochody, poznać stosowane technologie i dowiedzieć się nieco więcej niż podają media. Poznań Motor Show uchodzi za jedno z najważniejszych wydarzeń motoryzacyjnych w Polsce i to właśnie na Poznań stawia wielu producentów odsłaniając tym samym wszystkie swoje karty. Są jednak też tacy, którzy rezygnują z udziału w targach. Dlaczego? Z różnych względów, zaczynając od założonych z góry priorytetów kończąc na marketingowych zagrywkach. W tym roku grono "nieobecnych" było wyjątkowo duże i wpłynęło to zasadniczo na odbiór całego wydarzenia. Jednak czy tak naprawdę warto było jechać na Poznań Motor Show w tym roku?
     Grupa nieobecnych producentów na tegorocznych targach była bardzo silna. Zabrakło między innymi Forda, Hondy, całego PSA (Citroen, Peugeot, DS, Opel), Renault, Toyoty czy Ferrari. Są to potęgi na rynku motoryzacyjnym, a ich samochody zajmują czołowe miejsca wśród najlepiej sprzedających się aut w Polsce. Jakim cudem ich zabrakło? Najwidoczniej wymienieni producenci kładą nacisk na inne eventy i działalności w Polsce, ale i tak wielkie braki odegrały znaczącą rolę w ocenie targów. Jednak przejdźmy do tych, którzy byli i ich przez nich przygotowanej oferty, bo to jest najważniejsze w całych targach.
     Najbardziej spektakularny był Volkswagen. Dla swojej grupy miał zarezerwowaną całą halę, którą po brzegi wypełniono najnowszymi modelami. Najlepiej prezentowało się stoisko Porsche, które było znacznie lepsze niż to w Genewie, co zresztą było widać po liczbie odwiedzających. Przy Porsche nie było dosłownie gdzie wsadzić palca, bo ludzie stali w ścisku, gdyż nie dało się chodzić. Nic zresztą dziwnego, bo dla wielu była to pierwsza okazja by zobaczyć najnowszą odsłonę 911-stki, a model 935 przyciągał spojrzenia wszystkich obecnych osób. Również Skoda pokazała wiele ciekawych modeli, a na szczególną uwagę zasługuje Scala, która chyba najbardziej przyciągała uwagę ludzi odwiedzających to stanowisko. Dalej było Audi ze swoim modelem e-tron, który zaskoczył wszystkich i aż ciężko było oderwać od niego wzrok. Można narzekać na futurystyczny design, ale właśnie o to chodzi w konceptach. Mają one wyprzedzać czas i e-tron robi to nad wyraz dobrze. Była możliwość zakupu firmowych gadżetów w specjalnie przygotowanych sklepach, w których przygotowano promocje na tą okazję.
     Również Auto-Fus pokazał mocnych przedstawicieli. Po raz pierwszy w Polsce mogliśmy podziwiać stanowisko McLarena, gdzie zaprezentowano między innymi model 600LT oraz model przygotowany przez McLaren Special Operations (MSO). Obok stały samochody Rolls-Royce, które przedstawiały całkiem inne podejście do motoryzacji. BMW wszystkich zaskoczyło modelem Vision Next 100. Przyciągał on masę ludzi ustawionych dookoła, który podziwiali ten niesamowicie futurystyczny kształt samochodu przyszłości. Oprócz tego prezentowano najnowszy model Z4, serię 3, X3, X4 czy serię 8. W tej hali znalazło się również coś dla fanów jednośladów, gdyż BMW przywiozło całą gamę najnowszych motocykli.
     Dalej ciekawe stanowisko miał Mercedes, gdzie prezentowano między innymi najnowszy model A35 AMG, GT 4-Door oraz GT R Pro. Ten ostatni wyglądał niesamowicie i chyba był najczęściej fotografowanym autem Mercedesa. Producent pokazał również najnowszego Actrosa i produkty swojej sub-marki, czyli Smarta, a wśród nich między innymi w pełni autonomiczny samochód reprezentujący przyszłościowy model car sharingu. Pokazano chyba wszystkie dostępne modele AMG oraz najnowsze wcielenie CLA czy bardziej cywilnych samochodów. Tutaj również można było wyposażyć się w gadżety, choć było ich znacznie mniej niż w Audi czy Porsche.
