Ford Mustang Shelby GT500: Nadchodzi prawdziwy mocarz!

by on 1/15/2019
     Gdy GT350 pojawiło się na rynku wszyscy myśleli, że GT500 będzie jedynie małym ulepszeniem. Okazało się, że Ford potraktował sprawę poważniej niż konkurencja i stworzył najmocniejszego Mustanga w produkcji seryjnej.
     Mustang to obecnie najlepiej sprzedający się Muscle Car (tak, tak Mustang to Pony Car) w Ameryce, gdzie wyprzedza Chevroleta Camaro i Dodga Challengera. W Europie sytuacja ma się podobnie, bo jest to najtańsza nowa V-ósemka na rynku, która do tego wygląda niesamowicie. Można narzekać, że w środku króluje plastik, a 10-biegowy automat to błąd w takim samochodzie, ale Mustanga nie da się nie kochać, jeśli już raz się w nim usiadło. 450 koni przekazywane na tylną oś powoduje, że niedoświadczony kierowca, którego może ponieść fantazja, łatwo straci panowanie nad autem i skończy w rowie. Co jeśli do gry wkracza Shelby i postanawia lekko zmodyfikować "kucyka"? W ten oto sposób powstaje najmocniejszy w historii i w pełni legalny Ford Mustang Shelby GT500.
     Zaprezentowany w Detroit trochę zginął w blasku Toyoty Supry, choć tak naprawdę wywołuje znacznie większe emocje mimo, że reaktywowana legenda też zasługuje na swoje pięć minut. Shelby GT500 to oczekiwana od dawna odmiana Mustanga, której przedsmakiem był GT350 lekko zmodyfikowany i zostawiający konkurencji pole do popisu. Teraz jednak zabrano się porządnie do roboty i wyszło genialnie! Sercem GT500 jest rozwiercony do pojemności 5.2 litra silnik V8 wspomagany sprężarką, której pojemność to 2.65 litra, co w rezultacie daje móc wynoszącą 700 koni mechanicznych! Napędzana jest tylko tylna oś, a do przekazania mocy służy 7-biegowa przekładnia o dwóch sprzęgłach,  która jest w stanie zmieniać biegi w czasie poniżej 100 milisekund (można zmierzyć stoperem albo zaufać na słowo). Podobnie zaufać trzeba Fordowi z podawanymi wynikami przyspieszenia. Na razie brak oficjalnych danych, ale producent podaje, że pierwsza setka pojawia się po około 3 sekundach, a czas na 1/4 mili to tylko 11 sekund. Jeśli te dane okażą się prawdziwe to mamy do czynienia z prawdziwym pogromcą super samochodów.
     Jeśli ktoś uważał Mustanga GT za agresywny wizualnie samochód to przy GT500 nie ma w zasadzie o czym dyskutować. Auto przeszło totalną modyfikację wyglądu, które swoje uzasadnienie mają w aerodynamice i chłodzeniu co potwierdzają słowa Melvina Betancourta, kierownika projektu Forda - "Dzięki podwójnemu otwarciu kratki przedniej i 50 procentowemu przepływowi powietrza chłodzącego w porównaniu do Shelby GT350, wraz z najbardziej zaawansowanymi komponentami aerodynamicznymi i siłą dociskową, jakie kiedykolwiek oferowaliśmy, każdy milimetr konstrukcji Fastback Shelby GT500 ma na celu poprawę osiągów". Najbardziej charakterystyczną zmianą jest ogromny, rozciągnięty mi dołowi grill otoczony standardowymi światami, wokół których znajduje się specjalna obudowa ograniczająca potężne wloty powietrza w miejscu halogenów. Linia dachu nie zmieniła się podobnie jak tył, gdzie zastosowano drobną kosmetykę w postaci nowego dyfuzora, czterej końcówek wydechu i potężnego skrzydła dbającego o odpowiedni docisk samochodu.
     W środku znajdziemy 12-calowy, kolorowy zestaw wskaźników LCD w miejscu zegarów, 12-głośnikowy system audio B & O ® Play premium, 8-calowy ekran dotykowy SYNC ® 3 z SiriusXM i FordPass Connect, które zapewniają doskonałą łączność ze smartfonem i szeroki wybór multimediów. Ponadto wokół goszczą materiały takie jak zamsz na drzwiach czy spora ilość włókna węglowego oraz wysokiej jakości skóra poprawiająca komfort. Względem podstawowej wersji nie zaszło tutaj wiele zmian, a jedynie kosmetyczne poprawki i dodano charakterystyczne dla Shelby logo.
     Samochód czerpie garściami doświadczenie zdobyte przez modele GT4, startujące w seriach wyścigowych na całym świecie. W celu redukcji masy pozbył się między innymi tylnych siedzeń, zastosowano felgi ze stopów magnezu, a tylne skrzydło i splitter zostały wykonane z włókna węglowego. Ponadto spoiler jest regulowany i można dostosowywać jego prace do charakterystyki auta w danym momencie. Oprócz tego poprawiono zawieszenie w celu zapewnienia większej stabilności i kontroli nad pojazdem, a za odpowiednie hamowanie odpowiada wyczynowy układ hamulcowy od Brembo. Standardowo z fabryki auto wychodzi na oponach Michelin Pilot Sport 4S.
     W oficjalnej sprzedaży Mustang Shelby GT500 będzie jeszcze jesienią tego roku, choć już teraz można składać zamówienia. Patrząc na specyfikację i takie smaczki jak poprawiony o 50% układ chłodzenia to można sądzić, że kolejka u dealerów będzie ogromna i być może nawet kilka egzemplarzy trafi do Polski. Osobiście bardzo się cieszę z tej wersji Mustanga, bo chyba najbardziej na nią czekałem i nie mogę się doczekać testów i porównań z konkurencyjnymi modelami. Niezależnie od ceny samochód jest po prostu świetny i Shelby wraz z działem Ford Performance włożyło bardzo dużo pracy, aby osiągnąć taki efekt. Wielkie gratulacje za finalne dzieło, bo tylko tak można nazwać nowego Shelby GT500!

