Jaguar F-Type Convertible Rally - Rajdowy duch w brytyjskim Jaguarze

by on 11/14/2018
     Rajdówka ze sportowego Coupe to jeden z najlepszych pomysłów jakie dziś zobaczysz, więc przygotuj się na nowy obiekt westchnień.

     Twoją pasją są rajdy samochodowe? Lubisz czuć wiatr we włosach i piach między zębami? A może to wszystko jest twoim marzeniem i w dodatku jesteś zakochany w brytyjskiej motoryzacji? Jeśli odpowiedziałeś trzy razy tak to znaczy, że musisz zamówić tego Jaguara u najbliższego dealera!
     A tak na poważnie to Jaguar zaprezentował światu swoją wizję rajdówki w nadwoziu cabrio, aby oddać hołd modelowi z lat 50 ubiegłego wieku, który to zwyciężał w najbardziej prestiżowych zawodach oraz może pochwalić się kilkoma rekordami. Wśród nich można wyróżnić osiągnięcie prędkości 277.470 km/h w wyścigu na zasadach Flying Mile w 1953 roku, średnią prędkość 172.94 km/h podczas 24 godzinnego wyścigu w Paryżu czy w 1951 roku przejechanie 212.16 km w godzinę. To tylko niektóre z wielu rekordów, które w tamtym czasie robiły ogromne wrażenie i były pokazem umiejętności brytyjskiej marki. Samochód był stworzony do bicia rekordów prędkości pod każdą postacią.
     Współczesna wersja opiera się na modelu F-Type i napędzana jest dwulitrowym silnikiem o mocy 300 koni. Samochód jest zbudowany zgodnie z obowiązującymi standardami FIA, jednak nie ma homologacji. Całość została podniesiona o 4 centymetry względem serii oraz wyposażona w kompletny pakiet rajdowy, aby umożliwić jazdę w każdych warunkach spotkanych na trasie. Pozbyto się elementów niewspółgrających z rajdową specyfikacją, czyli np. 20-calowe felgi.
     Aby samochód był prawdziwą rajdówką zamontowano klatkę, większe hamulce, dodatkowy zestaw świateł na masce, sportowe fotele oraz zestaw gaśniczy. Jak na razie powstały tylko dwa egzemplarze rajdowego F-Type i Jaguar nie mówi o większej produkcji, ale kto wie? Może skuszą się wyprodukować więcej sztuk i wystawić je w rajdach. Dwie powstałe rajdówki wzięły udział w testach oraz sesji zdjęciowej w Walters Arena w południowej Walii. Jak możemy zauważyć po zdjęciach, było to jego naturalne środowisko, w którym czuje się wyśmienicie. Firma ogłosiła, że dwie testowe rajdówki wezmą udział jeszcze w kilku rajdach, głównie w celach pokazowych.
     Ciekawie byłoby zobaczyć Jaguara w rajdach oraz inne samochody w tej klasy w takiej specyfikacji. Wprowadziłoby to pewnego rodzaju urozmaicenie do serii, która została zdominowana przez producentów takich jak m.in. Peugeot, Citroen czy Ford. Być może w ślad za Jaguarem pójdą inni producenci i stworzą swoje odpowiedniki.

Foto. Jaguar

Warsaw Motor Show 2019 - Największe targi motoryzacyjne w Polsce

by on 11/12/2018
     Warsaw Motor Show to impreza na miarę największych targów motoryzacyjnych w Genewie czy Frankfurcie. W tym roku organizatorzy zapewniają obecność premier największych światowych producentów.