     Nie zabrakło oczywiście samochodów klasycznych, które mogliśmy podziwiać między innymi dzięki giełdzie klasyków, a tam przywieziono naprawdę cudowne samochody. Rozpiętość klasyków na targach była naprawdę duża. Od Porsche 964 po klasycznego Mustanga z 1969 roku przez dużego Fiata. Do wyboru do koloru, a niektóre z nich można było nawet kupić, co stanowiło gratkę dla kolekcjonerów. Klasyki klasykami, ale nie zapominajmy o stanowisku Pachura, gdzie pojawiły się dzieła ABT czy Startech. Chcecie Audi RS4+ prosto z Genewy? Bardzo proszę. A może najnowsze Porsche Panamera od Techart'u? Już się robi. Trzeba przyznać, że firma Pachura Moto Center włożyła ogrom pracy, aby sprowadzić tak wyśmienite samochody i to w tak genialnych konfiguracjach.
     Alfa jako jedyna przywiozła do Poznania... bolid Formuły 1. Tak, dobrze słyszycie, bolid F1 z 2018 roku. Nie trudno sobie wyobrazić kolejki chętnych go zobaczyć, ale równie albo nawet i bardziej ciekawa była Alfa Tonale. Na zdjęciach możne nie wygląda za pięknie, ale na żywo robi robotę. To jest właśnie dobry kierunek SUVów Alfy, choć tego designu do Giuli bym nie wsadził. Także styliści Alfy, uważajcie. KIA pokazała dużą ilość samochodów podobnie jak Alfa i Mazda, ale właśnie to chyba KIA skradła serca wielu ludzi swoimi najnowszymi modelami. Dlaczego? Niektóre z nich do złudzenia przypominają Audi. Które to są odpowiedzcie sobie sami...

     Poznań Motor Show to również masa motocyli, quadów, kamperów i samochodów po tuningu. Ich ilość była ogromna i aż ciężko opisać to wszystko. Co do kamperów to witający na wstępie Mercedes G63 AMG z podpiętą łodzią robił wrażenie, a same samochody kempingowe były interesujące, szczególnie, że można było dowiedzieć się co i jak w trawie piszczy. Najtańszy kamper w Polsce kosztuje 189 900 zł i jest to chyba Fiat - taka ciekawostka z tej hali.
     Czego brakowało mi na targach? Oczywiście, że wspomnianych wyżej producentów, a najbardziej Ford, Peugeota i Ferrari, ale również lepszego stanowiska Lamborghini. Stały tylko dwa samochody, w tym Aventador dokładnie taki sam jak na Warsaw Motor Show. Oprócz niego Urus w żółtym kolorze zamiast białego i to wszystko. Gdzie Huracan Evo? Gdzie Huracan Performante? Gdzie Aventador SVJ i SVJ Spyder? Gdzie ciekawe konfiguracje? Nie ma, a dlaczego? Zapytajcie Lamborghini. Ja bardzo się na nich zdenerwowałem i było to jedno z najgorszych stanowisk całych targów. Na pochwałę zasługuje Porsche, KIA i Alpine, które miały naprawdę dobre stanowiska. Choć Alpine miało zaledwie cztery auta to klasyczny model przebił wszystko. On nigdy się nie znudzi, a nie zapominajmy, że Alpine dopiero się odradza. Poza tym, że liczba odwiedzających była ogromna co przeszkadza w robieniu zdjęć (następnym razem Press Day) to brakowało mi klimatu. Warszawskie targi trochę lepiej wspominam, choć nie wiem czego to wina. Może więcej się działo? Niemniej jednak warto odwiedzić Poznań Motor Show, bo to co zobaczycie tutaj niekoniecznie będzie gdzie indziej i odwrotnie!

Foto. Wokół Motoryzacji