Foto. materiały prasowe Ford

Toyota GR Supra - Powraca legenda we współpracy z Niemcami

by on 1/15/2019
     Stworzona została na wzór swoich poprzedników, lecz wykorzystując nowoczesną technologię i doświadczenie zdobyte w wyścigach. Czy połączenie niemieckiej i japońskiej motoryzacji może się udać?

     Toyota swoje lata świetlności w segmencie samochodów sportowych ma dawno za sobą i choć oddział GAZOO Racing cieszy się sporymi osiągnięciami w motorsporcie to dotychczas nie udało się tego przełożyć na konstrukcje cywilne. Być może wynika to z faktu, iż japońska firma skupia się na technologii hybrydowej w codziennym użytkowaniu samochodów. Według Toyoty, w przeciwieństwie do Tesli, przyszłość należy do hybryd, a nie elektryków. Jednak należy pamiętać o historii Toyoty i jej dawnych konstrukcjach, które obecnie traktowane są jak legendy, a najsłynniejsza z nich jest Supra MK4, czyli gwiazda Szybkich i Wściekłych.
     Po długich oczekiwaniach, setkach zdjęć z ukrycia i niezliczonych domysłach Toyota w Detroit na salonie samochodowym pokazała piątą generację swojego kultowego samochodu. Bodźcem do reaktywacji Supry była współpraca z Niemcami i w ten oto sposób powstał bliźniaczy model Z4 spod znaku BMW. Wspólnych działań w zakresie projektowania samochodów nie idzie ukryć i widać niemiecką rękę w japońskiej konstrukcji. Być może to dobrze, że Toyota sięgnęła po doświadczonego w tym segmencie partnera i nie rzuciła się na głęboką wodę, marnując tym samym całą otoczkę zbudowaną wokół poprzedniej generacji. Jeśli cały projekt się powiedzie i będzie to widoczne w wynikach sprzedaży to istnieje całkiem duża szansa na kolejne, bardziej odważne konstrukcje Japończyków.
     Najważniejszym elementem samochodu jest silnik, który w tym przypadku ma za zadanie zastąpić słynne 2JZ. Do napędzana nowej Supry użyto 3-litrowej jednostki R6, która dzięki uturbieniu generuje 340 koni i aż 500 Nm. W tym momencie wiele osób może złapać się za głowę, bo Supra występuje tylko z 8-biegowym automatem. Nie jest to informacja wywołująca entuzjazm w pierwszej chwili, ale na pocieszenie mogę powiedzieć, że skrzynia będzie pracować perfekcyjnie, bo jest to solidna niemiecka konstrukcja, która nie zawiedzie podczas sportowej jazdy. Na plus zdecydowanie jest zastosowanie napędu na tylne koła, choć początkowo mówiło się o wersji z napędem na cztery koła oraz trybem drift do zabawy. O przemyślanym projektowaniu i dbałości o właściwości jezdne świadczy fakt, że Toyota testowała do granic możliwości samochód na Nürburgringu i słynnej Nordschleife. Producent zapewnia, że kluczową rolę odegrał dział sportowy firmy, czyli GAZOO Racing, który dołożył wszelkich starań, aby pokazać swoje możliwości.
     Toyota chwali się, że ich nowy samochód czerpie design z czwartej generacji i jest jego ulepszoną formą. Długa maska przechodzi w spokojnie opadający dach ku wyraźnie zarysowanemu tyłowi. W linii bocznej brak agresywnych kształtów i wszystko zdaje się być zaprojektowane z idealnym, wręcz mistrzowskim wyliczeniem proporcji. Wariacje stylizacyjne możemy spotkać już z przodu, gdzie zderzak podzielony jest na trzy ogromne wloty powietrza oraz charakterystyczne światła, które składają się z LEDowych pasów oraz świateł do jazdy dziennej. Ten sam kształt bumerangu, który występuje z przodu przy światłach występuje również z tylu, gdzie stanowi wyraźny punkt odniesienia, który zamyka ramy samochodu. Sporych rozmiarów dyfuzor z dwoma rurami wydechowymi przedziela światło przeciwmgielne, które nawiązuje do motorsportu będącego znakiem rozpoznawczym GAZOO Racing. Zintegrowana z kalpą bagażnika lotka stanowi idealne przedłużenie linii samochodu i jest wisienką na torcie świetnie skrojonego samochodu.
     W środku najprawdopodobniej Japończycy nie maczali palców, bo jest zaprojektowane w idealnym niemieckim porządku. Ekran o przekątnej 8,8 cala jest kopią 1:1 tego znanego z modeli BMW, a nawet użyte oprogramowanie jest ewidentnie inspirowane systemem bawarskiego producenta. Cały kokpit jest skierowany na kierowcę, który może cieszyć się z prowadzenia samochodu, a wszystko odbywa się z pomocą małej kierownicy. Zrezygnowano z klasycznych zegarów na rzecz ekranu wyświetlającego najpotrzebniejsze informacje ze sporą możliwością konfiguracji. We wnętrzu możemy znaleźć sporą ilość Alcantary, ale istnieje możliwość zastąpienia jej wysokiej jakości skóra. Za doznania akustyczne odpowiada system głośników JBL Premium, a wśród dodatkowych gadżetów znajdziemy bezprzewodową ładowarkę smartfonów czy wyświetlacz typu Head-Up. Ponadto Toyota GR Supra wystąpi w specjalnej edycji A90, która trafi do pierwszych 90 klientów w Europie, którzy zamówili unikatowe egzemplarze powstałe na część konceptu z Goodwood. Samochód w tej wersji wyróżnia się specjalnym szarym lakierem, czarnymi felgami oraz kokpitem obszytym czerwoną nicią.
     Po tylu latach Toyota odważyła się reaktywować legendę. O tym czy to dobra decyzja nie należy już rozprawiać, bo jest za późno, ale można oceniać powstały samochód, który ma być godnym następcą kultowej MK4. Dzięki współpracy z BMW udało się stworzyć auto nadające się do sportowej jazdy i choć sam design jest kwestią gustu, podobnie jak zastosowanie 8-biegowego automatu to jednak jest to pierwszy samochód stworzony wspólnie z GAZOO Racing oraz pierwszy krok do zbudowania sportowej gamy Toyoty. Pierwsze egzemplarze zobaczymy już latem tego roku, a cena wynosi około 300 000 złotych.