     Na targach Warsaw Motor Show co roku goszczą liczne premiery motoryzacyjne, a najnowsze samochody elektryzują wszystkich odwiedzających, bez wyjątku. Nie inaczej będzie tym razem – wystawcy planują przywieźć do Ptak Warsaw Expo jeszcze więcej nowości niż w roku poprzednim. Impreza będzie też swoistym powrotem do przeszłości. Wystawę uzupełnią bowiem legendy polskiej motoryzacji – Syrena i Warszawa – w nowych odsłonach.
     Tłumy na stoiskach, gra świateł i rosnące emocje z każdym centymetrem auta pojawiającego się spod specjalnej osłony – tak było rok temu podczas 10 premier samochodowych. Na targach można było zobaczyć po raz pierwszy takie auta jak Mercedes-Benz Klasy X, Audi A8, Lexus LS czy Kia Stinger. "Fanów motoryzacji można podzielić na wiele grup, ale każdą z nich interesują nowości" – mówi Dyrektor Targów Antoni Ptak Jr. - "Śladami największych targów motoryzacyjnych w Genewie czy Detroit chcemy tę atmosferę i prestiż przenieść do Polski. Rynek nowych samochodów rozwija się w naszym kraju dynamicznie, a my tę tendencję chcemy zagranicznym markom pokazać poprzez zainteresowanie premierami na Warsaw Motor Show" – dodaje.
     Aston Martin, Tesla, Lexus, Mercedes-Benz, Peugeot, Jeep oraz Toyota potwierdzili już swoje premiery podczas Warsaw Motor Show, a organizatorzy zapewniają, że będzie ich jeszcze więcej. Oprócz nich swoje pojazdy zaprezentuje wielu innych światowej klasy producentów, a wśród nich m.in. Lamborghini, Maserati, Porsche, Land Rover, Audi, Volkswagen czy Citroen. Ideą tegorocznej edycji jest stawianie na elektromobilność, dlatego pierwszy raz w Polsce odwiedzający będą mogli zobaczyć Teslę Model 3. To nie wszystko! Szerszej publiczności zaprezentowany zostanie także Polski samochód elektryczny – Triggo. Gratką dla fanów elektryków będzie także pierwszy i jedyny w Polsce kryty tor do testów, na którym każdy będzie mógł poczuć ich moc i komfort na własnej skórze.
     Dużym wydarzeniem w skali polskiej motoryzacji będą nowe wcielenia prawdziwych legend naszych dróg – Syreny i Warszawy. Oba samochody koncepcyjne zostaną zaprezentowane szerszej publiczności podczas Warsaw Motor Show i z pewnością rozbudzą wspomnienia tysięcy osób. To szczególna okazja ponieważ samochody nie trafiły do masowej produkcji, a zobaczenie ich na ulicach jest wręcz niemożliwe. Oprócz premier i samochodów koncepcyjnych, 16-18 listopada w Ptak Warsaw Expo każdy będzie miał możliwość spotkania znakomitych gości ze świata motoryzacji. Głównym ambasadorem Warsaw Motor Show został Richard Hammond, a oprócz niego pojawią się Karolina Pilarczyk, Maciej Wisławski, Bryan Bouffier, Gosia Rdest, Bartosz Ostałowski, Aleksandra Kutz oraz influencerzy – Kickster, Moto Doradca oraz Zachar OFF. Do tego hypercary, supercary, rajdówki, wyścigówki, strefa kobiet, symulatory i cała moc motoryzacyjnych wrażeń skupionych na powierzchni ponad 100 tys. m2.



Zdjęcia: Warsaw Motor Show 2018
Tekst: Informacja prasowa

V8 poprawia humor na cały dzień!

by on 11/11/2018
     Zostało nam niewiele czasu, aby delektować się pięknym dźwiękiem V8 i móc od rana cieszyć się wspaniałym humorem. Czy to oznacza, że gdy motoryzację opanują elektryki to wszyscy będą chodzić w ponurych nastrojach?