 Foto. materiały prasowe Toyota

Samochody z "Szybkich i Wściekłych" trafiły pod młotek!

by on 1/14/2019
     Jeśli oglądając "Szybkich i Wściekłych" ciekła Ci ślinka na widok stuningowanych tam samochodów i od zawsze twoim marzeniem było mieć jeden z nich to teraz jest świetna okazja, aby stać się właścicielem takiego oto pojazdu. Mało tego, samochody, które można wylicytować brały udział w Fast & Furious Live i przejechały prawie całą Europę podczas swojego tournee. Dlaczego zatem są licytowane?
     W zeszłym roku w Europie odbyło się Fast & Furious Live Tour, które odwiedziło największe hale widowiskowe na Starym Kontynencie i dało pokaz swoich umiejętności. W tym roku miało rozszerzyć swoją trasę i zwiedzić cały świat, jednak z powodu kłopotów finansowych zdecydowano o wyprzedaniu kilku samochodów, aby ratować sytuację. W ten oto sposób na aukcję trafiły samochody znane między innymi z Tokyo Drift czy szóstej części najpopularniejszego filmu z udziałem samochodów. 
     Na liście aukcyjnej znalazły się same perełki, a wśród nich na przykład tak zwany "ramp car" z silnikiem z Chevroleta LS stworzony specjalnie na potrzeby tworzenia filmów o Szybkich i Wściekłych. Cena wywoławcza za takie oto cudo to tylko 10 000 funtów, co po dzisiejszym kursie daje około 48 tysięcy złotych. To nie wiele jak za auto o tak bogatej karierze filmowej. Dalej możemy znaleźć oryginalnego Nissana 350Z z części Tokyo Drift, którego cena wywoławcza to 20 000 funtów. Za podobną kwotę możemy kupić replikę Lamborghini Murcielago z silnikiem V6 od Jaguara, które pochodzi z 8 częsci filmu i przeszło cały szereg modyfikacji wizualnych oraz mechanicznych. Ciekawą propozycją godną zainteresowania jest Dodge Charger R/T z 1970 roku zrobiony specjalnie na zamówienie Dennis'a McCarthy'iego, czyli jednej z najważniejszych osób biorących udział w produkcji filmów. Samochód ma pięciolitrowy silnik V8 połączony z trzybiegową skrzynią automatyczną oraz napędem na kołach, a do tego mówi się jakoby auto było dopuszczone do ruchu w przeciwieństwie do pozostałych eksponatów. 
     Bezapelacyjnie królową aukcji jest replika w skali 1 do 1 Toyoty Supry należącej do Paula Walkera, największej gwiazdy Szybkich i Wściekłych. Jej cena wywoławcza to 17 400 funtów, a koszt zbudowania tego egzemplarzu przekroczył ponad 120 000 funtów! Pod maską siedzi klasyczny już silnik 2JZ, który po "małych" modyfikacjach dysponuje mocą 650 koni i systemem turbodoładowania, czyli tak zwanym Nitro. Z powodu rozległych i radykalnych modyfikacji zarówno wizualnych jak i technicznych samochód nie jest dopuszczony do ruchu, więc szczęśliwy nabywca będzie musiał cieszyć się nim na zamkniętych torach oraz niepublicznych drogach. Wśród aukcyjnych produktów wyróżnia się jeszcze jeden samochód i jest nim Nissan GTR 2 DOOR RHD COUPE. Za samochód trzeba zapłacić raptem 7 700 funtów, a jest to oryginalny GTR z silnikiem V6 oraz body kitem Bensopera. Nissan prezentuje się całkiem przyzwoicie i chyba jest to najtańszy GTR na rynku, a jeśli dodamy do tego karierę filmową to ciężko przebić tę ofertę.
     Oprócz samochodów na aukcje trafiła całkiem spora ilość sprzętu użytego do Fast & Furious Live, także jeśli ktoś potrzebuje trochę skrzynek, szafek, kompresorów czy innych pojazdów specjalnych jak np. pojazdy militarne, ciągniki lub skutery to koniecznie musi zajrzeć na tę stronę i wziąć udział w licytacji. Ceny zaczynają się od 50 funtów także pod koniec dnia może się okazać, że kupiliśmy dosyć sporo i stworzymy właśnie Show. Osobiście uważam, że jest to świetna okazja dla osób uwielbiających Szybkich i Wściekłych, żeby móc doposażyć swoją kolekcję gadżetów o kilka oryginalnych dodatków, które pozwolą nam się wyróżnić na tle innych fanów. Aukcja kończy się 31 stycznia, więc pozostały trochę ponad dwa tygodnie na przemyślenie zakupów. 

Foto. Fast & Furious Live

Link do aukcji 

Dlaczego warto zmieniać opony i kupować je w autoryzowanych punktach?

by on 1/12/2019
     Wybierając opony do samochodu warto kierować się nie tylko ceną, ale i jakością. Najlepsze właściwości zapewnią nam opony letnie i zimowe stosowane w odpowiednich dla siebie warunkach.

     Temat opon i rozmowy czy warto wymieniać ogumienie w zależności od pory roku oraz czym się kierować przy ich doborze powraca jak bumerang, szczególnie w momencie pierwszych opadów śniegu, kiedy okazuje się, że spora grupa kierowców jeździ cały rok na oponach letnich. Według badań przeprowadzonych przez różne instytuty badawcze (m.in. TNS Polska, OBOAK) wynika, że obecnie opony letnie na zimowe zmienia około 95% Polaków, a współczynnik ten rośnie z roku na rok, bo jeszcze kilka lat temu wahał się w okolicy 80%. Mimo wszystko bardzo często kierujemy się aspektem cenowym podczas zakupu opon, a nie ich jakością potwierdzoną badaniami i testami. Czy miejsce, gdzie kupujemy opony i ich pochodzenie pozostaje bez znaczenia w kontekście bezpieczeństwa naszego i innych uczestników ruchu drogowego?
     Odpowiednio dobrane ogumienie do naszego samochodu to jedna z najważniejszych kwestii i decyzji, jakie możemy podjąć. Tak naprawdę jest to jedyny element styku pojazdu z podłożem i nawet mając do dyspozycji całą listę systemów bezpieczeństwa nie będziemy w stanie zareagować w momencie zagrożenia, jeśli ogumienie będzie słabej jakości lub mocno zużyte. Mogłoby się wydawać oczywistym, że każdy chce, aby samochód, którym jeździ był bezpieczny i nie stanowił zagrożenia na drodze. Jednak jak się okazuje i pokazują to badania, aż 16% Polaków kupuje opony używane na szrotach. Taki zakup stanowi realne niebezpieczeństwo, ponieważ nie wiemy jak eksploatowana była opona, jaki ma przebieg i co tak naprawdę przeszła. Niejednokrotnie na szrotach możemy znaleźć opony wyeksploatowane do granic możliwości, a ich ponowne założenie i przywrócenie do użytku na drogach jest zachowaniem skrajnie nieodpowiedzialnym.
     Obecnie zakupu opon możemy dokonać praktycznie wszędzie. Zaczynając od wspomnianego wcześniej szrotu po autoryzowane stacje obsługi (ASO) przez supermarkety i internetowe aukcje. Tak duża ilość miejsc pozwala porównać ceny i wybrać tą najkorzystniejszą dla nas ofertę, jednak nie zawsze najtańsze oznacza najlepsze. Udając się do autoryzowanego punktu (wulkanizator, serwis samochodowy, salon) mamy pewność pochodzenia konkretnego ogumienia i dostajemy gwarancję zazwyczaj na 2 lub 3 lata. W przypadku zakupów na szrotach możemy zapomnieć o czymkolwiek związanym z gwarancją, a odpowiedzialność sprzedającego kończy się wraz z zapłaceniem za towar. Jeśli chodzi o sprzedaż internetową to pojawia się pewien problem. Owszem, obowiązują te same zasady co w przypadku zakupu w sprawdzonym punkcie, jeśli dokonujemy transakcji w pewnym miejscu, jednak przy tak dużej ilości opon na rynku nie jesteśmy w stanie podjąć odpowiedniej decyzji sami, jeśli nie posiadamy wystarczającej wiedzy. W punktach stacjonarnych możemy liczyć na pomoc wykwalifikowanych pracowników, którzy nie tylko nam doradzą i pomogą wybrać opony dla naszego samochodu, ale również je zamontują i mogą świadczyć usługi przechowywania ogumienia. Jednym z takich punktów jest serwis Peugeot Katowice, który ma w swojej ofercie opony wielu cenionych producentów i umożliwia szybką oraz sprawną wymianę opon w konkurencyjnych cenach. Poruszając temat pieniędzy warto wspomnieć o zależności pomiędzy kwotą, jaką należy zapłacić za opony a ich skutecznością i sprawnością.
     Jednak wciąż pozostaje nierozwiązana kwestia wymiany opon letnich na zimowe oraz kupno ogumienia całorocznego. Przyjmowaną powszechnie granicą, kiedy opony zmieniają swoje właściwości jest temperatura 7°C. To właśnie poniżej tej wartości swoje idealne warunki pracy odnajdują opony zimowe i zyskują zdecydowaną przewagę nad letnimi. Przy wartościach niższych od podanej granicy opony letnie twardnieją i stają się śliskie. Dotyczy to szczególnie opon pochodzenia nieznanego, najczęściej chińskiego. W takim przypadku możemy porównać je do plastiku, który staje się niesamowicie twardy i tym samym nie zapewnia żadnej przyczepności. Jazda przy temperaturze poniżej 0°C to ogromne ryzyko i zwiększone prawdopodobieństwo stłuczek, wypadków i niekontrolowanych zdarzeń. Podobnie ma się sprawa z oponami zimowymi powyżej 7°C. Tutaj z kolei opony zdecydowanie bardziej się przegrzewają co prowadzi do ich nadmiernego zażywania i nawet w deszczu nie zapewniają lepszych właściwości niż opony letnie. W przeprowadzonych testach możemy zaobserwować zdecydowaną różnicę w drodze hamowania, która wynosi nawet do kilku metrów. Dlatego też warto stosować odpowiednie ogumienie do konkretnej pory roku. A co z oponami całorocznymi? Nie da się stworzyć produktu uniwersalnego. Rozwiązanie w postaci opon całorocznych sprawdza się tylko w przypadku pokonywania niewielkich dystansów po drogach o dobrej kondycji zimą (np. miasto). Jednak należy pamiętać, że w naprawdę ekstremalnych warunkach taka opona nie zapewni takiej samej efektywności jak ta dedykowana na daną porę roku.