     Dzień jak co dzień — nie zapowiada się nic szczególnego, co odbiegałoby od normalnego trybu życia. Ani radio nie trąbi o anomaliach pogodowych, ani ruch na ulicach nie jest inny. Po prostu zwykły poranek i zaczyna się nowy dzień. Stojąc prostopadle do ulicy i czekając, aż przejadą najbliższe samochody moją uwagę przykuwa Toyota Auris Hybrid w wersji kombi pełniąca funkcję taksówki. Przykuwa uwagę, bo jej prawie nie słychać. Pozostałe samochody odjechał, a taksówka jedzie w ciszy i gdybym nie spojrzał to mógłbym jej nie zauważyć. Wydaje mi się, że generowała mniej dźwięku niż ludzie idący po przeciwnej stronie ulicy. Za chwilę jednak spokój i cisza zostały przerwane...
     Jeszcze go nie widziałem, a już miałem ciarki na całym ciele i serce zaczęło bić szybciej tylko słysząc dźwięk. Na horyzoncie pojawił się Jeep i to nie byle jaki, bo Grand Cherokee SRT z V8 o pojemności 6.4 litra pod maską. Wyjeżdżając z bocznej ulicy kierowca pokusił się o pokaz możliwości nie oszczędzając zarówno pedału gazu, jak i paliwa. Nagle wszystko stało się nie ważne, bo gwiazdą stał się ponad 2 tonowy kolos na czterech kołach rozrywający poranną mgłę basowym dźwiękiem widlastej 8. To wystarczyło, aby wywołać uśmiech na mojej twarzy do końca dnia.
     Takie zostawienie w ciągu paru sekund pokazuje jak różne oblicza może mieć motoryzacja i jakimi priorytetami może się kierować. Z jednej strony mamy hybrydową taksówkę, która ma za zadanie zapewnić komfortowe warunki podczas jazdy w mieście i przynieść oszczędności taksówkarzowi poprzez swoją jednostkę napędową. Z drugiej strony staje terenowy potwór, który ma poradzić sobie zarówno na autostradzie, jak i poza utwardzonymi drogami oraz dawać frajdę na wyciągnięcie ręki. Ciężko na pierwszy rzut oka znaleźć znaczące podobieństwa między samochodami. W tym zestawieniu królują skrajności — ogromne spalanie Grand Cherokee ma się nijak do hybrydowego Aurisa, a w terenie Auris może służyć najwyżej za namiot pozostawiony przed wypadowym terenem. Samochody prezentują dwa całkiem różne światy i nie warto szukać nawet podobieństw, ale warto przyjrzeć się innej sprawie.
     Rasowe, piękne silniki ledwo trzymają się na rynku, a era turbo i elektryfikacji rozpętała się na dobre. Pytanie tylko, czy aby na pewno tego chcemy i jest to potrzebne? Samochód bez dźwięku jest jak kura bez jajek. No niby może funkcjonować, ale to nie to samo i czegoś brakuje. Sztuczne generowanie dźwięku to totalna porażka i gra nie warta świeczki, ale zastanówmy się co sprawia radość? Spokojna jazda elektrykiem w ciszy czy pomruk dobrego silnika o poranku? Ja wiem, że każdy ma inny gust, ale bardzo proszę, aby nie narzucać wszystkim downsizingu. Osobiście jestem przeciwnikiem tego rozwiązania, bo patrząc na trwałość 3-cylindrówek łapię się głowę. Jadąc do pracy w towarzystwie dobrej muzyki wprost z wydechu można zarazić się pozytywnym nastrojem na cały dzień i odczuć wyraźną poprawę samopoczucia. W przypadku hybryd i elektryków ciężko o taki efekt, choć dostępność mocy od samego dołu bywa imponująca i ma przewagę nad spalinowcami. Jednak nie to jest kluczem do szczęścia.
     Dlaczego nie mogą być wciąż oferowane silniki, chociażby o pojemności 2.0 w miejscu 3-cylindrowego 1.2? Ktoś powie, że to kwestia spalania i ekologii. Szkoda tylko, że wyniki i tak są sfałszowane, a te jednostki palą tyle samo. Być może to biznes, bo po 150 tysiącach kilometrów silnik nie nadaje się do niczego co było kiedyś nie do pomyślenia, ale czy ktoś musi zarabiać kosztem szczęścia innych? Sam chciałbym móc częściej delektować się dźwiękiem V8 czy V6 idąc ulicom, ale obawiam się, że od stycznia uzyskamy odwrotny efekt. Nie dość, że producenci pod presją Unii zmniejszają jednostki w autach to państwo polskie ogranicza dostęp do samochodów właścicielom firm, jednocześnie prowadząc do zmniejszenia swoich dochodów z tytułu akcyzy, która swoją drogą jest ogromna. Jednak to temat na inny felieton, o którym może kiedyś. Teraz czas udać się, wysłuchać ostatnich wielkich silników, zanim przejdą do historii.

Foto. Jeep Polska, Toyota Polska oraz Motors Gunaxin

Golf R420 z 5-cioma cylindrami

by on 11/10/2018
     W momencie kiedy kompaktowy samochód po "lekkich" modyfikacjach, zwany dalej hot hatchem, osiąga moc 400 koni wiesz, że żarty się skończyły, a te z pozoru niewinne samochody to prawdziwe rakiety na kołach.