Foto: Michelin, Pixabay

Koniec afery spalinowej dla FCA: 800 milionów kary

by on 1/11/2019
     Tysiące samochodów ze sfałszowanymi oprogramowaniami, miliony odszkodowań i ogromny cios PR-owy. Tak właśnie kończy się afera spalinowa dla koncernu FCA.

     Jeśli ktoś myślał, że afera spalinowa już dawno ucichła i wszystko wróciło do normy, a koncerny po cichu uniknęły kary to bardzo się mylił. Fiat Chrysler Automobiles (FCA) ogłosił właśnie, że zakończyły się procesy sądowe związane z fałszowaniem oprogramowań emisji spalin w samochodach z silnikiem Diesla. Wykryta w 2015 roku afera spalinowa dotknęła praktycznie wszystkie koncerny samochodowe na świecie i przyniosła im miliardowe straty. Choć wszystko zaczęło się od Volkswagena i to on najbardziej ucierpiał to FCA również nie pozostało bez winy, ale dzisiaj możemy powiedzieć, że doigrali się swojego.
     W przypadku włosko-amerykańskiego koncerny sprawa oszustwa dotyczyła konkretnie silnika V6 o pojemności 3 litrów. Ta jednostka na olej napędowy montowana była w Jeepach Grand Cherokee oraz Dodgach Ram 1500 w latach 2014-2016. Łącznie umieszczono ją w 100 000 egzemplarzy co jest i tak małym wynikiem w porównaniu z milionami samochodów o sfałszowanych oprogramowaniach u naszych zachodnich sąsiadów. Jaka więc kara spotka koncern za takie oszustwa?
     Łącznie FCA musi zapłacić 800 000 000 dolarów, co daje w przeliczeniu na naszą walutę około 2 992 000 000 złotych. Warto zaznaczyć, że połowa tej kwoty to kary cywilne płatne między innymi:
  • 305 milionów dolarów na rzecz Agencji Ochrony Środowiska USA (EPA), Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych (DOJ) i Rady ds. Zasobów Powietrza w Kalifornii (CARB) w zakresie roszczeń środowiskowych;
  • 13,5 miliona USD dla prokuratora generalnego stanu Kalifornia za koszty roszczeń konsumentów i koszty łagodzenia;
  • 72,5 mln USD dla różnych innych pełnomocników stanowych z ogólnymi roszczeniami środowiskowymi i konsumenckimi;
  • 6 milionów dolarów na ochronę celną i granicę
     Każdy właściciel samochodu objętego aferą spalinową może liczyć na zadośćuczynienie w wysokości 2 800 $ oraz jego samochodu będzie miał zaktualizowane oprogramowanie, co wpłynie na emisję spalin, ale nie zmieni spalania i właściwości jezdnych. Ponadto wszystkie samochody, których dotyczy ten problem zostaną objęte dodatkową, wydłużoną gwarancją na koszt producenta.
     Pomimo wyroku sądu koncern utrzymuje swoje stanowisko, nie angażuje się w żaden przemyślany plan instalacji urządzeń obniżających emisję spalin w testach. "Zdajemy sobie sprawę, że stworzyło to niepewność dla naszych klientów i jesteśmy przekonani, że ta rezolucja zachowa dla nas zaufanie" - powiedział Mark Chernoby, szef firmy w zakresie bezpieczeństwa i zgodności z przepisami w Ameryce Północnej. - "Wprowadziliśmy rygorystyczne nowe procedury walidacji i zaktualizowaliśmy nasze programy szkoleniowe, aby zapewnić ciągłą zgodność z coraz bardziej złożonym środowiskiem regulacyjnym" - powiedział Chernoby. "Takie działania są zgodne z naszą misją dostarczania zaawansowanych technologii, które zapewniają wartość naszym klientom i podnoszą wydajność ekologiczną naszych produktów."
     Miejmy nadzieję, że tak duże kary nałożone na koncerny skutecznie odsuną je od myśli na temat fałszowania testów. Od zawsze było wiadomo, że stosowane są różne techniki, aby uzyskać jak najlepszy wynik. Szkoda tylko, że producenci nie chcą się przyznać do winy skoro już zostało udowodnione, że oszukiwali i muszą zapłacić ogromne kary. Przydałoby się przyznać do już popełnionego błędu i wyjść z tego z twarzą, a nie dalej oszukiwać ludzi i brnąć w to. Co jeśli elektryki tak na prawdę emitują CO2 do atmosfery, a badania są sfałszowane i samochody elektryczne nie są przyjazne dla środowiska?

Foto. materiały prasowe FCA

Lamborghini Huracan EVO: Najbardziej zaawansowane Lambo

by on 1/08/2019
     Huracan EVO to udoskonalenie ideału, który czerpie z najmocniejszej dotychczasowej wersji modelu. Jeśli kochałeś Huracana to tego pokochasz jeszcze bardziej. 

    "Baby Lambo", czyli Lamborghini Huracan zaczyna powoli wyrastać na bliższego konkurenta starszego brata Aventadora. Inżynierowie z Sant'Agata Bolognese przygotowali wersję EVO Huracana odświeżając tym samym model i wprowadzając wiele technologii opartych na doświadczeniach wyciągniętych z najmocniejszego dotychczas seryjnie produkowanego modelu Performante, który zachwycał nie tylko ostrym i agresywnym wyglądem, ale również osiągami na poziomie najlepszych super samochodów.
     Przy tworzeniu Huracana EVO projektantom przyświecała jedna, prosta idea: "Stworzyć super samochód, który będzie miał najwyższy poziom technologii w swojej klasie i zapewni najlepsze emocje kierowcy". Do tego celu wykorzystano zebrane doświadczenie zarówno ze zwykłych wersji Huracana, jaki i wersji Performante oraz wyścigowych odmian. EVO jest pierwszym Lamborghini w historii, które wykorzystuje zintegrowany system kontroli dynamiki samochodu, co w połączeniu z napędem na cztery koła daje niesamowitą zwinność i lekkość. "Huracán EVO jest definicją ewolucji: jest o krok do przodu, redefiniując parametry segmentu. Jest niezwykle łatwy w prowadzeniu, zapewniając jednocześnie najbardziej wrażliwą, czułą i zwrotną jazdę w każdych warunkach. " - mówi Stefano Domenicali, prezes i dyrektor generalny Automobili Lamborghini.
     Wszyscy kochamy włoskie samochody za umieszczone w nich silniki. W tym przypadku również mamy powody do kochania, bo w EVO zainstalowano jednostkę prosto z wersji Performante, czyli najmocniejszą dotychczas w seryjnie produkowanym Huracanie. Silnik V10 generuje 640 koni mechanicznych i aż 600 niutonometrów,  co przy masie 1 422 kg (bez płynów) daje stosunek ciężaru do masy wynoszący 2,22 kg/KM. Ponad to przyspieszenie do setki wynosi tylko 2,9 sekundy, czyli dokładnie tyle co Performante, choć pojawiały siefilmy w sieci, jakoby było możliwe osiągnięcie czasu wynoszącego 2,5 sekundy. Prędkość maksymalna to ponad 325 km/h i nie jest ona ograniczona elektronicznie, więc można na prawdę sprawdzić ile samochód jest w stanie wycisnąć.
     Różnica między "zwykłym" Huracanem a wersją EVO polega przede wszystkim na aerodynamice. W nowej wersji zainstalowano najnowszy system Lamborghini Dinamica Veicolo, który ma za zadanie na bieżąco analizować wszystkie aspekty dynamiczne samochodu i dostosowywać zarówno każdy aerodynamiczny element do następnego ruchu kierowcy, jak i rozdzielać moment obrotowy pomiędzy wszystkie cztery koła. Dodatkowo ulepszony do wersji 2.0 system Lamborghini Piattaforma Inerziale tłumi wszystkie nierówności i pozwala zachować stały przepływ momentu obrotowego na podstawie informacji z czynników żyroskopowych rozmieszczonych po całym samochodzie. Standardowo kierowca ma do swojej dyspozycji trzy tryby jazdy: Strada, Sport i Corsa, które zmieniają charakterystykę samochodu i pozwalają nam na więcej jeśli znajdujemy się na torze.
     W nowym Huracanie zaszły również zmiany we wnętrzu. Lamborghini chwali się nowym systemem multimedialnym, którego zwieńczeniem jest 8-calowy ekran dotykowy. Samochód posiada na swoim pokładzie nawet odtwarzacz wideo, co w Lamborghini jest dosyć niespodziewaną opcją. Jeśli zajdzie taka potrzeba to ekran może być wykorzystany do podgladu obrazu z kamer lub wykresów telemetrii, które pokazują dane na żywo i mogą zostać zapisane na dysku twardym. Jeśli w czasie jazdy będziemy się nudzić to możemy porozmawiać z Siri, która znajdzie najbliższą stację lub wskaże nam drogę.
     Lamborghini Huracan EVO to następca Gallardo i widać to trochę nawet po przeprowadzonych zmianach wizualnych, szczególnie z tyłu. Producent zapewnia, że w przypadku tej wersji możliwości konfiguracji są nie ograniczone i zrealizują każde życzenie. Czyżby spodziewali się bardzo wymagających klientów, chcących wyróżnić się na drodze? Samochód w podstawowej wersji będzie kosztować 165 225 funtów, a dostawy są zaplanowane już na wiosnę tego roku. Szczerze samochód mi się podoba, bo Huracan to według mnie jedno z najlepszych aut sportowych tylko mam jedno "ale". Tył, a konkretnie spoiler. Coś w nim nie pasuje i chyba psuje całokształt. Być może na żywo wygląda lepiej.

Foto. materiały prasowe Lambirghini 

Ferrari 250 GTO jest warte więcej niż złoto!

by on 1/06/2019
     Jeśli masz tonę złota to możesz sobie pozwolić na zakup Ferrari 250 GTO. Dobrze by było gdybyś przy okazji miał kilka rafinerii i był magnatem finansowym. 