     Nie sposób stworzyć silnik o pojemności 2 litrów i mocy 400 koni po czym wsadzić go do zwykłego kompakta. Teoretycznie może zrobić to każdy bez najmniejszego problemu. Sztuką jest stworzyć ten sam silnik i sprawić, aby samochód jechał nie tylko prosto, ale również pokonywał sekwencje zakrętów z precyzją chirurga i w stylu Colina McRae ze zwykłym śmiertelnikiem za kierownicą. Jest to nie lada wyzwanie, bo praw fizyki zmienić się nie da i jeśli nie wyważymy odpowiednio samochodu to w rezultacie otrzymamy jeżdżącego tylko prosto klocka, a tego wszyscy chcieliby uniknąć.
     W klasie hot hatchy obserwujemy ciekawą rywalizację. Każdy następny producent chce być lepszy od poprzednika dokładając do swojego samochodu 10-15 koni, podnosząc tym samym poprzeczkę coraz wyżej. W ten sposób aktualnie zbliżyliśmy się do granicy 400 KM i cały świat czeka na tego odważnego, który w wielkim stylu wypuści seryjnie produkowanego hot hatcha o takiej mocy. Nie jest to łatwe z kilku względów. Po pierwsze przełożenie mocy na koła. Jedynym słusznym sposobem wydaje się napęd na cztery koła,bo jedna oś odpada całkowicie, choć nawet on może sobie nie radzić ze złapaniem trakcji. Ponad 400 koni przy nie za dużej masie może okazać zbyt trudne do przełożenia w skuteczną moc. Drugą sprawą jest łatwość prowadzenia, z której hot hatche słyną. To właśnie te samochody zostały stworzone dla osób, które chcą się poczuć jak Kajetan Kajetanowicz na Rajdzie Barbóka jadąc do pracy. Strzał z wydechu i możliwość pokonania szybkiego zakrętu bez większych umiejętności wyścigowych to jeden z głównych walorów zwinnych kompaktów. Kolejnym problemem jest kwestia silnika. Już teraz jednostki są tak wysilone, że ich żywotność to kwestia 100 tysięcy km, a każdy koń mechaniczny jest na wagę złota. Łatwo to sobie wyobrazić porównując silnik z planowanego Golfa R400 o 4-cylindrach i pojemności dwóch litrów oraz jednostce z Forda Mustanga, czyli pięciolitrowym V8. W tym pierwszym moc wynosi 420 KM, a w Fordzie 431 KM dla modelu z 2015 roku i 450 KM dla najnowszej generacji. Silnik Golfa nie jest nawet połową V8, a dysponuje taką samą mocą z czego wniosek nasuwa się sam - to nie może długo funkcjonować!
     Owszem, samochody są całkiem inne i pełnią troszeczkę inne funkcje, ale stosunek trwałości materiałów jest ten sam. Nieco lepiej prezentuje się sprawa testowanego przez koncern Volkswagena silnika 5-cylindrowego o pojemności 2.5 litra (o ile nie wprowadzono żadnego oprogramowania ;) ). Silnik ten był testowany na Nürburgringu wraz z Golfem, który ma nosić nazwę R420 (to ten sam co R400 tyle tylko, że funkcjonuje obecnie, a pierwsze pogłoski o R400 pochodzą z 2015 roku). Nie jest w ogóle pewne czy taki Golf ujrzy światło dzienne w masowej produkcji czy tylko testowany jest silnik, aby wykorzystać go w innym projekcie, ale na pewno może to być kluczowa jednostka koncernu Volkswagena na najbliższe kilka lat wśród samochodów usportowionych. Silnik tak na prawdę nie jest zupełnie nową konstrukcją, bo pochodzi z Audi RS3, ale w Golfie nie stosowano jeszcze takiego rozwiązania. Gdyby pojawiła się wersja R z takim motorem to poprawiłby się wizerunek firmy po Dieselgate, choć pamiętajmy, że w latach 2005-2008 dostępne było VR6 o mocy 250 koni.

Foto. Motor1

McLaren Senna GTR - Totalny brak kompromisu

by on 11/05/2018
     Senna GTR to idealny samochodów dla osób posiadających własne tory wyścigowe, bo wystarczy otworzyć piekarnię przy torze i wciąż samochód jest praktyczny jak Opel Astra.