     Inwestowanie w samochody zazwyczaj wymaga nie tylko czasu, ale również pokaźnych pieniędzy. Czasami jest tak, że wielkie pieniądze za jakie przyjdzie nam kupić samochód mają się nijak do ceny, za którą będziemy mogli go sprzedać wiele lat później. Powiedzenie, że "samochody to żyła złota" na pierwszy rzut oka wydaje się abstrakcyjne, ale jeśli weźmiemy za przykład Ferrari 250 GTO to może się okazać, że samochody są nawet więcej warte niż złoto.
     O Ferrari 250 GTO było głośno w 2018 roku dwa razy. Raz za sprawą sprzedaży na aukcji RM Sotheby's za kwotę aż 48,4 mln dolarów, a drugi raz gdy sprzedano srebrny egzemplarz za 70 mln dolarów i tym samym 250 GTO stało się najdroższym samochodem na świecie. Jeśli zastanawiacie się jak to w ogóle możliwe, że samochody osiągają takie kwoty to musicie sobie wyobrazić historię czerwonego egzemplarza z aukcji. Samochód ma prawie 60 lat, brał udział w 20 wyścigach, każdy element do siebie pasuje, przez całą swoją historię wyścigową nie miał żadnej kraksy ani usterki blacharskiej czy mechanicznej, a w dodatku był prowadzony przez mistrza świata w Formule 1 i jest limitowany do 36 egzemplarzy. Wystarczy, aby zapłacić prawie 50 milionów dolarów? Jeśli nie to można rozważyć sprzedaż samochodu za złoto i tutaj pojawia się problem.
     250 GTO waży tylko 880 kilogramów i jest to jeden z czynników zapewniających świetne osiągi, bo taka niska masa jest połączona z silnikiem o mocy prawie 300 koni mechanicznych. Jeśli ktoś zdecydowałby się wymienić GTO za złoto to... no właśnie. Jakby to było? Cena złota na dzień 6 stycznia wynosi: 155,83 zł za gram, 4846,91 zł za uncję oraz 155 834, 01 zł za kilogram. Przy takich cenach możemy dokonać bardzo prostej kalkulacji - 155 834,01 x 880 = 137 133 928,80 zł. Jeśli przeliczymy cenę za jaką sprzedano samochód na aukcji to otrzymamy wynik wynoszący 182 274 400 zł. Już na pierwszy rzut oka widać, że mamy różnicę prawie 50 milionów złotych, a mówimy o tańszym przypadku, czyli samochodzie sprzedanym na aukcji. Tym samym samochód jest warty 207,13 zł za każdy gram, a w przypadku srebrnego egzemplarza jego wartość jest dwukrotnie wyższa od złota. Zatem czy jest coś cenniejszego niż złoto? Jak najbardziej, dwa z 36 Ferrari 250 GTO! Jeśli ktoś wam zaoferuje to Ferrari za złoto bierzcie w ciemno, niekoniecznie to działa w drugą stronę.
     Bardzo możliwym jest, że któryś z pozostałych egzemplarzy również osiągnie taką kwotę, bo działa to na podobnej zasadzie co bańka Bitcoina. Ceny będą rosnąć do pewnego momentu aż nagle spadną na łeb na szyję i okaże się, że z rynku wyparuje kilkadziesiąt milionów dolarów na każdym samochodzie. Póki co najlepiej sprawdzić czy nie mamy w zapomnianej szopie jakiegoś klasyka, bo być może on też będzie coś warty. Nie koniecznie 70 milionów dolarów, ale chociaż jedną tysięczną tej kwoty i będzie można zaszaleć z domowym budżetem. Ewentualnie można zacząć inwestować w złoto i czekać aż uzbiera się na naszym koncie prawie tona, żeby kupić jedno 250 GTO. Możliwości jest wiele, potrzeba tylko trochę odwagi i kreatywności.
Foto: RM Sotheby's

Artykuł zainspirowany wpisem jednego z użytkowników Reditta


Wesprzyj mnie na Patronite i pomóż mi rozwijać Wokół Motoryzacji - KLIK

Porsche 718 Cayman Clubsport - wyścigówka na masową skalę

by on 1/05/2019
     Porsche oferuje po raz pierwszy w historii wyścigówkę w normalnej sprzedaży. Jak ta decyzja przełoży się na wyniki finansowe i czy nowy Cayman GT4 Clubsport będzie miał "branie"?