     McLaren Senna to jeden z tych samochodów, które albo się kocha albo nienawidzi. Tutaj nie ma miejsca na kompromisy. Senna oferuje bowiem pewien poziom zarezerwowany dla elity branży motoryzacyjnej i nie chodzi tu o kwestie finansowe, tylko o wynik tysięcy godzin spędzonych na torach, przed stołami kreślarskimi czy w tunelach aerodynamicznych. Każdy z wielkich producentów dochodzi do pewnego momentu, gdy oferuje swoim klientom część siebie. Zazwyczaj, gdy widzimy nową firmę próbującą swoim sił w branży to nie sposób nie doszukać się znacznych inspiracji wielkimi koncernami. Dojrzali producenci oferują cechy na tyle charakterystyczne, że ciężko pomylić Ferrari z Lamborghini czy Pagani z Porsche. W przypadku Senny mamy do czynienia z połączeniem trzech czasów - przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Samochód podsumowuje historię marki i wyznacza jej kierunek w przyszłości oferując przy tym to co najlepsze teraz.
     Jednak czasami może okazać się, że Senna jest zbyt łagodna i nadaje się do jazdy po świeże bułki tak samo jak Opel Astra. Gdy dojdziesz do takiego wniosku, a po zakupie bułek i Senny wciąż pozostało Ci sporo wolnej gotówki to więcej, niż pewne, że należysz do elitarnego grona 75 nabywców McLarena Senny GTR. Ten trzyliterowy dopisek wart jest ponad 5 milionów złotych i zapewnia niekontrolowane oddawanie ostatniego posiłku, dzięki podwójnie doładowanemu silnikowi V8 o pojemności 4.0 litra oraz mocy sięgającej 830 KM i 800 Nm. To zaledwie 30 koni więcej niż w "zwykłej" Sennie, ale w tym przypadku ważniejsze jest co innego.
     Wygląd - podyktowany walorami aerodynamicznymi - stanowi najbardziej wyróżniający się element samochodu względem podstawowej wersji. Ciężko przejść obojętnie obok samochodu, który ma splitter porównywalny z łyżką kopary, po bokach zamiast progów zamontowano wielkie panele, a tylne skrzydło jest porównywalne rozmiarem z bramą garażową. A tak na poważnie to wszystko po to, aby samochód trzymał się drogi. Jest to nie lada wyzwanie, gdyż masa spadła poniżej 1 200 kg przy mocy ponad 800 koni. Za utrzymanie Senny GTR na drodze odpowiada szereg zmian wizualnych zwiększających docisk do aż 1 000 kg. Zmieniono między innymi wspomniane wcześniej progi i splitter, poszerzono nadwozie, dodano lotki na zderzaku i zainstalowano gigantyczne skrzydło. Projekt powstał dzięki doświadczeniu McLarena w wyścigach GT3, skąd auto czerpało zastosowane technologie garściami. Mimo wszystko pozostawiono w samochodzie standardową klimatyzację, która jest w standardzie. Ciekawe czy oferowany jest system nawadniania kierowcy?
     Senna GTR to nie tylko lepsza aerodynamika. To również zmodyfikowany układ hamulcowy, zawieszenie i opony typu slick. Cały szereg modyfikacji jakie przeszła Senna tak na prawdę kosztuje 100 000 funtów (1 milion funtów kosztuje podstawowa wersja). Owszem, jest to kwota, za którą kupimy Porsche 911 czy Nissana GTR, ale jeśli stać nas na Senne to czemu by nie? Oczywiście tej wersji nigdy nie ujrzymy na ulicy, gdyż jest dostosowana do jazdy tylko po torze, jednak w przypadku P1 GTR, było kilka egzemplarzy z homologacją. Może i w tym przypadku ktoś pokusi się o taki zabieg? Produkcja ruszy zaraz po zjechaniu z taśmy produkcyjnej ostatniej wersji bazowej Senny, czyli we wrześniu 2019 roku.
Foto. McLaren

Porsche 959 Paryż-Dakar za 6 milionów dolarów

by on 11/04/2018
     To Porsche 959 z rajdu Paryż-Dakar kosztowało nowego właściciela 24-krotność ówczesnej wartości podstawowego egzemplarza, jednak różnicę w cenie wynagradza fakt, że to jedna z nielicznych rajdówek niemieckiej firmy.

     Ludzie dzielą się na takich, którzy Porsche kochają, lubią i szanują. Jednak częstszy podział jest na ludzi, których stać na Porsche i takich, którzy mogą co najwyżej o nim pomarzyć. Większa część społeczeństwa zalicza się raczej do tej drugiej kategorii, lecz są na świecie i tacy fascynaci marki, którzy mogą wyłożyć grube miliony za jeden konkretny egzemplarz i to zazwyczaj taki, który fabrykę opuścił kilkadziesiąt lat temu.
     Porsche 959 to jeden z tych modeli, które zapisały się w historii Porsche szczególnie, gdyż wprowadził firmę w nowy etap. Samochód został stworzony specjalnie pod słynną Grupę B, a przy okazji Porsche testowało swój nowatorski napęd na wszystkie cztery koła. Do produkcji użyto najnowocześniejszej technologii jaką można było dysponować w latach 80. XX wieku, a silnik pochodził z wyczynowego modelu 956. 450 koni mechanicznych generowanych z klasycznego boksera zapewniało nie tylko przepiękny dźwięk powodujący gęsią skórkę, ale również przy masie 1450 kg zapewniało świetne osiągi i pozwoliło sięgnąć po historyczne tytuły w Grupie B oraz 24-godzinnym LeMans.
     Przyspieszenie do setki wynosiło 3,6 sekundy, a 200 km/h pojawiało się na liczniku po upływie 11 sekund. Tak świetną bazę postanowiono wykorzystać w rajdzie Paryż-Dakar, gdzie mimo początkowego fiasku udało się ostatecznie zająć najwyższe lokaty. Łącznie zbudowano 337 egzemplarzy, w tym kilka sztuk przeznaczonych na rajdy. Jeden egzemplarz Porsche 959 należy do Billa Gates'a, który musiał przetrzymywać przez 13 lat swój egzemplarz w porcie w San Francisco ze względu na brak testów zderzeniowych, wykonanych na terenie Stanów Zjednoczonych.
     W ten weekend właśnie jeden z egzemplarzy, który wziął udział w rajdzie Paryż-Dakar trafił na aukcję RM Sotheby’s, gdzie szacowano finalną kwotę na około 3-3,4 miliona dolarów. Nikt nie spodziewał się, że model będzie cieszył się takim zainteresowaniem wśród kupców. Egzemplarze przeznaczone na rajdy miały wzmocnione silniki o pojemności 3.2 litra i przeszły szereg modyfikacji zarówno wewnątrz jak i zewnątrz. Porsche 959, które trafiło do Sotheby ostatecznie zostało sprzedane za 5 945 000 dolarów, a to prawie dwukrotność szacowanej kwoty.

Aston Martin DBS 59 - Superleggera ku czci słynnego Le Mans

by on 11/03/2018
     DBS Superleggera w limitowanej edycji w celu uczczenia zwycięstwa w LeMans może być świetną propozycją dla osób, które chcą poczuć się jak kierowcy przekraczający linie mety tego historycznego wyścigu. 

     Udział w wyścigu Le Mans to wielkie wydarzenie, a co dopiero zajęcie dwóch pierwszych miejsc. Nawet dla firm takich jak Aston Martin jest to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii, dlatego postanowiono uczcić to wydarzenie tworząc specjalną wersję modelu DBS Superleggera. Historyczny wyścig odbył się w 1959 roku, a zwycięskie modele to DBR1, stąd też nazwa limitowanej edycji - DBS 59. Specjalnie dla uczczenia 24 godzin wyścigu zostaną wyprodukowane 24 egzemplarze w specjalnym malowaniu. 
     Pod maską pracuje soczyście brzmiący silnik V12 o pojemności 5.2 litra generujący ponad 700 koni mechanicznych i 900 Nm. Pierwsza setka to kwestia 3,4 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 340 km/h. Siedmiobiegowa skrzynia biegów przekazuje moc na tylną oś, gdzie za odpowiednie rozłożenie momentu obrotowego odpowiada stworzony specjalnie dla DBS sportowy mechanizm różnicowy. 
     DBS 59 prezentuje się bardziej elegancko niżeli sportowo ze względu na przeprowadzone modyfikacje wizualne i wykończenie poszczególnych elementów. Cały samochód pokryty jest kolorem Racing Green z celowym pominięciem elementów karbonowych, aby pokazać dbałość o szczegóły. Świetnie z tym kolorem współgrają 21-calowe felgi w kolorze brązowym i żółtymi zaciskami z napisem Aston Martin. Całość podkreśla złoty napis pod tylnym spojlerem. W środku przeważa czarna skóra z brązowym wykończeniem dopełniona zielonymi elementami. Dzięki dachowi panoramicznemu możemy odnieść wrażenie większej przestronności wnętrza. 
     Ze względu na bardzo limitowaną produkcję wszystkich chętnych zapraszam do jak najszybszego udania się do najbliższego dealera Astona. Nie ujawniono jeszcze ceny i bardzo możliwe, że nie zostanie ujawniona publicznie nigdy, ale na pewno wyniesie sporo więcej niż zwykły DBS Superleggera, czyli 1 200 000 zł za wersję podstawową. Jeśli jednak znajdziecie fundusze na taką zabawkę to Aston Martin dorzuci Wam replikę stroju, kasku i rękawic, jakie mieli na sobie kierowcy zwycięskiego samochodu z 1959 roku. Pierwsi nabywcy będą mogli poczuć namiastkę historii już w 2019 roku.