     Porsche 718 Cayman to tak zwane "baby 911", bo choć jest znacznie mniejsze i słabsze od starszego brata to czerpie od niego niektóre technologie, a jest przy tym zdecydowanie tańsze. Za podstawową wersję przyjdzie nam zapłacić 245 300 złotych, a 911 zaczyna się od bagatela 536 115 złotych, czyli ponad dwa razy tyle. Taka różnica cen ma jednak swoje uzasadnienie i widać to na przykład po jednostce napędowej. W Caymanie siedzi 4-cylindrowy Boxer o mocy 300 koni i właśnie dlatego niektórzy łapią się za głowę, bo jak to? Cztery cylindry w Porsche? Kpina! Jednak Niemcy przygotowali pewną niespodziankę, która daje nadzieje na powrót 6-cylindrowych silników do 718.
     Cayman jest propozycją sportowego samochodu do miasta. Niby można pojechać od czasu do czasu na tor i sprawdzić zarówno swoje umiejętności jak i możliwości samochodu, jednak do takiego prawdziwego track cara, nawet okazjonalnego, trochę mu brakuje. 718 świetnie się sprawdzi na co dzień jeśli chcemy mieć samochód dynamiczny i sportowy za stosunkowo niewielkie pieniądze, a przy tym nie chcemy wydawać fortuny na paliwo, jednak co w przypadku gdy chcemy używać Caymana jako samochodu torowego, a odmiana GTS to za mało?
     Dla takich właśnie osób Porsche przygotowało dwie wersje swojej najmniejszej sportowej zabawki i wprowadziło tym samym do swojej oferty pierwszy samochód wyścigowy bez homologacji drogowej - 718 Cayman GT4 Clubsport "Trackday" oraz "Competition". Tak, dobrze słyszysz, Porsche będzie mieć w ofercie samochód wyścigowy z przeznaczeniem tylko na tor i nie będzie to żadna limitowana edycja specjalna. Clubsport jest zbudowany tak, aby dawać kierowcy maksymalne sportowe doznania na torze i pozwala poczuć się jak za sterami rasowej wyścigówki. Do produkcji nadwozia użyto materiałów kompozytowych z włókien naturalnych, a w środku wyeliminowano maksymalnie wszelkie wygłuszenia i zbędne kilogramy.
     Sercem Caymana Clubsport jest 6-cylindrowy silnik w układzie Boxer o pojemności 3.8 litra oraz mocy 425 koni mechanicznych i 425 Nm. Za przełożenie mocy na tylne koła odpowiada 6-stopniowa skrzynia biegów PDK. Dla zapewnienia bardziej sportowych osiągów zdecydowano o umieszczeniu wzmocnionego koła zamachowego oraz suchej miski olejowej. Zastosowano również ultralekkie sportowe zawieszenie z elementami przedniej osi zaczerpniętymi z Porsche 911 GT3 Cup, a za wytracanie prędkości odpowiedzialny jest wyścigowy układ hamulcowy z tarczami o średnicy 380 milimetrów. Cała konstrukcja waży zaledwie 1320 kilogramów wraz z klatką bezpieczeństwa oraz 6-punktowymi pasami bezpieczeństwa. Tak świetny wynik był możliwy tylko dzięki zastosowaniu po raz pierwszy w historii włókien naturalnych. Drzwi kierowcy i pasażera oraz tylne skrzydło są wykonane z mieszanki włókien organicznych, pochodzących głównie z produktów ubocznych pochodzenia rolniczego, takich jak włókna lnu lub konopi, i mają podobne właściwości do włókna węglowego pod względem masy i sztywności. 
     Proponowane przez Porsche dwie wersje modelu Clubsport różnią się troszeczkę swoim zastosowanie przez możliwość konfiguracji pod konkretne osiągi na torze. Wersja "Trackday" to propozycja dla kierowców-amatorów, którzy chcą brać udział w dniach otwartych na torach oraz prywatnych imprezach, nie ponosząc przy tym wielkich kosztów związanych z utrzymaniem samochodu. Samochód w tej wersji nie ma możliwości regulowania zawieszenia, a układy wspomagania ABS, ESP oraz kontroli trakcji dają pewną swobodę i wybaczają tym samym sporo błędów, choć można je całkowicie wyłączyć. Oprócz tego zadbano o komfort i bezpieczeństwo podczas jazdy, więc zainstalowano wydajną klimatyzację, wyjście z samochodu przez dach oraz podręczną gaśnicę. Dodatkowo otrzymujemy zbiornik o pojemności 80 litrów, który powinien zapewnić dosyć spory czas zabawy. Porsche zapewnia, że będzie można serwisować ten samochód w każdym punkcie serwisowym i nie powinno być z tym żadnego problemu. Cena za taką zabawkę na dłuższe weekendy to 134 000 Euro + VAT, co daje w Polsce kwotę około 700 000 złotych. Dużo jak na samochód wyścigowy?
      Drugą odmianą jest ta o oznaczeniu "Competition" i jak można się domyślić, jest jeszcze bardziej sportowa. Zawieszenie można regulować w trzech etapach, a balans hamulców można wyważać pomiędzy przednią a tylną osią. Zainstalowano również układ szybkiego podnoszenia samochodu w pit stopie, aby ułatwić serwis na torze. Kierownica pochodzi z modelu 911 GT3 R i tym samym zapewnia szeroki wachlarz możliwości, jeśli chodzi o sterowanie samochodem podczas jazdy oraz mamy możliwość całkowitego jej ściągnięcia co poprawia klimat we wnętrzu. Aby podnieść bezpieczeństwo umieszczono w wersji Competition system gaśniczy, a do dyspozycji kierowcy jest zbiornik paliwa o pojemności aż 115 litrów, dzięki czemu możemy dłużej cieszyć się jazdą bez konieczności odwiedzania pit boxu. Różnica w cenie pomiędzy dwoma wersjami jest stosunkowo nie wielka, bo Caymana Competition dostaniemy już za 157 000 Euro + VAT, czyli około 820 000 złotych. Trochę ponad 120 000 zł za jeszcze bardziej surowe i radykalne auto to nie duża kwota, jeśli już zdecydujemy się na zakup takiego samochodu. 
     "Nowe Porsche 718 Cayman GT4 Clubsport ma znacznie więcej genów wyścigowych, niż jego udany poprzednik", mówi szef Motorsportu Porsche Fritz Enzinger. "Moc silnika znacznie wzrosła. Jednocześnie byliśmy w stanie zwiększyć docisk, a kokpit jest teraz jeszcze lepiej dostosowany do potrzeb kierowców. Jestem przekonany, że możemy skorzystać z doskonałych wyników sprzedaży poprzednika, z którego to dostarczyliśmy 421 egzemplarzy. "
     Jeśli ktoś poszukuje fabrycznej wyścigówki, bo nie chce bawić się w budowanie auta od podstaw lub szukanie go u specjalistycznych firm to chyba nie ma lepszej propozycji na rynku. Jednak wszyscy dobrze wiemy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i ja już chciałbym zobaczyć fabryczną 911 z przeznaczeniem na tor, którą można zamówić w każdej chwili u najbliższego dealera. Chociaż jeśli różnica między podstawowym Caymanem, a 911 jest tak duża i cena jest dwa razy taka, to z prostej kalkulacji wynika, że za taki samochód przyszłoby zapłacić ponad 1 500 000 złotych. Ale jeśli kogoś stać to czemu nie? 718 Cayman GT4 Clubsport w obu wersjach można już zamawiać, a pierwsze egzemplarze trafią do klientów już w lutym 2019 roku, czyli za niecały miesiąc.


Próbka możliwości Porsche 718 Cayman GT4 Clubsport



Foto. materiały prasowe Porsche


Wesprzyj mnie na Patronite i pomóż mi rozwijać Wokół Motoryzacji - KLIK

Obserwatorzy