Foto. Aston Martin

Nowy król Nürburgringu - Porsche 911 GT2 RS MR

by on 11/02/2018

     Manthey Racing i Porsche stworzyli potwora do bicia rekordów na zielonym piekle. Najgorsze jest to, że jeśli ktoś zdetronizuje Porsche to stworzą jeszcze większą bestię. 

     Porsche po raz kolejny udowadnia, że zna się na budowaniu super samochodów i powoli staje się nudne, patrzenie na sytuację bicia rekordów samochodów drogowych na Nürburgringu. Powinien zostać wprowadzony podział na samochody marki Porsche i pozostałe. Niezależnie od tego jaki czas wykręcą samochody konkurencji to przyjdzie Porsche i zdetronizuje rywali w wielkim stylu. To tak jakby do piaskownicy przyszło dziecko z prawdziwą koparką, w momencie, gdy inne dzieci używają plastikowych zabawek.


      Czas Lamborghini Aventador SVJ ustanowiony w lipcu tego roku wynosi -
6:44.97. Jest to dosyć imponujący wynik, bo okazało się, że Aventador może być szybszy od Porsche 918 czy Huracana Performante. O około dwie sekundy lepiej pojechał McLaren P1 LM, tyle tylko, że jego silnik ma ponad 1000 KM! Jak na tym tle wypada Porsche 911 GT2 RS MR? Lepiej i to znacznie, bo rezultat 6 minut i 40 sekund daje do zrozumienia, że w biciu rekordu na torze, a w szczególności na Nürburgringu, kluczem nie jest moc. Najważniejszym czynnikiem do osiągania takich wyników na ponad 20 kilometrowej trasie usłanej zakrętami i o tak zmiennym profilu jest aerodynamika. To dzięki niej Porsche jest w stanie odpowiedzieć na każdy atak przeciwnika i wręcz obezwładnić go jednym ciosem.


     Porsche 911 GT2 RS MR zostało zmodyfikowane przez firmę Manthey Racing specjalnie pod specyfikę Nürburgringu (swoją drogą nazewnictwo Porsche to mistrzostwo samo w sobie). Całość powstała na bazie wniosków wyciągniętych z wyścigowych wersji 911 RSR oraz 911 GT3 R i powstała przy współpracy firmy z Esso w celu optymalizacji osiągów na etapie dostarczanego paliwa.


     Względem "seryjnego" 911 GT2 RS Manthey Racing zmieniło koła, dodało większe skrzydło tylne, zmodyfikowało zawieszenie oraz odpowiednio skonfigurowało aerodynamikę. Za napęd odpowiada 6-cylindrowy silnik o pojemności 3.8 litra z dwoma turbosprężarkami zintegrowany z 7-biegową skrzynią biegów. Jego moc to 690 koni mechanicznych i 750 Nm.


     Taki zestaw po tuningu można zakupić u tunera, a jedyną różnicą względem samochodu bijącego rekord są fotele kubełkowe o specyfice torowej wynikającej z bezpieczeństwa kierowcy. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Lars Kern wykonał tylko jedno okrążenie tym samochodem, aby pobić rekord. Samochód tak świetnie się prowadził, że nie trzeba było powtarzać okrążenia mimo jesiennych warunków i zbliżającego się mroku. Jeśli ktoś chciałby poczuć się jak Lars i przerobić swoje GT2 RS to zamówienia na pakiet aerodynamiczny i całą konfigurację można już składać. Pierwsze egzemplarze trafią do klientów w marcu 2019 roku.


Foto. Manthey Racing 

Film z przejazdu Porsche 911 GT2 RS MR 

Nadchodzi najsłabszy Mercedes AMG GT Coupe oraz Cabrio

by on 11/01/2018

     AMG GT to teraz gama modelowa spełniająca najróżniejsze zapotrzebowania rynku. Dysponuje tym co najważniejsze, aby podbić rynek. Nie ważne czy chcesz czterodrzwiowe Coupe czy kabrioleta na tor - AMG GT zapewnia wszystko.

     Mercedes traktuje odmianę GT podobnie jak Porsche swoje 911, a nawet trochę bardziej rozszerza wachlarz możliwości jednego modelu. Model 911 występuje obecnie w aż 24 wariantach, jeśli policzymy wszystkie rodzaje nadwozia i odmiany silnikowe. GT od Mercedesa oferuje obecnie 10 wariantów (4x Coupe, 2x Cabrio, 4x 4-Door) przy czym za niedługo zadebiutują kolejne 3 (GT R Clubsport, GT R Roadster i Black Series) oraz przyłapane ostatnio na testach "Cheap Benz".


     Dlaczego "Cheap Benz" i o czym w ogóle mowa? Chodzi mianowicie o podstawową wersję popularnego Mercedesa GT Coupe, które występuje również jako GT S czy GT R, jednak tym razem do napędzania samochodu użyto nie silnika V8-Biturbo, ale silnik V6 znany między innymi z modelu GT 53 4-Door Coupe. Jest to jednostka trzylitrowa turbodoładowana współpracująca z silnikiem elektrycznym. Łącznie zapewnia około 430 KM i 520 Nm, jednak takie dane występują w przypadku modeli oznaczonych numerem 53 z tym silnikiem, a Mercedes może poddać jednostkę modyfikacją na potrzeby nowego modelu.


     Warto dodać, że obecnie standardowa wersja AMG GT ma 460 koni, a wraz ze zbliżającym się faceliftingiem Mercedes chce ją wzmocnić do 500 KM. Wprowadzenie słabszego modelu tak naprawdę pozwoliłoby zastąpić najsłabszą obecnie jednostkę V8 i zachować obecny rozkład mocy w gamie. Przy okazji daje możliwość przyciągnięcia nowych klientów i wpływa na zmniejszenie średniej emisji spalin generowanej przez modele GT dzięki silnikowi elektrycznemu.


     Jeśli plotki okażą się prawdą to firma z Affalterbach zaoferuje swoim klientom najsłabszą wersję popularnego Coupe na targach w Genewie w marcu 2019 lub pod koniec tego samego roku w Los Angeles. Będzie to ciekawa propozycja o ile tylko Mercedes nie przesadzi z ceną za osłabioną wersję, podobnie jak to zrobił w przypadku A35 AMG, które zastępuje wzmocnione A45 AMG. W 2020 roku ma zadebiutować odmiana Black Series dysponująca mocą 600 koni oraz specjalnym pakietem stylistycznym zapewniającym zmniejszenie masy i poprawę osiągów. Jego cena ma oscylować w okolicy 900 000 zł i ma być odpowiedzią na topowe odmiany Porsche 911.

Foto. Motor1 oraz Mercedes

RoyalCars of Poland - TOP 10 - Październik 2018

by on 10/31/2018

     Październik to ewidentne przedłużenie sezonu, gdyż na drogach same "grube ryby". Rolls-Royce Wraith czy combo w wykonaniu McLaren'a 720S i 675LT to jedne z lepszych strzałów tego miesiąca. Jednak niezależnie od tego co by się działo na tronie pozostawał Król TVN-u, czyli Kuba Wojewódzki ze swoim Bentley'em. Cóż, może to znak, że trzeba zorganizować jakąś sesję?

     Oprócz tego swój debiut w kraju zaliczyło BMW M5 w wersji Competition. Jak wypada ten samochód? Na pierwszy rzut oka wydaje się być całkiem w porządku podobnie jak zwykła odmiana, choć tej brakowało trochę temperamentu. Być może więcej na temat odmiany Competition powie za niedługo RoyalCars.

1. Bentley Continental GT, fot. RoyalCars of Poland


2. Audi RS 4 Avant B9, fot. RoyalCars of Poland



3. BMW M3 F80, fot. RoyalCars of Poland





4. Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio, fot. RoyalCars of Poland




5. BMW M5 F90 Competition, fot. @watchthiscar (Facebook)




6. Rolls-Royce Wraith Series II, fot. @wowson_cars




7. BMW M2 F87 , fot. @chronowsky


8. McLaren 720S, fot. RoyalCars of Poland




9. McLaren 720S & McLaren 675LT, fot. @maciek_dzieciol




10. BMW M4 Competition F82 "Wampir", fot. @mkspots



Zestawienie powstało dzięki uprzejmości RoyalCars of Poland oraz autorów zdjęć.

RoyalCars of Poland - Facebook

RoyalCars of Poland - Instagram

Poprzednie zestawienia:


Obserwatorzy